Facebook Google+ Twitter

Szczęśliwa "9" Shane'a Ackera

Przez polskie ekrany dziewięć szmacianych lalek przeszło nie robiąc większego hałasu. W Stanach premiera "9" (która miała miejsce dokładnie 9.09.2009) narobiła sporo szumu. Film zachęcił do wizyty w multiplexach nie tylko fanów animacji...

 / Fot. PlakatNie ulega wątpliwości, że twórcy "9" mieli pole do popisu. Za scenariusz i reżyserię odpowiedzialny był Shane Acker, ten sam, który wersją krótkometrażową oczarował Hollywood ("9" w wersji z 2005 roku otrzymało nominację do Oscara za najlepszy krótkometrażowy film animowany). Pierwowzór "9" wywarł takie wrażenie na widzach i kolegach z branży, że Ackerowi zaproponowano utworzenie starszego brata, tym razem już pełnometrażowego. Produkcji podjął się sam Tim Burton i to jego nazwisko miało gwarantować komercyjny sukces. Sukcesu się jednak nie doczekaliśmy, a i oklaski były skromne.

"9" to film science fiction, który zachwyca pod względem animacji i kreacji bohaterów, ale - mogło by się wydawać - niesie ze sobą pewien niedosyt, jeżeli chodzi o fabułę. Przez cały seans czekałam aż to się wreszcie stanie, aż wgniecie mnie w fotel i przeniosę się na drugą stronę ekranu. Co zaskakujące to nastąpiło, ale dopiero po wyjściu z kina... Dlaczego?

Krytycy zarzucają Ackerowi, że jego pełnometrażówka bardziej niż film przypomina grę komputerową, albo zlepek 11-minutówek, którym brakuje wspólnego pierwiastka. I rzeczywiście, oglądając "9" widz czeka i czeka na jakiś rewolucyjny zwrot, na moment, w którym wszystko staje się jasne. Ale przez ponad półtorej godziny nie doczekamy się jednoznacznego zawiązania akcji.

Przeszło mi przez myśl, że w takim filmie musi być jakaś genialna idea, której ja po prostu nie dostrzegam. I rzeczywiście, po wyjściu z kina, czułam niedosyt i niepohamowaną chęć podzielenia się z kimś moimi przemyśleniami na temat tego, co autor miał na myśli. Byłam tak pozytywnie zaskoczona, że wreszcie pojawił się film, o którym można dyskutować i to dyskutować godzinami, że do kina poszłam raz jeszcze by spojrzeć na animację Burtona z perspektywy widza świadomego.

Dla mnie "9" to jedna, wielka metafora, która obnaża się minuta po minucie, mącąc nam przy tym w głowach i wzmagając napięcie. Reżyser ukrył w swojej animacji wiele odniesień, które nie narzucają się nikomu, kto zobaczyć ich wcale nie chce.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.