Zamieszczane przez dziennikarzy testy telefonów komórkowych, komputerów i aparatów fotograficznych, recenzje linii lotniczych, resortów turystycznych i wycieczek, relacje z targów, jazdy testowe samochodami i recenzje filmów. Czy powinniśmy im wierzyć?
Kilka lat temu miałem kolegów w branży motoryzacyjnej. Scenariusze zadziwiająco zbliżone. Imprezy, kolacje, wyjazdy, a co tydzień nowy samochód do testów, nierzadko z bonami na przynajmniej kilkadziesiąt litrów paliwa. Jeden z moich ówczesnych współpracowników sprzedał swój prywatny samochód twierdząc, że mu nie jest do niczego potrzebny, skoro stale ma czym jeździć. A przecież na telekomunikacji i motoryzacji świat się nie kończy. Są jeszcze nieruchomości, turystyka, działy rozrywkowe...Zobacz także:
Artykuły
(28)
Galerie
(14)
Średnia ocen
(4.79)
Wiek: 30 | Miejscowość: Bangkok | Kraj: Tajlandia
Ostatnie artykuły autora:
Sortuj komentarze:
Marek Lenarcik 07.03.2010 05:52
@ Bartłomiej - a im bardziej będa niezalezni tym wiecej beda przedrukowywac z innych zrodel, bo nie beda mieli dostepu do informacji z pierwszej reki. :-)
Bartłomiej Kowalewski 06.03.2010 18:26
Panie Marku tak właśnie wygląda praca zależnych dziennikarzy zarabiających piórem ci niezależni mogą sobie pozwolić na więcej
obiektywności dopóki nie wdepną na ruchome piaski.
Marek Lenarcik 06.03.2010 16:53
Jest instrukcja obslugi kucanych kibli, wiec raczej z jajem. Lyzek i widelcow jeszcze nie znalazlem. Rozdzial o rzadzie to troche flaki z olejem, ale o duchach czyta sie fajnie. Kilkanascie stron raptem, ale mi sie przynajmniej rozjasnilo pare rzeczy. Latwy jezyk, luzny styl. Juz nie narzekaj z tym studiowaniem :-)
Marek Lenarcik 06.03.2010 15:15
@ Magda Ch (wypiłem kawę, a właściwie to kilka LOL) - Książka nie jest o duchach. Tytuł to "Thai Culture and Society" Jest rozdział historyczny, o rządzie, monarchii i biurokracji, języku, literaturze, muzyce, tańcu i teatrze. Jest o buddyźmie, pogrzebach, ślubach i innych tradycjach. W ramach bonusa jest też o żarciu, adresach, Thai Time, imionach i kucanych kiblach ;-). Lekko się czyta. To raczej lektura wprowadzająca, ale parę ciekawostek wyłapałem. Autorem jest Roger Welty, farang od ponad 30 lat.
Marek Lenarcik 06.03.2010 15:11
@ Zdzisław i Robert - z prawdziwym dziennikarstwem jest trochę jak z idealną demokracją - istnieje tylko na papierze. W czasach, gdy siedziałem w temacie IT bardzo szybko się zorientowałem jak to działa. Stajesz przed wyborem - tańczysz jak ci zagrają, albo nie tańczysz w ogóle. A jak nie tańczysz to nie piszesz, nie publikujesz i nie zarabiasz. Redakcja bardzo szybko znajdzie sobie kogoś kto będzie miał dostęp do informacji, których ty nie masz. A jak je zdobywa...no cóż, o to nikt już nie pyta. Na takich trzydniowych wyjazdach w kraju czy za granicą dzieje się o wiele więcej niż sugeruje temat wyjazdu. Spotykasz ludzi, wymieniasz plotki, informacje, opinie. Wypijesz o parę piw za dużo z wysoko postawionym przedstawicielem producenta w nadziei, że wymsknie mu się coś wartościowego...jeśli jesteś poważny w tym biznesie to musisz tam być. A żeby tam być to...błędne koło?
Robert Grzeszczyk 06.03.2010 13:19
Też mi się wydaje, że nie może być mowy o dziennikarzach w opisanych przypadkach. Dziennikarz zajmuje się czymś zgoła innym. Czyż nie ma obowiązku informaować i przedstawiać rzetelnie fakty. Tekst jest raczej o panoszącym się łapownictwie, kłamstwie i oszustwie oraz o łapówkarzach, łamcach i oszustach.
Ciekawe, czy wszelkie rankingi korupcji uwzględniają prezentowane fakty.
A kapitalizm z założenia miał być wolny od korupcji. Zdecydowanie bardziej niż panoszący się przed dwoma dekadami nibysocjalizm.
Wiesław Tuszyński 06.03.2010 12:08
Podobne wyjazdy mają lekarze ,firmy farmaceutyczne sponsorują tak zwane sympozja a jest to nic innego jak tylko wycieczka turystyczna płaci za to wszystko chory który kupuje leki .
Bartłomiej Kowalewski 06.03.2010 10:50
Prawie każdego można kupić kwestia ceny i okoliczności, nieprzekupni są tylko ci co niczego nie potrzebuja albo niczego nie chcą mieć.
Jadwiga Kowalczyk 06.03.2010 10:01
Widocznie klasyczne metody reklamowe nie wystarczają producentom. Stosują więc przy pomocy dziennikarzy swoistą forme indoktrynacji. A dziennikarze - sa tylko luźmi: jedno są niezależni, inni - lubia miec do dyspozycji spiżarke z konfiturami.
Oczywiscie, to samo dotyczy medycyny. Agenci firm farmaceutycznych składaja regularne wizyty w gabinetach; im wieksza sprzedaż (im wiecej recept) specyfiku, tym większe dowody uznania dla lekarza. A przeciez nie każdy zarabia aż tak, aby spędzać rokrocznie egzotyczne wakacje.
Kolejne trzęsienie ziemi we Włoszech
(odsłon: +619)