Facebook Google+ Twitter

Szanujmy kino rozrywkowe, bez niego życie byłoby nieznośne!

  • Autor usunął profil

  • Data dodania: 2012-10-03 10:49

Zabawa zawsze była twórczym elementem każdej kultury. Kino żywi się elementami ludycznymi, jest przepojone jarmarczną wesołością. To oczywiste, że widz woli bawić się, niż smucić. Próby zmuszania go do myślenia, często kończą się porażką.

 / Fot. ENEMEFWłaśnie dlatego publiczność tłumnie wali na premiery musicali i łatwe w odbiorze filmy, podczas których coca cola leje się strumieniami, a na sali projekcyjnej czuć woń zjełczałego oleju, w którym smaży się popcorn. W weekendową noc na ekranie multipleksu w Złotych Tarasach obejrzałem cztery filmy o różnych formach rozrywki, która jest treścią życia bohaterów opowieści.

Pierwszy seans filmowy był poświęcony słynnej rozróbie w Stanach Zjednoczonych, gdzie syn bogatych właścicieli willi z basenem zaprosił na urodziny ponad tysiąc internautów. Nieśmiały outsider w ciągu jednej nocy stał się bohaterem wszystkich mediów. Z pomocą kolegów udało mu się zrujnować dom i zniszczyć dorobek całego życia ciężko pracujących na ten majątek rodziców. Wybryk nieletniego uczniaka uszedł mu właściwie bezkarnie. Przy okazji relacjonowania tej autentycznej historii, powstał interesujący, a nawet porywający nowatorską formą przekazu, utwór filmowy. Warto było zobaczyć go na ekranie warszawskiego Multikina.

Interesującą przygodą był również brytyjski film o balangującej młodzieży poszukującej miłości, akceptacji i sensu życia. Zdaję sobie sprawę, że używam wyświechtanych i zdewaluowanych pojęć, lecz film nie jest tak prozaicznie mdły i intelektualnie płytki. Zabawowa otoczka tego dzieła, wcale nie wyklucza rozprawy o poważnych, głębokich uczuciowo sprawach, które dotyczą każdego człowieka. Egzystencjalne dyskusje młodych mogą się przecież toczyć zarówno na eleganckich przyjęciach, wernisażach, jak też w pubach i w intymnej sytuacji tete-a-tete, przed i po miłosnym spełnieniu. Niezapomnianym ewenementem i atutem tego filmu jest zbiorowa pieśń młodych gniewnych, wykrzykujących buntownicze słowa do melodii hymnu: "God, save the Queen". Ten utwór filmowy jest dowodem na to, że bawiąc można uczyć i przemycać w kinie naprawdę głębokie treści i niebanalne myśli.

Zupełnym przeciwieństwem tego inteligentnego dzieła jest śmieszny, lecz w sumie pusty i jałowy film: "Kac Vegas w Bangkoku". Celowo nie wymieniam w tej recenzji nazwisk twórców i aktorów, bowiem sądzę, że w tej zabawowej kompilacji kina, żaden autor nie miałby szans odcisnąć swojego indywidualnego piętna. Nawet tytuły tego rodzaju filmów są mało znaczące i przypadkowe. Ich polskie tłumaczenie często zdecydowanie odbiega od oryginalnego znaczenia. Wszystko jest podyktowane wymogami marketingu.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.