Teraz możemy nabyć obszerny wybór tych cudownych lapsusów, ubrany w nieco poważniejszą okładkę: jutro do księgarń trafi tom "Humor zeszytów szkolnych z lat 1948-2008". Zapewniamy: to jedna z najzabawniejszych premier wydawniczych tej jesieni.

Warto włączyć go do swojej biblioteczki, bo przecież dziecięco-młodzieżowa inwencja intelektualna przekracza ciasne ramy wytyczone przez największych filozofów i komediantów. Blisko 300-stronicowa publikacja, skrzętnie podzielona na działy i poddana chronologicznej selekcji, wyrwie z okowów rozpaczy nawet najbardziej przybitego melancholika.
Zaglądamy więc przykładowo w ciemne lata stalinizmu i od razu znajdujemy uroczy wpis oddający klimat tamtej epoki: "Dziś kobiety nie pierzą się w domu, bo do tego służą im pralnie państwowe". Niżej kolejny, pochylony nad ciężką dolą niewiasty, którego autor z animuszem krytykuje obrzydliwy feudalizm: "Dawniej kobiety też były chłopami pańszczyźnianymi".
Duch socjalistycznego hurraoptymizmu zawisł także nad młodzieńcem, który postanowił aktywnie przyczynić się do lepszego jutra ojczyzny, ogłaszając w swoim wypracowaniu minimanifest: "Na żniwa pojadę do wuja, by pomóc mu w rżnięciu".
O tym, że młodzież chętniej uczestniczyła niegdyś w pracach nie tylko w polu, ale i w zagrodzie, przekonuje autor zdania: "Grzyby zamarynowaliśmy razem z ciocią".
Cały artykuł przeczytasz na stronach
polskatimes.pl