Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

4031 miejsce

Szef Fundacji Kidprotect stanął przed sądem. Przyznał się do winy

Sąd Okręgowy w Warszawie rozpoczął proces przeciwko Jakubowi Ś. Oskarżony przyznał się do zarzutów. Trwonił majątek fundacji na własne potrzeby zamiast na dzieci. Oddalono wniosek obrony o dobrowolne poddanie się karze.

 / Fot. PAP/Tomasz GzellDziałalność Fundacji Kidprotect postrzegano jako ideę wzniosłą, ze wszech miar potrzebną. Pierwsze doniesienia medialne o poczynaniach szefa inicjatywy zdawały się być zgoła niewiarygodne. Skończyło się przed obliczem Temidy.

Proces przeciwko Jakubowi Ś. rozpoczął się dzisiaj w Sądzie Okręgowym w Warszawie. Szefowi Fundacji Kidprotect zarzucono przywłaszczenie 413 tys. 222 zł, co było działaniem na szkodę swej fundacji. Oskarżony przyznał się do zarzutów. Propozycja za wnioskiem obrony o dobrowolne poddanie się karze nie znalazła uznania przed majestatem sądu. Szef Fundacji liczył na karę 2 lat w zawieszeniu na 5 lat, grzywnę wraz z częściową naprawą szkody. Sprzeciw prokuratury okazał się być wiążący. Oskarżyciel podnosił, że mają miejsce istotne wątpliwości, a sam Jakub Ś. podważa zasadność części zarzutów.

Za przywłaszczenie mienia znacznej wartości grozi kara do 10 lat więzienia i taki zarzut w ogólności dotyczy szefa Fundacji Kidprotect. Ponad 400 tysięcy złotych przepuścił na cele prywatne niezwiązane z działalnością statutową. Sama fundacja pozostaje już tylko tworem wirtualnym i odchodzi w zapomnienie. W 2011 roku Kidprotect nie dopełnił obowiązku sprawozdawczego, co spowodowało wystąpienie Ministra Pracy i Polityki Społecznej z wnioskiem do sądu rejestrowego o wykreślenie informacji o posiadanym statusie organizacji pożytku publicznego.

Jakub Ś. nadmieniał, że w pewnej mierze jego poczynania są usprawiedliwione, gdyż musiał wydatkować na pracowników fundacji (ubezpieczenia, koszty podróży i inne). Bronił się przedstawiając swoją osobę jako nieudacznika: "Działalność fundacji to 10 lat mojego życia, byłem przekonany, że to będzie dzieło mojego życia. Ten czas pokazał, że marny ze mnie menedżer; że umiem wymyślać kampanie społeczne, ale nie umiem zarządzać." Starał się przy tym argumentować poniewczasie: "Gdybym zatrudnił się na umowę o pracę w Fundacji i wyznaczyłbym sobie pensję rzędu 5 tys. zł, to przez te 10 lat zarobiłbym 600 tys. zł, a zarzut dotyczy 413 tys." - co odnotowuje TVN24. Jakub Ś. tłumaczył się też podatnością na wpływy i przy kontaktach z osobami zamożnymi zauważa u siebie chęć do "koguciej rywalizacji." Zawsze był bardziej "typem punka niż garniturowca", za czym zadziwił się nad swoją osobą, że z nagła "zaczęły mu imponować markowe metki na ciuchach." Tak więc, Jakub Ś. nie znajduje zrozumienia dla własnego postępowania i przyznaje: "Jest mi potwornie wstyd za to, co zrobiłem."

Prokuratura Rejonowa Warszawa-Wola zajmowała się sprawą Fundacji Kidprotect od listopada 2012 r. W listopadzie 2013 r. akt oskarżenia trafił do Sądu Okręgowego w Warszawie. Przywłaszczenie trwało między majem 2009 r. a sierpniem 2012 r. Setki tysięcy złotych z darowizn na walkę z pedofilią przeznaczano na elegancką markową odzież, korzystano z nowoczesnych technologii, realizowano sowite rachunki w sektorach usług gastronomicznych, medycznych czy turystycznych

Dzisiejszy oskarżony uważany był za pioniera (!) walki z pedofilią. Wraz ze swoją fundacją uchodził za wzorzec działalności na danym polu. Zt. W porywie serca TP SA dała 202 tys. zł, Microsoft - 65 tys. zł, Ministerstwo Pracy - 134 tys. zł, Rzecznik Praw Dziecka - 61 tys. zł. Datków zapewne nie sposób zliczyć, ale ponad 400 tysięcy złotych jakie są niedoborem wykazywanym w akcie oskarżenia, to aż nadto powszechnej wyobraźni. Jakub Ś. jako jedyny dysponujący kontem fundacji nie musiał przed nikim tłumaczyć się z czegokolwiek. Pilnował sam siebie. Kiedy pracownicy zaczęli domagać się wypłat pozostał im kontakt z Dorotą Zawadzką. "Superniania" znana z telewizyjnych programów zasiadała w radzie fundacji. Poradziła powiadomić prokuraturę. Niedługo potem sam zainteresowany przyznawał w wywiadzie dla TOK FM jak dalece rozsmakował się w dostatku: "ubrania dobrych firm (m.in. Peek & Clopenburg, Van Graaf, Timberland) za ok. 30 tys. zł, biżuterię (685 zł), perfumy, zegarki, lekarstwa i książki (ok. 13 tys. zł), (...) wakacje do Turcji (ok. 6 tys. zł). Poza tym z konta fundacji od stycznia 2011 do marca 2012 kilkadziesiąt razy podejmowano też gotówkę z bankomatów - łącznie ok. 170 tys. Konto fundacji - niemal puste - zajął na poczet długów ZUS."

Historia Kidprotectu pozostawiła po sobie ślad zawiedzionej wiary i nadwątlonych nadziei. Przypadek fundacji uderzył w społeczne zaufanie i zwykłą bezinteresowność bardziej niż jakiekolwiek inne afery i skandale ostatnich lat. Być może, że przy okazji zrozumiano jak potrzebne są takie inicjatywy i jakich błędów należy się ustrzec. Daje się też zauważyć, jak łatwo wybić się na nieprzeciętność wykorzystując powszechne potępienie dla zjawiska pedofilii.

źródła: TVN24
nasygnale.pl
TOK FM

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.