Facebook Google+ Twitter

Sześciolatki w szkołach: nie sięgają do umywalek, nie potrafią się ubrać

Wokół reformy edukacji rozgorzała gorąca debata. Rodzice boją się, że dzieci nie poradzą sobie w szkole, zwracają uwagę, że placówki nie są dostowane do przyjęcia takich maluchów i zarzucają rządowi, że wykorzystuje ich pociechy, aby szybciej wypuścić na rynek ludzi w wieku produkcyjnym.

Sonda

6-latki w szkołach to dobry pomysł?

 / Fot. Jckowal, CC 3.OOd 2014 roku wszystkie dzieci, które między styczniem a lipcem ukończą 6. rok życia, będą musiały rozpocząć naukę w 1. klasie szkoły podstawowej. Urodzone w drugiej połowie roku, będą miały ten obowiązek dopiero od 2015 r. Do zerówek trafią 5-latki.

Reforma edukacji od miesięcy wzbudza ogromne emocje w społeczeństwie. "Zabierają dzieciom dzieciństwo", "Chcą wcześniej wypuścić na rynek ludzi w wieku produkcyjnym", "Krzywdzą maluchy, nie zwracając uwagi na to, że szkoły nie są do nich przystosowane" - to argumenty, które najczęściej pojawiają się w debacie społecznej.

W tym chaosie informacyjnym giną gdzieś dwa ważne wątki: dylematy rodziców, którzy nie rozumieją nowej reformy oraz apele przedszkolanek o niedyskredytowanie ich zawodu.

Wyszarpują dzieci z domów

Z forum.28dni.pl tchnie chaos. Zatroskane mamy zastanawiają się, jakie testy u dzieci jeszcze powinny wykonać, żeby mieć pewność, że nie skrzywdzą swojej pociechy, posyłając ją do szkoły. Opowiadają o warunkach w szkołach, o rozmowach z psychologami, dyrektorami placówek. I boją się - bo decyzja, którą podejmą, wpłynie na całe życie dziecka.

Sześciolatki bezpiecznie czują się w znanym otoczeniu - w domu i przedszkolu, do którego chodzą od kilku lat. Znają miejsce, nauczycielki, inne dzieci. Wyrwanie ich z tego środowiska i wrzucenie do molochu, jakim jest szkoła, jest dla takiego malucha dużym stresem.

Rano dzieciaka boli brzuch, a wieczorem nie może zasnąć. Nie ma czasu się bawić, bo musi „nadrabiać zaległości”. Chciałby skakać, budować z klocków i wozić wózeczkiem lalę, a musi siedzieć i kaligraficznie pisać o tej lali i klockach - pisze Małgorzata Barańska w rp.pl.

Sześciolatki nie są na tyle dojrzałe, by brać na barki poważne obowiązki - a takim jest szkoła. Długo się aklimatyzują, bezpiecznie czują w znanym otoczeniu (a do przedszkola chodzą przeważnie kilka lat). W tym wieku ciągle wolą się bawić i rysować, zamiast uczyć, ciężko im się skupić i spokojnie usiedzieć w jednym miejscu. Nie mają cierpliwości i nie rozumieją, dlaczego nauczycielka każe im 45 minut siedzieć w jednym miejscu.

- Moja córka w wieku 6 lat poszła do 1. klasy. Był to nasz błąd - dziecko w tym wieku jeszcze nie jest gotowe psychicznie na takie obowiązki. Ona po prostu na lekcjach sie nudzi, bo nie interesuje jej materiał. Chciałaby się jeszcze pobawić, a nie 45 min siedzieć w ławce szkolnej - pisze Hecate26.

Odwieszenie kurtki go przerasta

Rodzice zwracają uwagę również na inną kwestię: samodzielność. W tym wieku dzieci mają problem, żeby o siebie zadbać. Jeśli dziecko nie potrafi sznurować butów, można mu kupić takie na rzepy, ale co zrobić, jeśli nie umie dbać o swoje rzeczy? Nie wie, gdzie powiesić kurtkę, gdzie zostawić worek na kapcie. Nie założy rękawiczek, nie zawiąże szalika.

