
W Szczecinie za czasów komunizmu, wiele żłobków, przedszkoli, domów dziecka, umiejscowiono w dawnych zabytkowych rezydencjach (właściwie dworkach, pałacykach) bogatych mieszczan. Między innymi Dom Dziecka nr 2 umieszczono w „Zielonym Dworze” przy ul. Walecznych, Stoczniowy Żłobek w pałacyku przy ul. Matejki, Przedszkole Miejskie w dworku przy ul. Strzałowskiej (miało też dojazd z ul. Pokoju) itp.
Dzisiaj po likwidacji większości tamtych domów dziecka, szkół, przedszkoli i żłobków, większość tych znamienitych budowli (szczególnie na peryferiach miasta) popada w ruinę. Więcej szczęścia mają tylko dworki, pałacyki zlokalizowane w centrum Szczecina, jak pałacyk w którym dawniej mieścił się stoczniowy żłobek, przy ul Matejki. Obecnie pałacyk po pieczołowitym odremontowaniu jest siedzibą banku.
Mniej szczęścia miał dworek (pałacyk, chyba dr. Sharlana, który założył przy obecnej ulicy Strzałowskiej Zakład Wodoleczniczy), który po II wojnie światowej był siedzibą miejskiego przedszkola dzielnicowego. Pałacyk padł ofiarą zmian ustrojowych i po zlikwidowaniu w nim przedszkola, niezabezpieczony i nie konserwowany (zamurowano tylko okna) popada cały czas w ruinę. Zresztą nie tylko dworek ale i mini parczek przed nim, który był wykorzystywany jako plac zabaw dzieci przedszkolnych.

Jest to o tyle dziwne, że na pobliskiej ul. Pokoju (dawny zakład leczniczy „Bergquell”, później hotel robotniczy Papierni Skolwin), powstało hospicjum domowe, a w sąsiednim narożnym budynku powstało Schronisko dla bezdomnych Caritas, nie wspominając że po przeciwnej stronie ulicy jest zlokalizowane Zachodniopomorskim Centrum Onkologii, któremu brakuje terenów na rozwój.
Mój znajomy opowiadał mi, że bezdomni unikają tego schroniska (przy ul. Strzałowskiej), nie tylko ze względu na rygor (zakaz picia alkoholu), ale i z powodu tego, że w sąsiednim dawnym dworku (po siedzibie przedszkola) coś straszy. W nocy słychać jęki, jakby ktoś zawodził i pomimo zamurowanych okien widać jakieś światła i cienie.
Może są to tylko zwidy bezdomnych, którzy nie mogli się dostać na nocleg do schroniska, bo byli „w stanie wskazującym”, a może to duch byłego właściciela rozpacza nad popadaniem w ruinę jego byłej posiadłości i "straszy". Jedno jest pewne, widok tego tajemniczego zaniedbanego dworku, sprawia upiorne wrażenie. Tak jakbyśmy się cofnęli w czasy odległego średniowiecza, do wiary w duchy, gusła i zaklęcia. Słowem istny „Straszny dwór”.
Andrzej Sadowski,
mmszczecin.pl