Facebook Google+ Twitter

Szczyt UE: sukces czy porażka?

"Życzliwe" obecnej władzy media od samego początku informowały o waśniach wśród polskich negocjatorów, straszyły nieznajomością pojęcia "kompromis" przez braci Kaczyńskich, groziły jak straszne konsekwencje dla przyszłości Polski będzie miało weto i stanięcie w szranki przeciw całej Europie.

Niezwykle trudno jest odnieść się do detali tego kompromisu, bo jest on zawiły i - jak podejrzewam - niezrozumiały dla przeciętnego Polaka. Nigdy nie dowiemy się jak wyglądały kuluarowe rozmowy i nikt rzetelnie nie może zarzucić polskim władzom, że można było osiągnąć więcej. Groźba Angeli Merkel zwołania konferencji międzyrządowej bez udziału Polski i opracowywanie poszczególnych zapisów traktatu z pominięciem nas zdaje się świadczyć, że polska delegacja "wycisnęła" ile się dało i więcej ugrać po prostu nie mogła.

Według mnie dobrze istotę sporu o podejmowanie decyzji w Unii Europejskiej zobrazował dr Rafał Trzaskowski na antenie TVN24. Trzaskowski stwierdził, że we Wspólnocie dla rozstrzygania poszczególnych spraw każdy kraj musi wziąć pod uwagę dwie kwestie: możliwość blokowania, ograniczania wpływów największych krajów (czyli przede Niemiec, o co ze zdwojoną siłą walczyła polska delegacja) i możliwość zbudowania koalicji państw, by swoje postulaty przegłosować. Dr Trzaskowski ma rację i to pokazuje, w jak ciężkiej sytuacji znaleźli się nasi negocjatorzy. Z jednej strony nie mogli bezwarunkowo zgodzić się na propozycję kanclerz Niemiec, z drugiej powinni starać się uniknąć weta, by w przyszłości móc zbudować jakąkolwiek większość i być ważnym, europejskim krajem.

Okazało się, że wbrew licznym zarzutom bracia Kaczyńscy rozumieją filozofię europejską i dostrzegli, że kompromis dla Polski był nie tylko wskazany, ale wręcz konieczny. Postawili bardzo twarde warunki (na czele z osławionym "pierwiastkiem") i przez rozpoczęcie z wysokiego "C" uzyskali korzystne dla Polski rozwiązania. Paradoksalnie trudne położenie polskich władz wynikało z tego, jak dobre było porozumienie z Nicei z 2000 roku, które okazało się nierealne do trwałego utrzymania. I właśnie dlatego należy uznać brukselski szczyt za korzystny.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (7):

Sortuj komentarze:

Hmm... Pewnie trochę późno na odpowiedź, ale człowiek uczy się całe życie jak korzysta się z dobrodziejstw techniki;)
1. Sukcesem jest ugranie tak wiele jak się dało. Dla rozwoju Polski podobnie jak np. Hiszpanii najbardziej istotny jest pierwszy etap członkostwa. Dlatego tak ważny jest wpływ na podejmowanie decyzji dotyczących budżetu w pierwszych latach bytności we wspólnocie. Mając do wyboru - jak największy wpływ w pierwszym okresie i mniejszy potem (gdy już nieco skorzystamy z pieniędzy unijnych) a średni przez cały czas ja z pełną premedytacją wybieram pierwszy wariant.
2. Janciu - wstyd przyznać, ale niespecjalnie towarzyszyły mi emocje przy okazji pisania tej opinii. Mniej więcej opisałem czemu uważam za szczególnie istotny pierwszy etap członkostwa w UE.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Taktyka to działalność doraźna (wygrać bitwę), strategia działalność długofalowa (wygrać wojnę). Wygraliśmy bardzo korzystny system do 2014r., ale potem zobowiązaliśmy się stosować bardzo niekorzystny. Może lepiej było by skorzystać z propozycji czeskiej, która nie była tak dobra jak ta, która ma obowiązywać do 2014 r., ale nie była tak niekorzystna jak ta, którą zobowiązaliśmy się stosować po 2014r. W każdym razie powstaje wrażenie, że przez dwie (tyle jest maksymalnie) kadencje Prezydenta Kaczyńskiego będziemy mogli skutecznie walczyć o budżet UE, ale potem możemy być pomijani. Niemcy odpuścili kilka lat, ale po tym czasie nic nie będzie można zrobić bez ich zgody. W praktyce oznacza to, że po 2014 roku Niemcy jako jedyne państwo UE będą miały prawo weta.

Komentarz został ukrytyrozwiń

nie bardzo rozumiem roznice miedzy "taktycznym zwyciestwem" a "strategiczna porazka", janciu.

Komentarz został ukrytyrozwiń

+

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dużo tu emocji, mało analizy faktów. Aby coś ocenić trzeba mieć możliwość porównania z jakimś wzorcem. Jeśli uzyskane efekty porównać z założonymi celami, to właściwie nic nie zostało osiągnięte. Można powiedzieć że osiągnięto więcej, ale na krótki czas. Potem zostajemy z niczym. Jest to taktyczne zwycięstwo, a strategiczna porażka. Także porażka, jeśli chodzi o sposób prowadzenia negocjacji. Właściwie to kompromitacja. Bardzo mocne uderzenie, a potem zgoda na niemieckie warunki. Wydaje się, że chodziło bardziej o "występ" dla własnego elektoratu niż o wynegocjowanie czegoś dla Polski.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dobra analiza

Komentarz został ukrytyrozwiń

Śmieszy przekuwanie porażki w sukces. Wszak z Brukseli mieliśmy wrócić z tarczą ,a nie na tarczy.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.