Facebook Google+ Twitter

Szkoła uczy zbyt dużo?

Przeczytałem wczoraj w jednym z dzienników artykuł na temat uczniów zmęczonych trybem nauki w szkole średniej. Jako osoba, która sama przechodziła przez nowy system edukacji mogę chyba zrozumieć obecnych licealistów, chociaż nie do końca...

Pamiętam siebie sprzed dwóch czy trzech lat. Jak chyba każdy nastolatek nie przepadałem za nauką czegoś, co wydawało mi się zupełnie niepotrzebne. Szczególnie nie lubiłem pracy domowej zadawanej po to, „aby tylko coś było”. Zupełnie nie zaskoczyło mnie więc to, co przeczytałem w wypowiedzi jednej z uczennic liceum.

Licealistka podała niemal identyczne argumenty na bezsens sposobu uczenia w szkole średniej. No może dodała jeszcze, że każdy nauczyciel uważa swój przedmiot za najważniejszy (ale bez bicia przyznam się, że nieraz w domu mówiłem „a po co mi nauka fizyki w klasie humanistycznej”).

Wielu uczniów narzeka na zbyt małą ilość czasu w tzw. „nowym liceum” na zrealizowanie materiału. Szczerze mówiąc byłem wśród tych osób, którym także nie podobało się realizowanie materiału z 4 lat w niecałe 3. Paradoksalnie jednak wyszło mi to na dobre. Na studiach często spotykam się z sytuacją, w której muszę coś doczytać czy przygotować sam i byłem do tego gotowy od pierwszego semestru studiów bo...podobnie pracowałem przez całą trzecią klasę liceum. Dlatego sądzę, że o ile w liceum lekko nie jest, to na studiach też trzeba wykazać trochę samodzielności, aby sobie poradzić.

Zgadzam się, że piętnaście przedmiotów w roku szkolnym to trochę za dużo, ale przecież to nie oceny ze świadectwa, a matura decydują o tym, czy uczelnia przyjmie was z otwartymi rękami. Czasami warto nie uczyć się wszystkiego na siłę tylko po to, by świadectwo miało czerwony pasek. Sądzę, że lepiej mieć „dwóję” z niepotrzebnej na filologię polską fizyki, niż 40 proc. na maturze z polskiego. Ja zrozumiałem to dopiero na studiach, ale mam nadzieję, że niektórzy z obecnych licealistów zdają sobie z tego sprawę już teraz.

Dlatego apeluję do licealistów: nie narzekajcie, że jest źle. Bierzcie sprawy w swoje ręce. Pracujcie sami nad tym, co będzie wam potrzebne na maturze i studiach, a resztę potraktujcie trochę luźniej. Czasami warto być przeciętniakiem, a nawet nieco odstawać od średniej klasy, by później odpłacić sobie dobrze zdaną maturą. „Pałę” zawsze można poprawić jedną „trójką” z kartkówki, matury – już nie koniecznie.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (3):

Sortuj komentarze:

Największym bogactwem, jakie w dzieciństwie otrzymałam (prócz miłości rodziców) jest wiedza. I wdzięczna jestem moim wspaniałym nauczycielom, że tak dużo i tak ciekawie mnie uczyli. Z tym darem idę całe życie.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Ja też jestem z pamiętnego rocznika '86 - "królików doświadczalnych" :)
W liceum byłam w klasie językowej i oczywiście też nie cierpiałam fizyki i matemeatyki. Nie raz klnęłam i narzekałam i na nauczycieli i na program, ale z perspektywy czasu bardzo mile wspominam ten okres. Chętnie odwiedzam moją szkołę i utrzymuję kontakt z niektórymi pedagogami.
Uważam, że większą krzywdą i porażką było gimnazjum - kompletna trauma.

Komentarz został ukrytyrozwiń
emer54
  • emer54
  • 05.09.2006 13:04

Nareszcie młody i rozsądny! Znam takich, którzy najwięcej narzekają, choć niewiele robią. Pp prostu chcą jak najmniejszym wysiłkiem osiągnąć jak najwięcej i ze wszystkiego. Nie tędy droga. Nigdy nie wiadomo, co tak naprawdę przyda się w życiu. A czerwone paski i wyśrubowane średnie to przesada. Najlepiej uczyć się wszystkiego, ale niektórych przedmiotów, np. ulubionych, szczczególnie. W życiu trzeba umieć wybierać!

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.