Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

126239 miejsce

"Szepty" Marka Adamkowicza

Debiut gdańskiego dziennikarza ujmuje swoją prostotą i wewnętrzną harmonią. Opisywane historie otwierają czytelnikowi oczy na dawne dzieje. Pozwalają z dystansem patrzeć na czasy trudne i często niezrozumiałe.

Okładka książki "Szepty" Marka Adamkowicza / Fot. materiały prasoweJedenaście opowiadań stanowi zbiór pełen emocji. Emocji przeżywanych nie tylko na kartkach niewielkiej książki, ale również tych uzewnętrzniających się, udzielających się czytelnikowi. Na przestrzeni niemalże wieku, w scenerii dawnego Gdańska i okolic, poznajemy historie różnych ludzi. Na początek Gustaw von Krafft dryfujący we wspomnieniach z wojen o kolonie w Afryce; później tytułowe "Szepty" opowiadające o niezbyt roztropnym Panu Moser; następnie kolej na dramatyczne losy Żyda i jego rodziny; jeszcze dalej Ignacy Woronko działający w AK, czy załamany kradzieżą obrazu z podobizną Chrystusa ksiądz. Każda kolejna historia przybliża nas do czasów współczesnych. Wędrówkę zaczynamy od pierwszej wojny światowej, przez drugą, do wieńczącą zbiór opowieść o pożarze kościoła Św. Katarzyny w Gdańsku.

Prawie wszystkie opowiadania utrzymane są w jednolitym stylu. Ich narrator jest wszechwiedzący. Stoi obok omawianych wydarzeń. Dystansuje się, ale tkwi jednocześnie "w historii". To tak, jakby nie był do końca obojętny na losy przypadkowych ludzi. Język autora jest stosunkowo prosty, ale można wysnuć hipotezę, jakoby zabieg ten był całkowicie zamierzony. To właśnie on pozwala wywrzeć jeszcze większe wrażenie samotności, bólu i szarości opisywanych w zbiorze.

Liczące zaledwie trzynaście stron opowiadanie "Onkel Werner" przedstawiane jest z innej perspektywy. Tu narrator objawia się w pierwszej osobie. Można by stwierdzić, że owych dziesięć opowiastek było zasłyszanych gdzieś przez autora (może to właśnie tytułowe szepty dochodzące do niego z różnych stron?). "Onkel Werner" pisany pierwszoosobowo nasuwa myśl, że to wspomnienie należy do samego Adamkowicza. Tego jednak nie jesteśmy w stanie być pewni; kto wie - być może to kolejny zabieg debiutującego pisarza?

"Mów szeptem, szeptem się nie kłamie" śpiewała kiedyś Hanna Banaszak. "Szepty" Marka Adamkowicza być może, pod płaszczem fikcyjnych bohaterów, niosą wielką prawdę - tę o bólu, nieszczęściu, tęsknocie, które w ubiegłym wieku dotykały tak wielu ludzi.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.