Facebook Google+ Twitter

Szara strefa dziennikarskiej etyki

Zamieszczane przez dziennikarzy testy telefonów komórkowych, komputerów i aparatów fotograficznych, recenzje linii lotniczych, resortów turystycznych i wycieczek, relacje z targów, jazdy testowe samochodami i recenzje filmów. Czy powinniśmy im wierzyć?

 / Fot. PAP/Lech MuszyńskiW 2001 roku zacząłem zawodowo testować telefony komórkowe. Krótko po pierwszej konferencji prasowej jednego z czołowych producentów dostałem zaproszenie do Manchesteru na prezentację najnowszego produktu firmy. Przelot, trzy noclegi w pięciogwiazdkowym hotelu oraz wydatki na miejscu opłacone przez zapraszającego. Impreza była znakomita, choć telefon w testach wypadł blado. Napisałem prawdę w jednym ze znanych magazynów poświęconych tej tematyce. Nigdy więcej z tym producentem już nie pojechałem - zaproszeń nie było.

Kilkudniowy wyjazd do Zakopanego, trzy wizyty w Hanowerze na dorocznych targach informatycznych CeBIT, kolacje, imprezy do białego rana - wszystko oczywiście na koszt producentów to rzeczywistość dziennikarzy informatyczno-telekomunikacyjnych, w której przez kilka lat dane mi było uczestniczyć. Producenci pożyczają sprzęt do testów, czasem nigdy nie upominając się o zwrot. Operatorzy telefonów komórkowych oferują karty sim pozwalające dziennikarzom rozmawiać za darmo. Autorzy popisują się między sobą nowymi zabawkami, rozdają je znajomym lub sprzedają na aukcji - wszak dziennikarstwo to ciężki kawałek chleba.

Niejeden producent pomoże załatwić nowy telefon czy laptopa, aby autorowi pracowało się wygodniej. Czego oczekuje w zamian? Tego nigdy nie powie. Dziennikarzu, domyśl się sam.

“Niewłaściwie" postępujący dziennikarz szybko znajdzie się na językach - kolegów po fachu, pijarowców i marketerów. Mniej zaproszeń na imprezy to brak dostępu do najświeższych, choćby niepotwierdzonych informacji. A informacja w dziennikarstwie to przecież podstawa. Dobre kontakty z działami medialnymi firm to szybszy dostęp do nowych produktów. Pierwszy testujesz, pierwszy publikujesz - redakcja zadowolona, nazwisko rośnie.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (30):

Sortuj komentarze:

@ Bartłomiej - a im bardziej będa niezalezni tym wiecej beda przedrukowywac z innych zrodel, bo nie beda mieli dostepu do informacji z pierwszej reki. :-)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Panie Marku tak właśnie wygląda praca zależnych dziennikarzy zarabiających piórem ci niezależni mogą sobie pozwolić na więcej
obiektywności dopóki nie wdepną na ruchome piaski.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jest instrukcja obslugi kucanych kibli, wiec raczej z jajem. Lyzek i widelcow jeszcze nie znalazlem. Rozdzial o rzadzie to troche flaki z olejem, ale o duchach czyta sie fajnie. Kilkanascie stron raptem, ale mi sie przynajmniej rozjasnilo pare rzeczy. Latwy jezyk, luzny styl. Juz nie narzekaj z tym studiowaniem :-)

Komentarz został ukrytyrozwiń

@ Magda Ch (wypiłem kawę, a właściwie to kilka LOL) - Książka nie jest o duchach. Tytuł to "Thai Culture and Society" Jest rozdział historyczny, o rządzie, monarchii i biurokracji, języku, literaturze, muzyce, tańcu i teatrze. Jest o buddyźmie, pogrzebach, ślubach i innych tradycjach. W ramach bonusa jest też o żarciu, adresach, Thai Time, imionach i kucanych kiblach ;-). Lekko się czyta. To raczej lektura wprowadzająca, ale parę ciekawostek wyłapałem. Autorem jest Roger Welty, farang od ponad 30 lat.

Komentarz został ukrytyrozwiń

@ Zdzisław i Robert - z prawdziwym dziennikarstwem jest trochę jak z idealną demokracją - istnieje tylko na papierze. W czasach, gdy siedziałem w temacie IT bardzo szybko się zorientowałem jak to działa. Stajesz przed wyborem - tańczysz jak ci zagrają, albo nie tańczysz w ogóle. A jak nie tańczysz to nie piszesz, nie publikujesz i nie zarabiasz. Redakcja bardzo szybko znajdzie sobie kogoś kto będzie miał dostęp do informacji, których ty nie masz. A jak je zdobywa...no cóż, o to nikt już nie pyta. Na takich trzydniowych wyjazdach w kraju czy za granicą dzieje się o wiele więcej niż sugeruje temat wyjazdu. Spotykasz ludzi, wymieniasz plotki, informacje, opinie. Wypijesz o parę piw za dużo z wysoko postawionym przedstawicielem producenta w nadziei, że wymsknie mu się coś wartościowego...jeśli jesteś poważny w tym biznesie to musisz tam być. A żeby tam być to...błędne koło?

Komentarz został ukrytyrozwiń

Też mi się wydaje, że nie może być mowy o dziennikarzach w opisanych przypadkach. Dziennikarz zajmuje się czymś zgoła innym. Czyż nie ma obowiązku informaować i przedstawiać rzetelnie fakty. Tekst jest raczej o panoszącym się łapownictwie, kłamstwie i oszustwie oraz o łapówkarzach, łamcach i oszustach.
Ciekawe, czy wszelkie rankingi korupcji uwzględniają prezentowane fakty.
A kapitalizm z założenia miał być wolny od korupcji. Zdecydowanie bardziej niż panoszący się przed dwoma dekadami nibysocjalizm.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Podobne wyjazdy mają lekarze ,firmy farmaceutyczne sponsorują tak zwane sympozja a jest to nic innego jak tylko wycieczka turystyczna płaci za to wszystko chory który kupuje leki .

Komentarz został ukrytyrozwiń

Prawie każdego można kupić kwestia ceny i okoliczności, nieprzekupni są tylko ci co niczego nie potrzebuja albo niczego nie chcą mieć.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Widocznie klasyczne metody reklamowe nie wystarczają producentom. Stosują więc przy pomocy dziennikarzy swoistą forme indoktrynacji. A dziennikarze - sa tylko luźmi: jedno są niezależni, inni - lubia miec do dyspozycji spiżarke z konfiturami.
Oczywiscie, to samo dotyczy medycyny. Agenci firm farmaceutycznych składaja regularne wizyty w gabinetach; im wieksza sprzedaż (im wiecej recept) specyfiku, tym większe dowody uznania dla lekarza. A przeciez nie każdy zarabia aż tak, aby spędzać rokrocznie egzotyczne wakacje.

Komentarz został ukrytyrozwiń

niesmak i + za tekst

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.