Facebook Google+ Twitter

Szczerość rozbraja polityków i wzmacnia Anonymous

Gdy Anonimowi wciąż protestują, minister Boni w legendarnej sali BHP dawnej Stoczni Gdańskiej wyznaje Internautom, że należy do osób, które z lekcji protestów "chcą wyciągać wnioski" i zapowiada coraz częstsze konsultacje ważnych dla kraju sprawach. Premier Tusk wyznaje, że "są Internauci, którzy modlą się o jego śmierć".

 / Fot. PAP/Paweł SupernakLudwik XI – król Francji, syn Karola VII z dynastii Walezjuszów i Marii Andegaweńskiej, panujący w XV wieku, miał znakomite ongiś i dziś jeszcze aktualne powiedzenie: "Kto nie umie udawać - nie umie rządzić". Nie trzeba wyszukanych aluzji, ani masek anonimowych - wiadomo, o kogo chodzi w dzisiejszych czasach. Ale jednak potrzebni byli w ostatnim czasie Anonymous, żeby pobudzić masy do szerokich protestów społecznych przeciw polityce i politykom, którzy dokonali zamachu na swobody obywatelskie w Internecie. Tak wyrosły protesty przeciw ACTA. Nie były to pierwsze protesty w Polsce pod rządami nowej-starej koalicji, rządzącej od 2011 roku. Ukazały one doskonale, że ten, kto rządzi, umie udawać.

W minionej kadencji rządów premiera Donalda Tuska mówiono, że nie rządzi, a udaje. Tak czy inaczej, udawało się jemu - znowu zwyciężył i ponownie rządzi. Pewnie miał szczęście w wyborach? Pewnie tak. Nagle przestało się szczęścić w rządzeniu premierowi i jego partii. W minionej kadencji 2007-2011 tak nie było. Było inaczej. Jak? Protesty, awantury uliczne - owszem istniały, lecz nie o takiej, jak obecnie sile i nie o takim szerokim zakresie.

Teraz, ni stąd, ni zowąd - niemal natychmiast po przejęciu ponownie władzy przez premiera Donalda Tuska, ruszyła w kraju fala różnistych protestów. Żądania wznosili publicznie urzędnicy służb państwowych - sędziowie i prokuratorzy, policjanci i służby pogranicza oraz strażacy. Najbardziej spektakularne, najgłośniejsze i najdłuższe były protesty: medyczny - lekarski i aptekarski. Ale najgroźniejszy w skutkach politycznych okazał się być masowy protest tysięcy oburzonych polityką przeciwko demokratycznym swobodom w poruszaniu się w Internecie.

Nim doszło do niego – do protestów ws. ACTA – do Kancelarii Premiera Donalda Tuska zaczęły masowo napływać listowne skargi od obywateli. Pod względem liczby skarg w tak krótkim czasie, jaki miał miejsce od zaprzysiężenia rządu, padł rekord. Wynika to z dokumentu Kancelarii Prezesa Rady Ministrów, który według "Newsweeka" zostanie opublikowany w marcu br.

Polacy pisali i piszą, a także dzwonią do biur urzędów rządowych i administracji publicznej, niemal 80 proc. częściej niż w takim samym okresie 2010 r. Faktycznie w całym 2010 roku liczba osób, które zgłaszały swoje pretensje do Kancelarii Premiera była mniejsza niż w 2011 – wynosiła odpowiednio: 16 tysięcy do 20 tysięcy.

Jednocześnie dają się zauważyć istotne nowości w poruszanych uwagach i pretensjach pod adresem premiera i ekipy rządzącej. Po pierwsze są zbiorowe masowe akcje protestacyjne, których wcześniej w takiej skali nie było. A po drugie, do akcji protestów włączyli się masowo emeryci, renciści a nawet bezrobotni. Newsweek podaje, że w ostatnim czasie siedzibę rządu zasypały setki listów tej samej treści, dotyczące posyłania sześciolatków do szkół i podnoszenia wieku emerytalnego (głównie chodzi o pracę do 67
roku życia). Jak nigdy dotąd w takiej skali emeryci, renciści i bezrobotni, postanowili poskarżyć się premierowi na niewystarczającą pomoc socjalną państwa.

Ale to, co pokazali Anonimowi - w sile i wielkości oburzonych przeciw umowie ACTA – przerosło wszelkie wyobrażenia i oczekiwania polityków, a przede wszystkim premiera Tuska. To musiało w końcu doprowadzić do poruszenia gremiów władzy rządzącej, która była zobligowana wreszcie poważnie zastanowić się nad tym, kiedy i jak dać odwrót w swojej polityce. Najpierw w związku z tym zaprosił na "rekonesans" polityczny członków rządu z premierem na czele, prezydent RP, Bronisław Komorowski. Potem, jak twierdzą niektórzy – w "mroźnym" nastroju między prezydentem a premierem – doszło do spotkania posłów Platformy w podwarszawskiej Jachrance.