- Mój syn jest teraz w przedszkolu w grupie 5-latków. Intelektualnie bardzo do przodu, emocjonalnie w normie, może nieco nieśmiały, ale radzi sobie. Samoobsługa - katastrofa. Ubiera się godzinę, odwieszenie kurtki na wieszak go przerasta :) Zostawiłabym go w przedszkolu bez zastanowienia, ma tam doskonałą opiekę, fajne panie, mnie organizacyjnie łatwiej go podwozić. Ale... - opisuje mama o nicku Limonka.

Czytaj więcej -->

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (16):

Sortuj komentarze:

Uważam że istota, rzeczy jest iż nie Rządzący maja, prawo decydować o naszych dzieciach , ale przede wszystkim rodzice i same dzieci . Trzeba spojrzeć na dana, sytuacje z perspektywy rodziców i ich dzieci , czyżbyśmy żyli w Państwie dyktatury , nie podobają mi się te naciski ze strony Rządu Polskiego a dokładniej co za tym idzie Unii Europejskiej , każdy kraj ma swoje odrębne prawa , i nie musi być wszystko na jedno kopyto , bo komuś się tak ubzdurało , liczą się prawa rodziców i dziecka i to jest najważniejsze odnośnie decyzji kiedy dziecko pójdzie do szkoły . A na pewno nie każde dziecko 6 letnie jest gotowe aby pójść do szkoły .

Komentarz został ukrytyrozwiń

To czy sześciolatki poradzą sobie w szkole nie jest najistotniejszym problemem., bo poradzą sobie.
Najistotniejszym problemem jest to, czy rodzice sześciolatków poradzą sobie z dodatkowymi obowiązkami jakie spadną na nich, gdy sześciolatki obowiązkowo pójdą do szkoły.
Zgodnie z prawem sześciolatek, w odróżnieniu od siedmiolatka, nie może iść sam do szkoły i musi zostać tam zaprowadzony przez uprawnioną osobę.
Przedszkola, w odróżnieniu od szkół, są dostosowane do rytmu pracy rodziców i można dziecko odprowadzić tam już o 6 rano i odebrać późnym popołudniem. Szkoły nawet jeśli mają świetlice to nie mają i nie będą miały odpowiednio licznego i odpowiednio przeszkolonego personelu.
Do tego paru baranów w rządzie, pod presją związków pracodawców, przygotowało przepisy wydłużające czas rozliczania godzin pracy i zezwalający pracodawcom na dowolne określanie godzin rozpoczynania i kończenia dnia pracy.
Kto odbierze dziecko ze szkoły jak nagle rodzicom każą zostać w pracy np. na dodatkową 1/2 zmiany?
Może najlepiej będzie jak społeczeństwo ureguluje swoje stosunki z władzą na ulicy.
Jak zwykle zginą znowu ludzie, ale wreszcie przeklęta Republika Okrągłego Stołu przejdzie do historii wraz z gnidami, które po 1989 roku przykleiły się do ruchu Solidarność.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Zaczynać edukację od 6 lat, a potem od 5? A może następnie od 4? Społeczeństwo już w tak młodym wieku przyuczone do bycia posłusznym jest marzeniem każdego rządu na świecie... Tylko potem jest "pewien problem" z kreatywnością i samodzielnością takich ludzi...

Komentarz został ukrytyrozwiń

Nie zrozumiałe dla mnie są wypowiedzi niektórych osób tutaj. Nie wiem, czym państwo się kierujecie- dobrem dziecka? Czy ambicjami? Nikt nie mówi tu o robieniu z dzieci kalek, po prostu podstawa programowa i forma wprowadzania tej reformy w życie pozostawia wiele do życzenia. Jeśli sytuacja ma wyglądać tak jak w tej chwili, to ja mówię zdecydowanie nie posłaniu swojego dziecka do pierwszej klasy po ukończeniu 6 roku życia. Cóż z tego, że w innych krajach dzieci posyłane są do szkoły wcześniej- Polak jak zwykle papuga i wszelkie brudy pościąga, by się poczuć bardziej europejsko? Pomijane są w tych statystykach jednak bardzo drażliwe kwestie, chociażby poziom kształcenia i wyniki, które w państwach (czyt. Finlandia), umożliwiających rozpoczęcie kształcenia od 7 roku życia są zdecydowanie wyższe, a Polacy kształceni starym systemem nadal należą do czołówki najlepiej wykształconych. Ludzie bądźcie rozsądni i myślcie- co z tego, że 6-latek pójdzie do szkoły, jeśli w większości te szkoły i nauczyciele nie są na niego gotowi. Intelektualnie dziecko może rzeczywiście jest na gotowe iść do szkoły, ale emocjonalnie sprawa wygląda różnie. Zostawmy propagandę za sobą i zajmijmy się przede wszystkim dobrem dzieci. Nie wszystko co europejskiej jest dobre, co doskonale wychodzi na jaw w dzisiejszych czasach. Przede wszystkim rodzice powinni mieć wybór i wpływ na to, co dzieje się z ich dzieckiem, w tym na drogę kształcenia, tudzież możliwość przeniesienia dziecka do oddziału przedszkolnego, jeśli po rozpoczęciu roku szkolnego okaże się, że nie radzi sobie w nowych warunkach. W tej chwili jest to niemalże niemożliwe, bo każdy taki przypadek ustawia samą inicjatywę ustawy w złym świetle i obala uśmiechnięte miny rządzących.

