Facebook Google+ Twitter

Szkoła na wesoło, czyli kilka słów o "Włatcach móch"

Animowany serial Bartka Kędzierskiego to wspaniała satyra m.in. na polską politykę. Amerykanie mają swój "South Park", my "Włatców móch".

Nie jestem zwolenniczką oglądania telewizji a zwłaszcza stacji prywatnych. Owe stacje generują niechlujne i ogłupiające programy. Wmawiając odbiorcy, że to nowy amerykański format. Ten „nowy” zagraniczny, kiepsko skopiowany, format wypełnił wszystkie jesienne ramówki: TVP, POLSAT, TVN i tak dalej.

Przeglądając internetowy program telewizyjny, trafiłam na wyjątkowo dobry „odgrzewany kotlet”. Mam tu na myśli „Włatców móch”. Kreskówkę dla dorosłych, która szczyt popularności osiągnęła w 2006 roku. Wtedy słyszałam o niej dużo dobrego, niestety nie byłam przekonana o jej wartości. Zatem kilka tygodni temu, w weekend, zasiadłam przed telewizorem i obejrzałam odcinek. Potem następny i jeszcze kolejny, i kolejny. I tak do dzisiaj. Jestem uzależniona od Czesia, Anusiaka, Maślany i Konieczki.

Zanim zorientowałam się, że wpadłam w manię „Włatców móch”, spojrzałam na nią krytycznie. Zapytałam samej siebie: „Co możesz odnaleźć w tej kreskówce? Jaką niesie wartość?”. Właśnie o walorach tej animacji dla dorosłych napiszę kilka słów.

Pierwsza i najważniejsza, przynajmniej dla mnie, cecha tej bajki to polemika z wydarzeniami historycznymi, politycznymi i kulturalnymi. W żartobliwy sposób bohaterowie pokazują widzowi, że krematoria z obozów koncentracyjnych można porównać z tymi „zwykłymi”. Takie zestawienia powinny „dać do myślenia odbiorcy”, przynajmniej było tak w moim przypadku. Po obejrzeniu przywołanego powyżej odcinka, pomyślałam sobie o tym, że szybko zapominamy o zmarłych. Zastanowiło mnie również ile osób widzi to, co ja. Tę czytelną paralelę. To proste przeniesienie. Wydarzenia polityczne, nawiązujące do korupcji i kampanii wyborczej, dostrzegłam w odcinku o wyborach na przewodniczącego klasy. Mało tego, Anusiak kojarzy mi się z Andrzejem Lepperem. Epizody o cechach kulturalnych odnajduję w wycieczkach szkolnych naszych bohaterów. Odwiedzają muzea i dziwią się. Dlaczego nie wolno dotykać eksponatów albo, po, co mają zakładać olbrzymie laczki. Wspomniane rozterki dotyczą większości zwiedzających.

Drugi wyróżnik tej animacji to język. Myślę, że w tej kwestii „Włatcy móch” maja wiele do zaoferowania językoznawcą. Tymczasem ja, studentka komunikacji europejskiej, przedstawię swoje tezy związane z tym problemem. Chciałabym powiedzieć, że jest to prosta zabawa językiem polskim, giętkim i posiadającym ogromną moc słowotwórczą. Dialogi bohaterów nawiązują także to powszechnego problemu, jakim jest niepoprawne stosowanie i modyfikacja semantyczna słów. Wypowiedzi Czesia, Anusiaka, Konieczki i Maślany są również elementem komicznym w tej kreskówce.

Trzecim elementem wprawiającym mnie w zachwyt jest stonowana kolorystyka. Animacja obfituje w ciemne odcienie, które mogą być (lub są) interpretowane jako przeciwwaga do zagranicznych produkcji o tym samym charakterze (zwłaszcza dla dzieci). Mało tego, pojawiające się jasne a wręcz jaskrawe barwy, niosą przekaz. Kolor czerwony da się odczytać, jako odcień patriotyzmu (ważny w życiu Czesia).

Reasumując zmierzam do przedstawienia Wam nowego (albo i starego) spojrzenia na „Włatców móch”. Chciałabym, aby każdy kto ogląda bądź oglądał tę animację spojrzał na nią, pod kątem przekazu. „Ukryty sens” tej kreskówki jest nie trudny do odczytania. Jest to aluzja do (często) bezmyślnej rzeczywistości.

Lubisz "Włatców móch"? Dowiedz się, kiedy i gdzie serial jest emitowany! Sprawdź program tv!

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.