Facebook Google+ Twitter

Szejnfeld o aferze taśmowej: Halo, czy ktoś tu postradał zmysły?

Poseł Platformy Obywatelskiej, Adam Szejnfeld prezentuje na swoim blogu zarys analizy po wybuchu afery z ujawnieniem podsłuchanych rozmów. Ile kosztuje nagranie z podsłuchanej rozmowy? Kto tak naprawdę był zainteresowany publikacją taśm?

 / Fot. Grzegorz Dembiński/PolskapresseWnikliwej analizie i wszechstronnemu osądowi poddał poseł Adam Szejnfeld polską aferę podsłuchową. Reprezentant Platformy Obywatelskiej na swoim blogu dość starannie wypunktował wszelkie możliwe oblicza całego skandalu. Akurat jego osoba nie przewinęła się wśród olbrzymiej ilości zarejestrowanych rozmów czołowych polityków i biznesmenów Rzeczpospolitej. Przynajmniej nic o tym nie wiadomo, choć pierwiastek ludyczny zasadzający się w każdej tego rodzaju awanturze podsyca naturalną ciekawość głosząc, że na Wiejskiej nie ma już nikogo, kogo nie podsłuchiwano. O premierze i prezydencie nawet nie wspomnę.

Były wiceminister gospodarki zwraca uwagę wiedzą "od kuchni" w kwestii kosztów jakie ponoszą dziennikarze przygotowując medialną sensację: "Nowy samochód klasy premium - tyle co najmniej w świecie dziennikarskim są warte zapisy nieformalnych rozmów, jakie prowadzili członkowie rządu, prezes NBP i prominentni politycy. Ta dziennikarska bomba, to prawdziwa żyła złota dla każdej redakcji." Oczywiście, nie jest jedynym wątpiącym w kryształowo czyste patriotyczne pobudki przeciętnego obywatela, czy grona idealistów: "Informator, który dostarczył nagrania mógł zbić na nich niemałą fortunę, a mimo to przekazał je... za darmo! Hm... czy możliwe, aby grupa ludzi uknuła skomplikowaną intrygę, latami biegała za czołowymi politykami ze sprzętem wartym nawet kilkadziesiąt tysięcy złotych, a potem oddała drogocenne materiały redakcji za zwykłe "dziękuję"? Halo, czy ktoś tu postradał zmysły? Zaiste, inwestycja której rentowność musiałaby być obliczona jedynie na spektakularną klapę, co ostatecznie umyka uwadze opinii publicznej, jest obrazem jaki skłania do rozważań nad motywem zemsty. Wszak swojski Hamlet musi mieć swojski Broadway.

W efekcie ujawnienia nagrań z podsłuchanych rozmów nastąpiło wielokrotne tsunami. Niezauważalna i pozornie nieprzewidywalna fala wywołała katastrofę, której pełnych skutków tak naprawdę nikt nie zna. Zupełnie jakbyśmy odbierali przekaz z innej planety. Spustoszenie i tragedie w życiu osobistym oraz zawodowym wybranych osób ze świecznika są doświadczeniem bez porównania. "Ktoś dokonując tej prowokacji, planując być może zamach stanu, chciał pokazać, że państwo polskie jest słabe, że kilkoma zgrabnymi ruchami można je zaszachować, a wszelką aktywność skierować na tory sprzeczne z jego interesem" - Adam Szejnfeld zarysowuje szersze tło wydarzeń i zapytuje na poły retorycznie: "Czy nastąpi również próba podminowania pozycji Polski w Europie?" Polska została obnażona w sposób zdradziecki i wystawiona w chwili usprawiedliwionej słabości na widok publiczny. Sensacja karmi się w podobny sposób w krajach Unii Europejskiej, Rosji czy Stanach Zjednoczonych. Jedynie ukierunkowany oddźwięk propagandowy może różnić się w swojej prześmiewczej zjadliwości.

Najważniejsze w tej całej aferze wydaje się być, kto za tym wszystkim stoi? Oczywiste wskazanie na politycznego rywala, który w odróżnieniu od Platformy Obywatelskiej nie poniósł większej szkody nie przemawia do Adama Szejnfelda jako pewnik: "Pomimo, że PiS wcześniej próbował do brudnych gierek wykorzystywać służby, to nie chce mi się wierzyć, że za sznurki w tym ataku na państwo pociągał jakikolwiek opozycyjny poseł." Tajne służby, obcy wywiad, wolni strzelcy parający się profesjonalnym szantażem, zorganizowana grupa przestępcza chcąca czerpać łatwe zyski ze sprzedaży nagrań mediom? Możliwych wariantów jest bez liku.