Komentarz został ukrytyrozwiń

sześciolatki dadzą sobie radę. mój siostrzeniec poszedł jako 6-cio latek i zadowolony jest on i jego rodzice. Dobrze się uczył i uczy, a na przerwach także nie było problemów, ani na korytarzach, ani też w toaletach. To zasługa dyrekcji i wychowawców, którzy zadbali o to by dzieci czuły się komfortowo

Komentarz został ukrytyrozwiń

Spazmy naszych mamuś to przesada.W wielu krajach europejskich dzieci zaczynają edukacje od 6-ciu lat.Nasza specjalność to "hodowla maminsynków"

Komentarz został ukrytyrozwiń

Wypowiadające się mamy nieco przerysowały obraz - nie sądzę, żeby w domu rodzinnym każdego dziecka łazienka i toaleta były dostosowane do jego wzrostu, a podłogi wysłane wykładziną czy dywanami (nb. wielu rodziców rezygnuje z nich ze względu na roztocza). Natomiast wciąż nie brakuje szkół, których wyposażenie pozostawia wiele do życzenia - lekcje są prowadzone głównie z użyciem tablicy i kredy.
Inną kwestią jest tzw. dojrzałość szkolna. Przez całe lata władze szkolne utwierdzały rodziców w przekonaniu, że przeciętny sześciolatek nie posiada tej dojrzałości, więc miał uczęszczać do "zerówki", gdzie zajęcia były prowadzone w odmienny sposób pod względem zakresu materiału i organizacji nauczania (m.in. nie było mowy o 45-minutowych lekcjach). Powoływano się na opinie autorytetów i przywoływano wyniki badań naukowych. Teraz odwraca się kota ogonem, więc trudno się dziwić, że rodzice sprzeciwiają się zmianom.
Samodzielność dzieci to jeszcze inny problem. Zdrowy sześciolatek powinien już sobie radzić z czynnościami, o których mowa w artykule - jeśli tak nie jest, to wynika to z zaniedbań ze strony domu i rok niczego nie zmieni.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Wszystko się dewaluuje. Za wczesna edukacja spowoduje obniżenie wyników nauczania. Wielu uczniów dojrzewa z opóźnieniem.

Komentarz został ukrytyrozwiń

"Ratujcie dzieci". Hucpa! Przecież te biedne maleństwa, których mamusia ani tatuś z braku czasu (raczej lenistwa i fałszywej troski!)) nie uczą samodzielnego ubierania - posyłają potem dzieciaki na dodatkowe zajęcia, realizując kosztem wolnego, pozaszkolnego czasu dziecka jego przyszłą karierę i własne, nie zrealizowane marzenia-rojenia.
Języki, muzyka, tenis, balet, castingi na "gwiazdę" ,francja-elegancja, choćby dzieciak słaniał się ze zmęczenia.
Kto i przed czym powinien bronic dzieci???

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dziękuję Paniom za słowa poparcia. W tym apelu o ratunek dla dzieciaków , szkoła jawi się jako dżungla z jadowitymi pająkami, anakondami, w ogóle jako miejsce, w którym czyha milion śmiercionośnych pułapek. To nie szkoła przetrwania tylko szkoła podstawowa.
Większość nieszczęśliwych wypadków zresztą zdarza się dzieciom poza szkołą.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.