Zaloguj

Zarejestruj się

Zaloguj przez Facebook

Wiadomości24 > Wydarzenia > Media > Szara strefa dziennikarskiej etyki

Dział: Media

Ocena: 79pkt

Oceń:

Szara strefa dziennikarskiej etyki


Zamieszczane przez dziennikarzy testy telefonów komórkowych, komputerów i aparatów fotograficznych, recenzje linii lotniczych, resortów turystycznych i wycieczek, relacje z targów, jazdy testowe samochodami i recenzje filmów. Czy powinniśmy im wierzyć?


 / Fot. PAPKilka lat temu miałem kolegów w branży motoryzacyjnej. Scenariusze zadziwiająco zbliżone. Imprezy, kolacje, wyjazdy, a co tydzień nowy samochód do testów, nierzadko z bonami na przynajmniej kilkadziesiąt litrów paliwa. Jeden z moich ówczesnych współpracowników sprzedał swój prywatny samochód twierdząc, że mu nie jest do niczego potrzebny, skoro stale ma czym jeździć. A przecież na telekomunikacji i motoryzacji świat się nie kończy. Są jeszcze nieruchomości, turystyka, działy rozrywkowe...

Thomas Kohnstamm, były autor przewodników Lonely Planet w swojej fenomalnej książce “Do Travel Writers Go to Hell: A Swashbuckling Tale of High Adventures, Questionable Ethics & Professional Hedonism” (Czy piszący o podróżach idą do piekła: Głośna opowieść o wielkich przygodach, budzącej wątpliwości etyce i profesjonalnym hedonizmie) obdziera z mitów słynny slogan firmy głoszący, że autorzy Lonely Planet nie przyjmują nic w zamian za pozytywny opis odwiedzanych przybytków. Zdaniem Kohnstamma slogan jest prawdziwy - Rzeczywiście nic nie przyjmujemy w zamian za pozytywny opis. Co nie znaczy, że nic nie przyjmujemy - wyjaśnia.

Czy dziennikarstwo turystyczne opiera się na darmowych przelotach, noclegach i egzotycznych wycieczkach na koszt operatorów? Spałem za darmo w Kuala Lumpur, na Bali, w Dili i Bangkoku. Na trasie Puket-Singapur-Dżakarta-Bali-Kuala Lumpur zaoferowano mi medialną zniżkę - cztery loty za niewiele ponad 400 zł.

Dziennikarze codziennie muszą decydować czy pracują dla mediów i czytelników czy dla medialnych speców wielkich korporacji zarabiających miliony euro. Ci którzy nie siedzą jednocześnie w kieszeni wydawnictw i korporacji (poznałem takich, którzy pracują jednocześnie dla magazynów recenzujących sprzęt jak i firm PR obsługujących korporacje ten sprzęt produkujących) nigdy nie są czarni lub biali. Tych pierwszych trudno nazywać dziennikarzami. Ci drudzy odcięci są od wszelkich informacji. Rozwiązaniem wydaje się być złoty środek - operowanie w szarej strefie dziennikarskiej etyki.
 / Fot. PAP/Lech Muszyński

Zobacz także:

Marek Lenarcik OFFline profil autora

Autor: Marek Lenarcik

Napisz do autora

Artykuły (28) Galerie (14) Średnia ocen (4.79)

Wiek: 30 | Miejscowość: Bangkok | Kraj: Tajlandia

Ostatnie artykuły autora:

Pozycja autora w rankingach:

Komentarze: 30

Sortuj komentarze:

Marek Lenarcik 07.03.2010 05:52

Ocena: Ocena pozytywna 60 Ocena negatywna 61

@ Bartłomiej - a im bardziej będa niezalezni tym wiecej beda przedrukowywac z innych zrodel, bo nie beda mieli dostepu do informacji z pierwszej reki. :-)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Bartłomiej Kowalewski 06.03.2010 18:26

Ocena: Ocena pozytywna 60 Ocena negatywna 78

Panie Marku tak właśnie wygląda praca zależnych dziennikarzy zarabiających piórem ci niezależni mogą sobie pozwolić na więcej
obiektywności dopóki nie wdepną na ruchome piaski.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Marek Lenarcik 06.03.2010 16:53

Ocena: Ocena pozytywna 59 Ocena negatywna 57

Jest instrukcja obslugi kucanych kibli, wiec raczej z jajem. Lyzek i widelcow jeszcze nie znalazlem. Rozdzial o rzadzie to troche flaki z olejem, ale o duchach czyta sie fajnie. Kilkanascie stron raptem, ale mi sie przynajmniej rozjasnilo pare rzeczy. Latwy jezyk, luzny styl. Juz nie narzekaj z tym studiowaniem :-)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Marek Lenarcik 06.03.2010 15:15

