Facebook Google+ Twitter

Szkoła jest trendy. Część I - Z perspektywy uczennicy

Kiedy myślimy o szkole, wyobrażamy sobie budynek. Jej mury, maleńka cząstka tego, co ją tworzy, są tylko oprawą. Szkoła, to twór dynamiczny, gdyż składa się z ludzi. Żadnego roku nie jest taka sama.

Złotów. Widok na jezioro i stare miasto. / Fot. WikipediaMoja szkoła podstawowa mieściła się w mojej rodzinnej wsi, w pięknym, nowym budynku położonym na skraju lasu. Mieliśmy duże, jasne, czyściutkie sale lekcyjne, przestronne korytarze i ogromne boisko. Była to placówka doskonale wyposażona: klasopracownie, piękna sala gimnastyczna, maszyny do szycia, kuchnie, warsztat na zajęcia techniczne i moje ulubione miejsce czyli biblioteka. Pomagałam naszej polonistce prowadzić działy dla dzieci, młodzieży i dorosłych. Mieliśmy nawet kino! To niesłychane, jak na miejscowość liczącą tylko 45 domów. Do naszej szkoły uczęszczały też dzieci z sąsiedniej, równie małej wsi. Dzisiaj moja podstawówka już nie istnieje. W budynku zalazł siedzibę Oddział Terapii Uzależnień od Alkoholu - filia złotowskiego szpitala. To zapewne znak naszych czasów.

Słabą stroną tej placówki była duża rotacja nauczycieli. Przychodziły do nas młodziutkie dziewczyny po studium pedagogicznym lub słupskiej WSN. Dostawały tu skierowanie do pracy, ale gdy tylko znalazły posadę w miasteczku, znikały po roku lub dwóch. Myślę, że ciężko było im wytrzymać z kierownikiem szkoły, postacią bardzo kontrowersyjną. To on postarał się, żeby szkoła została wybudowana i dobrze wyposażona. Należał do partii i potrafił z tego korzystać. Korzystało też całe środowisko. Miał niestety trudny charakter. Bezinteresownie złośliwy, tępił wszystkie osoby, które były od niego lepsze i mogły mu zagrażać: zarówno w szkole jak i poza nią. Jego ulubioną metodą wychowawczą było upokarzanie uczniów. Później dowiedziałam się, że tak samo traktował młode nauczycielki.

Nasza podstawówka nosiła imię generała Karola Świerczewskiego. W siódmej klasie czytaliśmy lekturę "O człowieku, który się kulom nie kłaniał". Opiekowała się nami jednostka wojskowa z Piły. To oni podarowali nam projektor filmowy. Przyjeżdżali do nas co roku na święto patrona szkoły. Przez osiem lat kazano mi recytować wiersze przed pijanymi oficerami. Po latach odkryłam ze zgrozą, kim naprawdę był nasz patron. Do tej pory mam awersję do wszelkich akademii na cześć i mieszania dzieciom w głowach…

Mimo wszystko lubiłam moją szkołę. Moje panie nadrabiały brak doświadczenia zapałem i pracowitością. Przygotowywały mnie do różnych konkursów, mobilizowały do nauki. Poświęcały mi dużo czasu i uwagi. Moja matematyczka przygotowała mnie do olimpiady. Pokazała, że rozwiązywanie kilkudziesięciu zadań dziennie może być fascynującą rozrywką.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (5):

Sortuj komentarze:

Przepływałem przez to miasto kajakiem. Przystanęliśmy przy ruinach zamku-pałacu rodziny von Bismarck w Złocieńcu. Ciekawe, czy "RUDY" jeszcze tam stoi?

Komentarz został ukrytyrozwiń
  • Autor usunął profil
  • 10.09.2010 18:04

Również chciałbym podziękować za ten wspaniały i wzruszający tekst. Nie wiem, czy potrafiłbym podobnie spisać swoje wspomnienia z lat szkolnych. Z dwóch powodów czytałem ten tekst ze wzruszeniem. Złotów jest po moim rodzinnym mieście drugą ulubioną miejscowością Wielkopolski. A po drugie - w liceum miałem koleżankę, w której się podkochiwałem o nazwisku Nita, niestety zmarła w zeszłym roku. 5*

Komentarz został ukrytyrozwiń

Czułość i ciepło Wspomnień lekkością pióra spisane - rozgrzewa również czytelnika lekturą bardzo sympatyczną.

Komentarz został ukrytyrozwiń
  • Autor usunął profil
  • 07.09.2010 22:35

Wspaniałe i jakże ciepłe wspomnienia, ciut zazdroszczę:)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Fajne wspomnienia, myślę że każdy z nas ma podobne przeżycia z czasów szkolnych.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.