Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

4348 miejsce

"Szkielet na Lesznie" - tajemnicza zbrodnia sprzed lat

"Szkielet na Lesznie" Walerego Przyborowskiego jest przedwojennym kryminałem warszawskim, pochodzącym z II połowy XIX wieku.

okładka / Fot. wydawnictwo CMOstatnio coraz częściej czytam przedwojenne kryminały warszawskie. Dzięki nim mogę się przenieść do innego świata - belle époque, gdy Warszawa była nazywana Paryżem Północy. Mogę zobaczyć, jak żyło się wtedy ludziom, jak spędzali czas i jakie były ich zwyczaje. A przy okazji zagłębić się w kryminalnej zagadce. Tak było i tym razem, gdy sięgnęłam po powieść "Szkielet na Lesznie".

W jednym z rozbieranych dworków przy ulicy Leszno na warszawskiej Woli zostaje znaleziony ludzki szkielet. Tajemnicza zbrodnia staje się obiektem zainteresowania prasy oraz społeczeństwa. Na miejscu zjawiają się doktor Władysław Żubr oraz emerytowany artysta Ryszard Heliglas. Widok szkieletu wywołuje u byłego śpiewaka dość nerwowe zachowanie, choć to on nalegał na jego obejrzenie. Czy mogło go coś łączyć z ofiarą?

Doktor postanawia zbadań sprawę na własną rękę - niezależnie od policji. Jest ciekawy, co wydarzyło się w dworku. Nie przypuszcza, na jak wielkie niebezpieczeństwo się naraża... Czy uda mu się poznać prawdę, mimo że od zbrodni mogło minąć ponad 20 lat?

"Szkielet na Lesznie" ukazała się po raz pierwszy w 1891 roku w "Dzienniku dla wszystkich". Walery Przyborowski uważał się bardziej za historyka niż pisarza i to właśnie tej pierwszej dziedzinie poświęcał więcej uwagi. Niemniej jednak pisał również powieści romansowe oraz kryminalne. Niektóre z nich publikowane były one w odcinkach, nigdy nie doczekały się książkowego wydania. Pewnie też dlatego jego twórczość nie przetrwała próby czasu. Dopiero w 2016 roku zostały wznowione dwie jego powieści kryminalne.

Powieść jest przedwojennym kryminałem warszawskim. Jej akcja rozgrywa się w 1860 roku, czyli w II połowie XIX wieku. W związku z tym w powieści zdarzają się archaiczne słowa i konstrukcje, m.in. lampucer - zamiast latarnik, krescencja - zamiast roślinność. Jest nawet fragment gwary warszawskiej: Opraszam biedny kalieka, które niemogący zapracować na kawałek chlieba, najdroższe członeczki, szliachetne, litościwe państwo opraszam... Prawdziwa perełka. Należy podkreślić, że takim językiem się wtedy posługiwano, nie jest to żadna stylizacja.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.