Tam, w Jachrance, prawdopodobnie miało miejsce "namaszczenie nienamaszczonych" i wątpiących czy raczej niechętnych w niesieniu pomocy obronnej premierowi przed nacierającą i wciąż rosnącą w kraju siłą - Anonymous. Zjechali się więc rządzący po to, aby złe nastroje na ulicach miast i wewnątrz Platformy, rozładować. No i premier, wprawdzie nie od zaraz, ale jednak zaczął rozładowywać, przyznając się do swojej winy oraz niewiedzy, co to jest dziś – w XXI wieku Internet, i komu i jak ma służyć. Wiadomo z oficjalnych doniesień, że wyjazdowe spotkanie w Jachrance, czy też posiedzenie sejmowego Klubu PO, miało być poświęcone "trybowi współpracy między klubem parlamentarnym a rządem". Było jednak czymś więcej. Było także elementem scalania osłabionej w ostatnim czasie współpracy na linii: rząd – partia, będąca jego zapleczem.

Trudno wprost w to uwierzyć, ale w okresie 4 miesięcy tej kadencji, liczba projektów ustaw, złożonych przez klub poselski Platformy, wynosi zaledwie jeden. To wzbudziło zrozumiały cichy protest posłów PO. Czuli się bowiem od dawna w roli podrzędnych pomagierów rządu, potrzebnych czasem przy tworzeniu sejmowych ustaw. Mieli zadanie zgłaszać jakieś poprawki, tylko wtedy, kiedy któryś resort zrobił przyspieszenie z projektem ustawy i nagle "wepchnął" ją jako "niedoróbkę" do Sejmu. Jeden z posłów PO twierdzi, że "w ten sposób załataliśmy już niejedną dziurę" i wskazuje przykład ustawy refundacyjnej, która właśnie w takim trybie została pospiesznie znowelizowana, aby uwzględnić postulaty protestujących lekarzy - czytamy w "Polska Times".

W świadomości posłów PO narastała złość, że traktuje się ich byle jak lub zwyczajnie instrumentalnie. Ale ostatnio narastała w nich irytacja. Bo z jednej strony oni są w odwodzie do spraw wyjątkowych, a drugiej słyszą i widzą coraz to nowe skandaliczne i kompromitujące wpadkami ministrów. Irytacja o tyle zrozumiała i uzasadniona – jak piszą media, że o najważniejszych decyzjach podejmowanych przez premiera i ministrów poszczególnych resortów – oni, posłowie Platformy - dowiadują się na ogół od dziennikarzy albo z prasy.

Doszło do tego, że powiedzieli sobie w duchu: Dość! Tak dalej być nie może. Anonimowy poseł wyznał: "Donald to sobie przypisał cały sukces wyborczy. Niech teraz przyzna się, że nie jest nieomylny". Powiedział to ponoć poseł "w momencie, gdy protesty przeciw ACTA osiągały apogeum". No i właśnie podobno z tej przyczyny, dla naprawy nastrojów wewnętrznych i rozładowania napięcia, odbył się wyjazd posłów do podwarszawskiej Jachranki. Pojechano, pogadano, zjedzono, popito i już wszystko ok.

Niestety, nie wszystko. Nadal Anonimowi protestują, choć premier powiedział im najszczerszą prawdę, że nie wiedział dokładnie, co podpisuje w umowie ACTA i jaką rolę pełni Internet w XXI wieku. Bo on, jako premier mający pojęcie o Internecie, pozostał z wiedzą o tym współczesnym medium na poziomie średniowiecznym. Nadal Anonimowi protestują, choć w historycznej sali BHP dawnej Stoczni Gdańskiej, odbywały się 4 lutego, pod kierownictwem ministra cyfryzacji Michała Boniego, konsultacje społeczne w sprawie ACTA. Anonimowi protestują, a premier z głęboką szczerością i niezwykłą otwartością mówi tygodnikowi "Wprost": "Są Internauci, którzy modlą się o moją śmierć. Ale większość to świetni młodzi ludzie" - pisze "Gazeta".

Gdy Anonimowi protestują, minister Boni w legendarnej sali BHP dawnej Stoczni Gdańskiej wyznaje rozwścieczonym Internautom, że należy do osób, które z lekcji protestów "chcą wyciągać wnioski" i zapowiada coraz częstsze konsultacje "papierowe" i "elektroniczne", w różnych ważnych dla kraju sprawach. Oświadczył również, iż nie jest zdziwiony temu wybuchowi Anonimowych, bo "dla młodych ludzi najważniejszym obszarem wolności jest ich komputer". Podziękował protestującym "za wielką lekcję", która na oczach Polaków obecnie się w kraju odbywa. Jak podaje 'Gazeta", Boni podkreślił też: "Nie mamy nic do ukrycia, chcemy by przepisy dotyczące Internetu były na miarę XXI wieku". I zapowiedział uruchomienie, m.in. na stronie internetowej ministerstwa cyfryzacji, platform, na których będzie można prowadzić dyskusję.

Czyż nie miał racji Napoleon I, mówiąc, że rządy dotrzymują słowa tylko wtedy,
gdy są do tego zmuszone lub gdy jest to dla nich korzystne? Czy będzie korzystne, okaże się dopiero po jakimś czasie. A że są zmuszone - to już teraz wiemy.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.