Facebook Google+ Twitter

Szkoły nauki jazdy zapłacą za egzaminy poprawkowe?

Szkoły nauki jazdy szkolą przyszłych kierowców na tak niskim poziomie, że egzamin zdaje zaledwie 30 proc. Zbigniew Skowroński, szef Wojewódzkiego Ośrodka Ruchu Drogowego, złożył wniosek do Ministerstwa Infrastruktury, aby to szkoły jazdy płaciły za poprawki.

 / Fot. http://commons.wikimedia.org/wiki/Image:Znak_B-26.svgDyrektor łódzkiego Wojewódzkiego Ośrodka Ruchu Drogowego uważa, że tak słabe wyniki egzaminów są rezultatem złego szkolenia kierowców w autoszkołach. Nowe rozwiązanie zakłada, że za pierwszą poprawkę zapłacił sam kursant. 25 proc. kosztów drugiego egzaminu miałaby pokryć już autoszkoła. Za trzecią dopłaciłaby 50 proc., a za czwartą - 75 proc. Każdy kolejny egzamin zostałby przeprowadzony na pełny koszt ośrodków szkolenia.

Jak podaje "Polska", inicjatywa znalazła poparcie u posła Zbigniewa Rynasiewicza (PO), szefa sejmowej Komisji Infrastruktury. Parlamentarzysta, jest pewny, że wpłynie to na lepsze przygotowanie kandydatów na kierowców i poprawi bezpieczeństwo na drogach.

Nie ma wątpliwości, że pomysł zmobilizuje instruktorów, do lepszego szkolenia kursantów. Można się było spodziewać, iż propozycja Zbigniewa Skowrońskiego nie spodoba się autoszkołom. Marek Gawroński, wiceprezes warszawskiego Stowarzyszenia Ośrodków Szkolenia Kierowców, z ironią podsumowuje sprawę dla dziennika "Polska": - Trzeba iść dalej i ogłosić, że szkoły będą płacić mandaty każdego kierowcy przez pięć lat od egzaminu. Ministerstwo Infrastruktury przeanalizuje sprawę w najbliższym czasie.
Niestety, nie wiadomo, czy zaproponowane rozwiązanie jest zgodne z Konstytucją.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (11):

Sortuj komentarze:

zgadzam sie ze teraz maja okazje ,to sa legalne lapowki wiecej oblanych wieksza kasa ,ze tego nie widzi CBS i PIS oni takich wylapuja.w gdansku na 43 osoby 2 zdalo razy 120zl za poprawki to jest kasa dzienna

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dawno nie słyszałam o bardziej debilnym pomyśle [chyba ostatnim razem były to mandaty dla właścicieli psów za 'uporczywe szczekanie']. Akurat w ostatnich latach wielu moich znajomych robiło prawo jazdy i jak słuchałam, za co byli oblewani, krew mnie zalewała (np. 'pieszy miał jeszcze kawałek stopy nad ulicą po przejściu przez pasy' :|).
Generalnie jest to wina WORDów, które zbierają grubą kasę na powtórkowych egzaminach. W ich interesie leży, aby jak najwięcej osób oblało.
Całe szczęście mnie udało się zdać za pierwszym razem. Inaczej też musiałabym wspomagać kasą tych wyzyskiwaczy... :/

Komentarz został ukrytyrozwiń

Na pewno. Przecież badanie, który jest teraz, to jakaś porażka. Czy ma pan jakieś zaburzenia? Nie, nie mam. Przeszedł pan badanie lekarskie, proszę, oto odpowiedni papierek. A gdzie chociażby MMPI (podstawowy test psychologiczny), już nie mówiąc o obecności psychologa w samochodzie?

Komentarz został ukrytyrozwiń

Winny jest cały system szkolenia, kurs powinno się zacząć od testów psychologicznych czy w ogóle kandydat nadaje się na kierowcę. Gdyby takie egzaminy były przeprowadzane (w sposób rzetelny) to moim zdaniem minimum kilkanaście procent chętnych byłoby odrzuconych jeszcze przed kursem.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Łukasz ma rację. Wzrosły by ceny kursów, za gamoni płacili by ci, którzy zdają!

Komentarz został ukrytyrozwiń

Durny pomysł. To nie wina szkół jazdy, tylko WORDów, które oblewają za byle co...

Komentarz został ukrytyrozwiń

miałem właśnie oburzyć się na idiotyczność tego pomysłu, ale właściwie wszystko zostało powiedziane, powtórzę tylko, co za bezedura

Komentarz został ukrytyrozwiń

Pomysl absurdalny to malo powiedziane, bardziej pasuje kretynski. Pomijajac przedstawiony przez Marte aspekt korupcyjny, efekt bylby nastepujacy: szkoly podniosa ceny kursow, wiec za poprawki pechowcow (albo gamoni) zaplaca de facto wszyscy zdajacy!

Komentarz został ukrytyrozwiń

Absurdalny pomysł. Znając polskie realia skończyłoby się na podziale na szkoły, które płacą egzaminatorom łapówki i szkoły, które potem płacą za poprawki, po jakimś czasie ustalające, że wolą przejść do pierwszej grupy. Efekt końcowy - zero nauki, pełna zdawalność, więcej wypadków.

Jeśli chodzi o uwagi do szkół jazdy, to można mieć jedną. Podczas jazd w wielu szkołach instruktorzy stosują metodę "no to jedziemy do przodu", a potem kursanci oblewają np. na pierwszym skręcie.

Z drugiej strony właśnie z racji łapówkarstwa itp. zdarza się, że wyniki egzaminów nijak się mają do umiejętności zdających. Czasem oblewają ludzie, którzy powinni zdać, a zdają Ci, o których potem się mówi "tatuś kupił mu samochód razem z prawem jazdy". Oblanie dobrego kierowcy jest niesprawiedliwe, a przepuszczenie za pieniądze kogoś, kto nie potrafi jeździć jest już sprowadzaniem na nas niebezpieczeństwa.

Rozwiązanie jest prostsze - maksymalna kontrola egzaminów, wszystko nagrywane, to z jednej strony.
I obowiązek ogłaszania procentowej zdawalności wśród kursantów w szkołach, to z drugiej.

Ale jeżeli nie usunie się korupcji i nie przypilnuje się egzaminatorów tak, żeby nie mieli śladu szans
na oszukiwanie, to jakikolwiek nacisk na szkoły - czy to finansowy, czy konkurencyjny (ogłaszanie zdawalności) i tak skończy się dawaniem w łapę egzaminatorom.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Wg mnie też:)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.