Facebook Google+ Twitter

Szalone Dni Muzyki, czyli o pięciu niezwykłych dżentelmenach

  • Źródło: Gość dnia
  • Data dodania: 2011-09-20 14:13

Czy zastanawialiście się, co by się działo, gdyby na jednej scenie wystąpili Johannes Brahms, Richard Strauss, Ferenc Liszt? Teraz możecie się o tym przekonać, bo w Warszawie ruszają po raz drugi Szalone Dni Muzyki!

Wyżej wspomniani dżentelmeni nigdy razem nie zagrali. A szkoda, bo takie wydarzenie wywołałoby wcale nie mniejszą zadymę, niż słynny Woodstock ’69! Mahler, Brahms, Strauss, Liszt i Szymanowski, choć nie grali na gitarach elektrycznych i nie słyszeli raczej o LSD, musieliby wypaść równie dobrze jak rockandrollowi wymiatacze: Jimi Hendrix, Janis Joplin czy Joe Cocker. Myślicie, że to przesada? Jesteście w błędzie! Ich poplątane biografie, skandale i sukcesy oraz muzyczna charyzma, której nie powstydziłyby się największe gwiazdy współczesnego popu, bez dwóch zdań przyciągnęłyby pod scenę całe rzesze rozentuzjazmowanych fanów.

„Tandeta musi z natury rzeczy znieprawiać i wykoślawiać wrodzone poczucie piękna” – powiedział lata temu Karol Szymanowski. I miał rację! Wyczucia estetyki i oryginalności odmówić mu nie wolno. Był kumplem „wariata z Krupówek” – Witkacego, pod wpływem którego zrezygnował z tradycyjnego romantycznego grania spod znaku Chopina i rozpoczął nowe poszukiwania. Obcowanie z artystyczną podhalańską bohemą, w tym samym stopniu rozmiłowaną w artystycznych eksperymentach, co w eksperymentach na własnym organizmie, i z zakopiańskim folklorem dość szybko znalazło odbicie w twórczości Szymanowskiego. Jego tournée po Europie, USA, a nawet Afryce Północnej przyniosło polskiemu mistrzowi sławę i… wzbogaciło jego kolekcję pocztówek. Jak przystało na gwiazdę zasłynął nie tylko z fenomenalnych kompozycji (słynna opera „Król Roger”). Gdyby na początku minionego stulecia istniały tabloidy, genialny Karol musiałby się opędzać od czyhających na niego paparazzi niczym diabeł od święconej wody, a historie o jego romansach z rosyjskim poetą i tancerzem Borysem Kochną, choreografem baletowym Siergiejem Diagilewem i kompozytorem Colem Porterem obiegłyby cały świat!

„Ordery mam w nosie, ale chcę je mieć” – powiedział kiedyś bezczelnie Johannes Brahms. A należały się mu one jak nikomu innemu. Początki jego kariery nie były usłane różami. Cierpiący niedostatek młody Johannes swoją muzyczną przygodę rozpoczął w hamburskim domu publicznym, którego bywalcom przygrywał na pianinie. Nie znosił kompromisów. Na owe czasy grał muzykę przestarzałą, nawiązującą do klasyki i baroku. Podążając dalej obranym przez siebie kursem, znalazł wreszcie fanów w Skandynawii i Wielkiej Brytanii. Tam też otrzymał upragnione przez siebie odznaczenie – i to nie byle jakie – złoty medal London Philharmonic Society. Aż strach pomyśleć, co by się działo, gdyby na koncercie „Tytanów” Brahms spotkał się z Richardem Wagnerem! Obaj kompozytorzy nie przepadali za sobą. Pewnie Brahms po pierwszej próbie wstałby od fortepianu. A Wagner wytargałby „drewnianego Johannesa” – jak zwykł mawiać o Brahmsie – za imponujących rozmiarów brodę.

„Od szczęścia, jakim jest posiadanie talentu, cenniejszy jest talent posiadania szczęścia”. Czy rzeczywiście Ferenc Liszt miał szczęście? Z pewnością miał talent, który się rozwinął, gdy Franciszek miał 9 lat. Wtedy zagrał swój pierwszy koncert, następnie jego kariera potoczyła się dalej w tempie nie mniejszym niż Michaela Jacksona. Był prawdziwym rockandrollowcem swoich czasów. Na jego koncerty ściągały setki zakochanych w muzyce węgierskiego mistrza wielbicielek, gotowych pobić się o rzucony przez kompozytora niedopałek papierosa. To przez szalejące dziewiętnastowieczne groupies rozpadło się jego małżeństwo z Marie d’Agoult. Pogrążony i zrezygnowany po kolejnym nieudanym związku Liszt postanowił szukać swojego szczęścia, przyjmując święcenia kapłańskie.
(Dorota Kostrzewska)

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.