Pozycja materiału w rankingach:
Skonstruowany przez komisję składającą się przedstawicieli FIFA, UEFA, ministra Sportu, PZPN i firmy Orange – Ekstraklasa - akt prawny, który skandalista, nadal pełniący funkcję szefa polskiego sportu, nazwał wspaniałym statutem, a którego wprowadzenie w życie miało automatycznie poprawić wizerunek PZPN w oczach opinii społecznej, okazał się „potworkiem legislacyjnym”, jak najbardziej słusznie odrzuconym przez Sąd Rejestrowy w Warszawie.
Przecież tajemnicą poliszynel jest , że większość baronów okręgowych - zasiadających (w dużej mierze, tylko po to by akceptować lub tuszować niezgodną z prawem działalność związku) w zarządzie PZPN-u, poczuła się bezkarna i w zarządzanych przez siebie OZPN-ach, akceptowała przekręty, które ze względu na regionalny charakter nie były eksponowane w prasie krajowej.
Te przykre słowa piszę z pełną odpowiedzialnością, bowiem kiedy sprawowałem funkcje przewodniczącego Komisji Etyki otrzymywałem liczną korespondencję , popartą dokumentami, świadczącymi o niezgodnej z prawem - nie tylko zresztą sportowym - działalności wielu OZPN-ów. Wówczas to w imieniu komisji wystąpiłem z inicjatywą powołania podobnych komórek na szczeblu okręgowym, by monitorowały one codzienną pracę 16 „baronów”. Niestety, jak można się było spodziewać, kilka tygodni później Komisja Etyki została zlikwidowana i mój pomysł legł w gruzach.
Dzięki negatywnej decyzji Sądu Rejestrowego można bez pośpiechu najpierw przeprowadzić demokratyczne wybory (podczas których rozliczy się winnych dotychczasowych przestępstw i skandali) w poszczególnych okręgach, a dopiero później wybrać „nieumoczonych w afery” delegatów na czerwcowy zjazd PZPN.
Oczywiście obecnie wybrani delegaci automatycznie tracą mandat, bowiem ich elekcja odbyła się na podstawie nieistniejącego aktu prawnego.
A tak na marginesie, to pusty śmiech mnie ogarnia, gdy czytam listę wybranych w niektórych okręgach mandatariuszy, którzy mieli poprawić wizerunek naszej skopanej. Typowymi, patologicznymi przykładami (pomijam już fakt, że prawie wszyscy baronowie ponownie zostali delegatami) uzdrowicieli naszej piłki są dwaj przedstawiciele z wrocławskiego i łódzkiego OZPN-u. Pierwszy - Tadeusz Podwieski, który jako prezes legnickiego związku dopuścił się wielu niedoróbek, a którego największymi atutami jest wiek (74 lata) oraz ogromna aktywność w... Towarzystwie Przyjaźni Polsko-Radzieckiej.
Drugi to Witold Skrzydlewski prezes będącego w stanie likwidacji RTS Widzew Łódź, a więc klubu, który według orzeczenia Komisji Rewizyjnej PZPN uzyskał niezgodnie z prawem licencje na II-ligowe występy, a następnie, również niezgodnie z prawem scedował ją do nowo-powstałego Stowarzyszenia Widzew. Zatem retoryczne wydaje się pytanie, kogo w wyborach poprze pan Witold?
Również skandalem zakończył się wybór trzech przedstawicieli Rady Trenerów. Wybór przez to gremium Majewskiego, Broniszewskiego i Marandy, został oprotestowany przez dotychczas zasiadających w zarządzie byłych selekcjonerów. Z tego protestu niezbicie wynika, że panowie Engel, Piechniczek i pozostała reszta zarządu nie rozumieją, że dzięki ich „TFURCZEJ”, nie tylko w ostatniej kadencji, działalności doszło do afery korupcyjnej, „zniknięcia kluczowych kwitów” z najważniejszych umów i kontraktów zawieranych przez związek, oraz oszukania fiskusa - za co powinni natychmiast zostać dyscyplinarnie zawieszeni.
Podobnie miała się sprawa z wyborem przedstawiciela Klubu Wybitnego Reprezentanta.
Grzegorz Lato, król strzelców MŚ 74, który w ostatnich latach stał się „pezetpeenowskim betonem”, obdzwaniał (ja widząc kto dzwoni „olałem połączenie”- więc się nagrał na sekretarkę) moich kolegów i namawiał, by naszym delegatem był dotychczasowy członek zarządu Heniek Kasperczak. Nie wiem, kto został wybrany, bo nie zostałem powiadomiony o decyzji, ale publicznie wyraziłem opinię, że moim zdaniem delegatem powinien być ktoś z ośmiu „młodych”, którzy ostatnio zasilili KWR.
