Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

13168 miejsce

Szokujące relacje ludzi, którzy wrócili z pracy za granicą

  • Źródło: OhmyNews
  • Data dodania: 2006-11-16 09:42

Firma Europe Artisans Sp. z o.o. w Poznaniu proponuje pracę we Francji. Z relacji świadków wynika, że na miejscu są wykorzystywani, kierowani do innych pracodawców, nie dostają pensji i mieszkają w skandalicznych warunkach.

Firma Europe Artisans zajmuje się m.in. robotami budowlanymi, ogrodnictwem, a nawet produkcją materacy. Jednak o tym, że zajmuje się pośrednictwem pracy w dokumentach sądowego rejestru spółek nie ma ani słowa. Pracownicy wysłani przez Europę Artisans do Francji, którym udało się stamtąd uciec, mówią, że zostali oszukani przez spółkę i żądają wypłaty zarobionych pieniędzy. – Miesiąc temu wróciłem z Francji – twierdzi Michał* z Poznania. – Do dziś walczę o wynagrodzenie.

Zabierali pieniądze

Zanim Michał dostał pracę we Francji, musiał w Polsce otworzyć własną działalność gospodarczą. Tego wymagała spółka z Poznania. – Najpierw dwa miesiące pracowałem na Korsyce u farmera, wycinałem drzewa i kosiłem trawę – mówi. – Jeszcze w Polsce zapewniano mnie, że będę miał wyżywienie i super warunki. Na miejscu okazało się, że muszę spać w szopie i nie dostanę posiłków.
Zaalarmował spółkę w Poznaniu. Jako rekompensatę za złe warunki firma skierowała go do pracy na kontynencie. Zgodnie z umową miał tam wykonywać roboty ogólnobudowlane i wykończeniowe, choć jako przedmiot działalności swojej firmy ma wpisane: działalność usługowa związana z zagospodarowaniem terenów zieleni oraz malowanie. O robotach na wysokościach nie było mowy.

Michał jest jednym z poszkodowanych. - Fot. Sz. SiewiorPobity przez pracodawcę

Michał wrócił do Poznania na początku listopada, choć kontrakt miał trwać do lutego. Skąd tak szybki powrót? Na miejscu Michał zorientował się, że choć umowa opiewała na 1000 euro wynagrodzenia, na jego konto wpływało ponad 100 euro mniej. – Reszta została odciągnięta podobno na składki – mówi Michał. – W umowie nie było jednak o tym mowy. Sprawdziliśmy – na umowie zawartej między firmą Europe Artisans a Michałem jest wyraźnie napisane, że ,,Zamawiający” nie ubezpiecza ,,Wykonawcy”.
– Próbowałem walczyć o swoje, ale zostałem pobity przez pracodawcę i trafiłem do szpitala. Jednocześnie zwolniono mnie z pracy. Teraz muszę uregulować koszty leczenia, około 600 euro.
Najciekawszy jest jednak okres wypowiedzenia określony w umowie – wynosi 1 dzień. – Rozwiązano ze mną umowę, kiedy byłem w szpitalu. Tak chyba nie powinno być – zastanawia się Michał.
Po powrocie do Poznania udał się do biura Europe Artisans po zarobione pieniądze. Chciał rozmawiać z właścicielem firmy, którym jest Francuz Marc Boucher. Ten jednak był nieosiągalny – tak twierdzi poszkodowany.
– Spółka jest mi jeszcze winna 900 euro. Powiedzieli, że nie odzyskam tych pieniędzy.

Obóz na Korsyce

Relacje Michała potwierdza Arek z Poznania. On także w czasie tegorocznych wakacji skorzystał z usług Europe Artisans. – Przyszedłem do biura, zostawiłem swoje CV. Zaproponowano mi pracę na farmie. Jednak nie chciałem jechać, bo znajdowała się ona na Korsyce... Daleko, gorąco... stwierdziłem, że poczekam na inną ofertę. Po kilku dniach pracownik spółki skontaktował się z mężczyzną i zaproponował mu pracę też we Francji, ale na kontynencie, znacznie bliżej. – Kiedy już dojechaliśmy do głównej bazy, okazało się, że nie ma dla mnie pracy – mówi Arek. – Miałem do wyboru, albo wracać na własny koszt do Polski, albo jechać na Korsykę... Co miałem zrobić? Wybrałem pracę.
Trafił do tego samego farmera, co Michał. – Były tam tylko szczury, myszy i my... – dodaje zdenerwowany. – W pracy nie wytrzymaliśmy zbyt długo – przyznaje Arek. – Musieliśmy pracować po 12 godzin w trakcie największych upałów. Gdybyśmy nie wywalczyli sobie zaliczki, umarlibyśmy z głodu. Za dojazd do pracy firma potrąciła mężczyznom z pierwszej pensji po 50 euro. Powrót musieli opłacić z własnej kieszeni. – Niestety, kiedy wróciliśmy do Polski, okazało się, że farmer z Korsyki nie przelał nam całej wypłaty w wysokości tysiąca euro. Kiedy zwróciliśmy się o wyjaśnienie do biura Europe Artisans, jej pracownik oznajmił nam, że nie mają wpływu na tego pracodawcę – kończy swoją opowieść Arek.