Ocena: Ocena pozytywna 71 Ocena negatywna 69

@ Magda Ch (wypiłem kawę, a właściwie to kilka LOL) - Książka nie jest o duchach. Tytuł to "Thai Culture and Society" Jest rozdział historyczny, o rządzie, monarchii i biurokracji, języku, literaturze, muzyce, tańcu i teatrze. Jest o buddyźmie, pogrzebach, ślubach i innych tradycjach. W ramach bonusa jest też o żarciu, adresach, Thai Time, imionach i kucanych kiblach ;-). Lekko się czyta. To raczej lektura wprowadzająca, ale parę ciekawostek wyłapałem. Autorem jest Roger Welty, farang od ponad 30 lat.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Marek Lenarcik 06.03.2010 15:11

Ocena: Ocena pozytywna 55 Ocena negatywna 63

@ Zdzisław i Robert - z prawdziwym dziennikarstwem jest trochę jak z idealną demokracją - istnieje tylko na papierze. W czasach, gdy siedziałem w temacie IT bardzo szybko się zorientowałem jak to działa. Stajesz przed wyborem - tańczysz jak ci zagrają, albo nie tańczysz w ogóle. A jak nie tańczysz to nie piszesz, nie publikujesz i nie zarabiasz. Redakcja bardzo szybko znajdzie sobie kogoś kto będzie miał dostęp do informacji, których ty nie masz. A jak je zdobywa...no cóż, o to nikt już nie pyta. Na takich trzydniowych wyjazdach w kraju czy za granicą dzieje się o wiele więcej niż sugeruje temat wyjazdu. Spotykasz ludzi, wymieniasz plotki, informacje, opinie. Wypijesz o parę piw za dużo z wysoko postawionym przedstawicielem producenta w nadziei, że wymsknie mu się coś wartościowego...jeśli jesteś poważny w tym biznesie to musisz tam być. A żeby tam być to...błędne koło?

Komentarz został ukrytyrozwiń

Robert Grzeszczyk 06.03.2010 13:19

Ocena: Ocena pozytywna 58 Ocena negatywna 71

Też mi się wydaje, że nie może być mowy o dziennikarzach w opisanych przypadkach. Dziennikarz zajmuje się czymś zgoła innym. Czyż nie ma obowiązku informaować i przedstawiać rzetelnie fakty. Tekst jest raczej o panoszącym się łapownictwie, kłamstwie i oszustwie oraz o łapówkarzach, łamcach i oszustach.
Ciekawe, czy wszelkie rankingi korupcji uwzględniają prezentowane fakty.
A kapitalizm z założenia miał być wolny od korupcji. Zdecydowanie bardziej niż panoszący się przed dwoma dekadami nibysocjalizm.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Wiesław Tuszyński 06.03.2010 12:08

Ocena: Ocena pozytywna 56 Ocena negatywna 77

Podobne wyjazdy mają lekarze ,firmy farmaceutyczne sponsorują tak zwane sympozja a jest to nic innego jak tylko wycieczka turystyczna płaci za to wszystko chory który kupuje leki .

Komentarz został ukrytyrozwiń

Bartłomiej Kowalewski 06.03.2010 10:50

Ocena: Ocena pozytywna 60 Ocena negatywna 67

Prawie każdego można kupić kwestia ceny i okoliczności, nieprzekupni są tylko ci co niczego nie potrzebuja albo niczego nie chcą mieć.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jadwiga Kowalczyk 06.03.2010 10:01

Ocena: Ocena pozytywna 61 Ocena negatywna 64

Widocznie klasyczne metody reklamowe nie wystarczają producentom. Stosują więc przy pomocy dziennikarzy swoistą forme indoktrynacji. A dziennikarze - sa tylko luźmi: jedno są niezależni, inni - lubia miec do dyspozycji spiżarke z konfiturami.
Oczywiscie, to samo dotyczy medycyny. Agenci firm farmaceutycznych składaja regularne wizyty w gabinetach; im wieksza sprzedaż (im wiecej recept) specyfiku, tym większe dowody uznania dla lekarza. A przeciez nie każdy zarabia aż tak, aby spędzać rokrocznie egzotyczne wakacje.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Alicja Pionkowska 06.03.2010 09:34

Ocena: Ocena pozytywna 61 Ocena negatywna 60

niesmak i + za tekst

Komentarz został ukrytyrozwiń

odśwież

Maksymalnie 4000 znaków. (możesz jeszcze wpisać: 4000)

Reklama

Najpopularniejsze

Reklama
Copyright 2012 Wiadomosci24.pl
Realizacja serwisu: Gratka Technologie Sp. z o.o.