Facebook Google+ Twitter

Szkockie chmury, senność i suszenie bielizny

  • Źródło: Gość dnia
  • Data dodania: 2010-04-22 14:19
  • Creative Commons

Największym problemem wyspiarskiej aury nie jest fakt, że wciąż pada - tylko to, że nigdy nie wiadomo, jaka pogoda będzie za godzinę.

Pierwsze wrażenie po przyjeździe do Szkocji jest wspaniałe – wrzosowiska, zielone wzgórza, zameczki i nisko osadzone chmury. Tak nisko, że dosłownie okrywają szczyty przydrożnych pagórków. Tak nisko, że można w nich chodzić. Goście są zachwyceni.

Po tygodniu wszystko jest jasne – pięknie, nisko szybujące obłoczki oznaczają kolejny deszczowy dzień, ból głowy i wszechogarniającą senność. Senność, która jest tu tak oczywistym stanem organizmu, że obraz zasypiających znienacka ludzi jest masowo wykorzystywany we współczesnej ikonografii, także w tutejszych reklamach. Urzędnik zasypiający przy komputerze, dzieci w szkole, a nawet cała drużyna piłkarska usypiająca nagle podczas rozgrywek. Nagły atak snu to norma w wyspiarskim klimacie, to tak zwyczajne zachowanie jak jedzenie, zabawa, sprzątanie, czy pranie...

Właśnie - pranie - z tym jest w Szkocji wielki kłopot. Bardziej z suszeniem, niż z samym praniem, jako że wody tu dostatek. Szkockie gospodynie mają obsesję na tym punkcie, dzień bez wywieszenia prania to dzień stracony. Zrobiły z tego obrządek, szkocki "trademark", tradycję podobną do słynnej popołudniowej „tea” (która, nawiasem mówiąc, wcale nie oznacza picia herbaty). Sposoby przechytrzenia sił natury, ilość codziennych „wywieszań” i wszelkie z tym związane kłopoty są przedmiotem niezliczonej ilości rozmów towarzyskich miejscowych kobiet.

W pracy, na zakupach, na pikniku - główny temat damskich pogawędek to suszenie bielizny i narzekanie na mężów (piją za dużo, grają zbyt często w golfa, albo oglądają piłkę nożną) - ale w tym względzie Szkotki nie różnią się chyba od reszty Europejek. Wymiana doświadczeń związanych z wywieszaniem prania jest jednak typowo szkocką rozrywką - panie w większości przypadków udzielają sobie nawzajem rad, co zrobić, aby osiągnąć upragniony cel, czyli suche bluzki. Trzeba przy tym zaznaczyć, iż na nic nie zda się prognoza pogody - w 90 proc. jest ona trafna - będzie padać.

Większość Szkotek suszy pranie rozwieszając je na dworze - w ogródkach, na podwórkach, czy też - tradycyjnym, choć zanikającym sposobem - na linkach przeciągniętych pomiędzy oknami mieszkań. Cały problem polega na tym, że deszcz może spaść dosłownie w każdym momencie. Piękny słoneczny poranek zamienia się w ulewę połączoną z wichurą, aby z kolei przeistoczyć się w miły, ciepły wieczór. Lub na odwrót. Tak więc utrafienie w odpowiedni moment graniczy z cudem.

Szkockie kobiety - przywykłe od wieków do twardej walki ze złośliwym żywiołem - wypracowały sobie setki przeróżnych sposobów na sukces w postaci suchej odzieży. Niektóre z nich (głównie te, które z jakichś względów pozostają przez cały dzień w domu) czatują - wybiegają z mieszkania z naręczem prania w momencie zauważenia nieśmiałego promyka słońca, szybko rozwieszają, co jest do rozwieszenia i czatują dalej. Po kwadransie, godzinie, przy ogromnym szczęściu po dwóch - kiedy zaczyna padać - wybiegają ponownie. Zwijają całość i czatują od nowa na słońce. Tak przez cały dzień, rekordzistki dochodzą do kilkunastu wybiegnięć w ciągu dnia - co ciekawe - po paru latach przebywania w tutejszych warunkach podobne techniki zaczynają stosować osiadłe tu kobiety innych nacji. Polki także!

Ciężki jest los tych pań, które opuszczają swoje gospodarstwo na cały dzień. Ponieważ - jak wspomniałem - wywieszenie prania jest obsesyjną koniecznością, większość z nich robi to przed wyjściem z domu. Szczęśliwe, które mają niepracujące sąsiadki lub rodzinę w pobliżu - zawsze mogą liczyć na codzienną pomoc w nieustającym rozwieszaniu i zwijaniu wypranych ubrań. Gorzej z tymi, których jedynym ratunkiem są mężowie - ci albo zdecydowanie odrzucają propozycje współpracy, albo po prostu zapominają o wywieszonej na dworze odzieży. Częstym, w związku z tym, widokiem jest obraz kobiety, która w miejscu pracy nerwowo rozmawia przez telefon, podczas gdy za oknem zbierają się chmury, lub - co gorsza – pada deszcz. Niestety, w większości przypadków rozmowa kończy się to sarkastycznym: "Typical man”...

Najgorzej mają oczywiście te gospodynie, które nie mogą liczyć na nikogo. Współczuję im z całego serca - zdarza się, że ich pranie "suszy się” dwa, cztery, siedem dni... Przykry widok - naprawę - szczególnie po tygodniu...

Autor: Maciej Lewandowski

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (1):

Sortuj komentarze:

5!

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.