Poseł zwraca uwagę na dziennikarzy, którzy prezentują się wręcz odwrotnie do deklarowanych ideałów niezależnych mediów: "Wydaje mi się, że dziennikarze tygodnika "Wprost" i część polityków stali się w tej grze marionetkami napędzanymi chęcią zysku finansowego lub politycznego. Mistrz Twardowski, bohater staropolskich legend, w zamian za sławę i bogactwo zaprzedał duszę diabłu. Kto wie, kto i komu swoją duszę zaprzedał w tej sprawie. Na pewno wśród tego grona są twórcy "afery podsłuchowej". Pytaniem jest też to, dlaczego akurat ten tygodnika "kupił" tę sprawę a nie inna gazeta, radio, czy telewizja?... Wiemy już bowiem, że te same zapisy proponowano, co najmniej jeszcze jednej redakcji, która jednak wyczuła intrygę i udziału w przestępstwie odmówiła."

Samą treść nagrań poseł określił cytując ujmujące słowa Józefa Piłsudskiego : "Pierdel, serdel, burdel (...) Ba, Piłsudski słynął z wulgaryzmów, w których wymyślał swoim politycznym przeciwnikom, a nawet Polsce, od najgorszych i nikt dzisiaj nie ma o to do niego pretensji. Jego emocjonalne wypowiedzi były tak niecenzuralne, że brak mi śmiałości by przytoczyć inne ich fragmenty. Ciekawe jednak, że dzisiaj patrzymy na jego wulgarny język nie jako wyraz prostactwa, ale szczerości i trafnej oceny skomplikowanej rzeczywistości." Gawiedź została pośrednio nasycona emocjonalnie. Pozwoliło to ugruntować przekonanie o rozpasanej klice manipulatorów. Taki "konsumencki" wizerunek zapadł w powszechne przeświadczenie jak nigdy w powojennej Polsce.

Według posła Szejnfelda należy oczekiwać dalszych sensacji: "Bo, że nastąpi ciąg dalszy nie mam wątpliwości. To dramat rozpisany na kilka aktów, z zakończeniem, którego wciąż nie znamy. Cały czas szukamy też głównych reżyserów, żeby lepiej zrozumieć, o co toczy się gra." Nie należy wierzyć w przedwczesne rozstrzygnięcia: "Rozwiązanie tej zagadki powinno przynieść coś więcej niż ujęcie i skazanie kilku kelnerów."

źródło: RMF24 blogi

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (3):

Sortuj komentarze:

To ja może gwoli rozerwania się po całym tym aferanctwie...

Do biura posła PO wpada jego rozwścieczona żona i rzuca na biurko otrzymane od anonima zdjęcia przedstawiające jego łóżkowe igraszki z kochanką, domagając się wyjaśnień, na co poseł: "To skandal! Musimy ustalić w czyim interesie leży rozbicie naszego małżeństwa!"

Komentarz został ukrytyrozwiń

Bez wątpienia tak.

Komentarz został ukrytyrozwiń

/Cały czas szukamy też głównych reżyserów, żeby lepiej zrozumieć, o co toczy się gra./

Reżyserzy są po obu stronach. Po tej jednej, rządowo-nbp-owskiej, nie trzeba ich już szukać.
Konkretne przesłanki też są dostępne. Choćby w rządowym projekcie nowelizacji ustawy o NBP, w którym proponuje się zniesienie wymogu przyjmowania rocznego raportu przez Radę Polityki Pieniężnej. Mówiąc wprost - chodzi dodruk pieniądza możliwy bez jednego stopnia kontroli. Czyli dokładnie to, co "knuł" Belka z Sienkiewiczem pod wódkę i zakąskę za pieniądze Kowalskiego. Projekt rządowy pojawił się kilka tygodni po tym spotkaniu.
Włśnie zresztą w ostatnim okresie jest dalej procedowany.

legislacja.gov.pl/docs//1/173918/173924/173925/dokument8 2275.pdf

Halo, Panie Szejnfeld, czy ktoś tu postradał zmysły i nie bierze pod uwagę CAŁEGO kontekstu..?

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.