Pośrednik?

Prawnie firma wygląda na dobrze zorganizowaną i nie budzącą wątpliwości. Jednak, jak twierdzą poszkodowani, pracowali nie w spółce Marca Bouchera, tylko u przypadkowych ludzi, którzy płacili za Polaków Francuzowi. Jeśli to prawda, wtedy można mówić o pośrednictwie. Pracownicy firmy tłumaczą, że to nie tak. – Zajmujemy się usługami ogólnobudowlanymi. Poszukujemy ludzi, którzy będą wykonywali zlecenia na terenie Francji dla zleceniodawców jako podwykonawcy naszej firmy. Wyszukujemy ludzi, zlecenia dla tych ludzi i ich zawozimy do Francji albo osoba sama przyjeżdża na miejsce wykonania tego zlecenia. Nic mi o tym nie wiadomo, żebyśmy byli zarejestrowani jako biuro pośrednictwo pracy – mówi Marcin Wiatrowski z Europe Artisans. – Od zleceniodawców francuskich dostajemy pieniądze za wykonanie usług, np. stolarskich, murarskich czy spawalniczych. Czyli jest to praca, w której nie jest się pracownikiem, tylko podwykonawcą. My płacimy ludziom, którzy podpisali z nami umowę.

Odmiennego zdania jest Zdzisław Sawala, dyrektor Wojewódzkiego Urzędu Pracy w Poznaniu: – Firma, która wysyła ludzi do pracy, a nawet tylko służy jako punkt kontaktowy, musi mieć do tego specjalne upoważnienie. Jeśli nie podają ludziom adresu i nie każą im się skontaktować z firmą indywidualnie, to jest to bardzo podejrzane.
Każda spółka świadcząca tego typu usługi musi być zarejestrowana w Krajowym Rejestrze Agencji Zatrudnienia. – Jeśli nie jest, działa nielegalnie i trzeba ten fakt zgłosić na policję – dodaje Zdzisław Sawala. – Wszystkie biura i agencje pośrednictwa pracy znajdują się na stronie www.kraz.praca.gov.pl. W Wydziale Działalności Gospodarczej Urzędu Miasta Poznania dowiedzieliśmy się, że firma Europe Artisans. może wysyłać pracowników za granicę legalnie, jeśli ma swoją filię we Francji. Tymczasem francuska nazwa spółki to ,,S.A.R.L. BOUCHER” Sp. z o.o., gdzie szefem też jest Marc Boucher.
(Imiona bohaterów zmieniono.)

Joanna Małecka, Anna Skoczek

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (3):

Sortuj komentarze:

aa
  • aa
  • 19.12.2010 10:58

Na Cyprze to samo.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Mirnal rzeczowo podszedł do problemu i trudno nie przyznać mu racji. Nasza uśpiona czujność to otwarta furtka dla całej masy różnych naciągaczy i oszustów. Głupawe prawo dopełnia całość i mamy to co widać.
--------------------------------------------------------------------- --
http://www.oszukany.pl

Komentarz został ukrytyrozwiń

W socjalizmie naczytaliśmy się książek o złych wyzyskiwaczach i oszustach rodem z burżuazyjneych i imperialistycznych krajów. Rozmagnesowano większość z nas. Większość z nas w sposób naturalny jest ufna. Dopiero ostatnie lata (masa oszustów) spowodowała, że jesteśmy podejrziwi. I wygrywają gorsi - oni oszukują lepszych. I dlatego powinni podlegać surowszym karom, niż na Zachodzie, bo tam ludzie są od tysięcy lat zaprawieni w bojach z cwaniakami. Po obaleniu komuny popełniono poltyczny błąd - złodzieje powinni (do odwołania) podlegać dwukrotnie większym karom niż za komuny. A głupawe Państwo zlikwidowało instytucję przepadku mienia. To zaproszenie hien do zdrowego stada gazeli.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.