Równie dziwnie mają się sprawy sportowe. Mam tu na myśli powołanie zawodnika do kadry, który jest zamieszany w aferę korupcyjną i kilka miesięcy temu został zatrzymany przez wrocławskich prokuratorów. Jestem przekonany, że Leon-zawodowiec - jako obcokrajowiec, nie czytający naszej prasy - wysyłając powołanie do Mariusza U. nie wiedział o tym fakcie. Jednak nieznajomość języka polskiego nie może być usprawiedliwieniem skandalicznej decyzji selekcjonera, ponieważ jego najbliżsi współpracownicy - Bogusław Kaczmarek i Dariusz Dziewanowski - mieli obowiązek poinformowania go o pikantnych szczegółach dotyczących kandydata do reprezentacji. Oczywiście Leo Beenhakker i jego asystenci (nie bez dużej dozy racji) mogą się bardzo łatwo wytłumaczyć ze swojej niemoralnej decyzji, oświadczając, że skoro federacja do tej pory nie zawiesiła zawodnika, to nic nie stoi na przeszkodzie, by dla dobra drużyny narodowej, mogli korzystać ...z jego usług. A poza tym, skoro poprzedni selekcjoner powołał, a obecny zarząd zatwierdził, do drużyny narodowej na niemieckie finały zawodnika, który będąc „pod wpływem pomroczności jasnej”, zasiadł za kierownicą, w efekcie czego spowodował śmiertelny wypadek, to dlaczego akurat teraz musi być inaczej?!.
W tym momencie wypada przypomnieć reakcję włoskiej federacji z przed lat, kiedy to w tamtejszej lidze wykryto korupcję polegającą na ustawianiu „niespodziewanych” wyników ligowych spotkań , co procentowało ogromnymi - również „niespodziewanymi” - wygranymi w piłkarskim totalizatorze. Wówczas to ponad 50 czołowych piłkarzy włoskich, z królem strzelców hiszpańskiego mundialu, Paulo Rossim na czele, zostało bezwzględnie zdyskwalifikowanych na kilka lat.
Natomiast
jeśli
chodzi
o
mierne
ligowe
zmagania, to
klasycznym
przykładem
w
tym
skopanym
temacie
były
dwa
mecze
derbowe (Widzew - GKS
Bełchatów
i
ŁKS -
Widzew)
rozegrane
na
łódzkich
stadionach. W
pierwszym
zamiast
derbowej, stojącej
na
wysokim
poziomie
i
bardzo
zaciętej
walki, oglądaliśmy
grę
do
jednej
bramki
i
błagalne
(od
60
minuty
spotkania) spojrzenia
widzewiaków - w
stronę
arbitra - z
których
można
było
wyczytać
prośbę: kończ
waść, wstydu
oszczędź. Z
kolei, drugi
pojedynek
można
określić
jednym
zdaniem: najbrzydszy
mecz
w
wieloletniej
derbowej historii. Jeśli
do
tego
dodać
przeciętną, by
nie
powiedzieć
fatalną
postawę
w
ligowej
karuzeli, głównych
kandydatów (Wisłę
i
Legię)
do
tytułu
Mistrza
Polski, to
nasuwa
się
tylko
jeden
logiczny
wniosek. Jeśli
obecnie
nie
nastąpi
bardzo
szczegółowy
remanent
polskiej
piłki, polegający
głównie
na
wyeliminowaniu
z
niej
przestępców, aferzystów, karierowiczów
i
dyletantów, to
zapomnijmy
o
jakichkolwiek
międzynarodowych
sukcesach
i
obawiam
się (obym
się
mylił), że
kwietniowa
decyzja
UEFA
o
przyznaniu
Włochom
organizacji
ME 2012
oraz
ostatni – listopadowy - mecz
z
Serbią
i
końcowy
układ
eliminacyjnej
tabeli
będą
potwierdzeniem
mojej
tezy.
* Jeśli ktoś z zainteresowanych czuje się pokrzywdzony tekstem Jana
Tomaszewskiego ma prawo dochodzić sprawiedliwości drogą prawną. Jednocześnie
informujemy, że autor felietonu może też dochodzić swoich praw w sądzie
powszechnym.
Zobacz także:
Artykuły
(42)
Galerie
(0)
Średnia ocen
(4.06)
Wiek: 62 | Miejscowość: Łódź | Kraj: Polska
O mnie: Słynny bramkarz reprezentacji Polski w latach 70. i 80. Niestrudzony bojownik o czyste reguły gry w polskim futbolu, były szef Komisji Etyki PZPN. Zagorzały krytyk obecnych władz Polskiego Związku Piłki Nożnej, a zwłaszcza prezesa Michała... więcej
Ostatnie artykuły autora:
Sortuj komentarze:
Tomasz Żółciak 19.03.2007 21:59
Ma Pan duzo racji.. co do Zarzadu PZPN: "trzeba wiedziec, kiedy ze sceny zejsc..." :)