Facebook Google+ Twitter

Szkoła pod Żaglami to przygoda życia. Wywiad z Martinem Szajnarem

Zakończył się kolejny semestr „Szkoły pod Żaglami”. Gimnazjaliści z pokładu POGORII wrócili na ląd. Wśród nich był Martin Szajnar - uczeń III klasy Publicznego Gimnazjum nr 1 w Łańcucie.

O morskiej żegludze, nauce i wielkiej pasji z Martinem Szajnarem rozmawiała Gabriela Blajer.

Wypływaliście ze Świnoujścia. Jak to wyglądało?
Po wejściu na żaglowiec, naszą wiedzę sprawdził pan Zbigniew Bosek (IV oficer), nauczyciel biologii i organizator wielu wycieczek, w jakich mieliśmy okazję uczestniczyć. Zadał nam kilka pytań dotyczących budowy żaglowca. Mieliśmy też dodatkowe zajęcia z bosmanem, który uczył nas obsługi takielunku, czyli ożaglowania oraz przeprowadził szkolenie z udzielania pierwszej pomocy na morzu.

Jaki był porządek dnia na statku? Dużo mieliście obowiązków?
To zależy jaką mieliśmy wachtę w danym dniu. Cała załoga podzielna była na cztery wachty. Każda liczyła około 8-9 osób i miała w swoim czasie określone zadanie. Jeśli mieliśmy wachtę nawigacyjną, to naszym zadaniem było prowadzenie żaglowca. Dwie osoby stały na oczach: prawym i lewym i wypatrywały, czy zbliżają się jakieś jednostki, statki. Jedna osoba była na mostku i sprawdzała, czy płyniemy dobrym kursem. W razie problemów zobowiązana była od razu informować oficera, który miał wówczas wachtę. Wachta kambuzowa odpowiadała z kolei za sprzątanie i pomoc pani Krysi – naszemu kukowi – w przygotowywaniu posiłków. Natomiast wachta bosmańska była odpowiedzialna za sprzątanie na pokładzie, mycie waterwejsów i klarowanie lin.

Jakie zajęcia, wykonywane na statku, były twoimi ulubionymi?
Najbardziej lubiłem wachtę nawigacyjną. Bardzo lubię sterować, to chyba najprzyjemniejsze, co można na statku robić. Jako starszy wachty zarządzałem też zespołem – musiałem podzielić obowiązki między kolegów, by sprawnie przebiegły wszystkie czynności, jakie mieliśmy do wykonania.

Nie dochodziło do spięć i kłótni?
Oczywiście, kłótnie się zdarzały. Staraliśmy się jednak zgodnie współpracować. Najczęstszym powodem sprzeczek był podział obowiązków. Ale ogólnie rzecz biorąc: dogadywaliśmy się. Z jednym kolegą już przed wyjazdem nawiązałem kontakt przez internet, bardzo się polubiliśmy.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (1):

Sortuj komentarze:

Przeżycia z rejsu zapiszą się na trwale w umyśle młodych ludzi, co z pewnością będzie miało pozytywny wpływ na dalszy rozwój ich osobowości. A swoją drogą, któż w tym wieku nie marzył o takich rejsach. Pozdrawiam.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.