Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

9505 miejsce

Szpik na eksport czyli turystyka transplantacyjna

  • Autor usunął profil

  • Data dodania: 2013-02-23 14:15

Stała się rzecz niespotykana – Fundacja DKMS Polska przegrała proces. Sąd Okręgowy w Katowicach stwierdził, że fundacja lobbowała za przeprowadzaniem przeszczepów polskich dawców szpiku w Niemczech i uprawiała turystykę transplantacyjną.

Proces z powództwa Fundacji DKMS Polska Baza Dawców Komórek Macierzystych Polska (dalej – DKMS Polska) o ochronę dóbr osobistych przeciwko prof. Sławomirze Kyrcz-Krzemień, która jest szefową Kliniki Hematologii i Transplantacji Szpiku w Katowicach oraz konsultantem wojewódzkim w dziedzinie hematologii, trwał ponad dwa lata. Wyrok jest miażdżący dla Fundacji DKMS Polska. Sąd Okręgowy w Katowicach oddalił powództwo w całości i zasądził od Fundacji DKMS Polska na rzecz pozwanej zwrot kosztów zastępstwa procesowego, czyli ponad 11 tys. zł.


Fundacja DKMS Polska poczuła się urażona wypowiedziami prof. Sławomiry Kyrcz-Krzemień w „Misji specjalnej” w 2010 r. W programie tym ujawniono, że dane dawców szpiku zarejestrowanych przez DKMS Polska są przekazywane do Centralnego Narodowego Niemieckiego Rejestru Dawców (ZKRD), o czym dawcy nie są nawet informowani. Dochodziło do paradoksalnych sytuacji – polscy dawcy szpiku zamiast oddawać szpik w kraju, byli wywożeni na pobranie tego cennego materiału do Niemiec. Trafiali tam najczęściej do prywatnej firmy Cellex – kliniki, w której udziały ma jeden z obywateli niemieckich zasiadających w radzie nadzorczej DKMS Polska. Chodzi o prof. Gerharda Ehningera.


O całej tej patologicznej sytuacji wypowiadała się m.in. prof. Kyrcz-Krzemień oraz dr hab. Mirosław Markiewicz – jego proces z powództwa DKMS Polska jeszcze trwa. Na wyrok z tego samego powództwa czeka także Anita Gargas, była szefowa „Misji specjalnej”.


Fundacja DKMS Polska została ustanowiona przez spółkę DKMS (Deutsche Knochenmarkspenderdatei Gemeinnutzige GmbH) z Tübingen w październiku 2008 r. DKMS to jedna z największych baz danych dawców szpiku na świecie. Nie zajmuje się „poszukiwaniem dawców” – nie ma takich uprawnień, ani w Polsce, ani za granicą. W Polsce bardzo prężnie działa jej spółka córka, czyli Fundacja DKMS Polska, która rekrutuje polskich dawców do niemieckiego rejestru ZKRD.
Po tym, jak w „Misji specjalnej” prof. Kyrcz-Krzemień krytycznie wypowiedziała się na temat praktyk stosowanych przez DKMS Polska i niektórych prominentnych przedstawicieli polskiej hematologii, „Gazeta Wyborcza” rozpoczęła nagonkę. Z triumfem donosiła 28 grudnia 2010 r. piórem swojej dziennikarki Judyty Watoły:


„Prof. Mirosława Kyrcz-Krzemień może wkrótce stracić stanowisko wojewódzkiego konsultanta w dziedzinie hematologii. Domaga się tego konsultant krajowy, po tym jak w programie »Misja specjalna« oskarżyła go o »tworzenie układu« […]. Tematem [programu] były działania niemieckiej fundacji DKMS pozyskującej w Polsce dawców szpiku. Zdaniem autorów programu fundacja dopuszcza się działań niezgodnych z polskim prawem. Zasugerowano też, że wspierają ją znani hematolodzy. Jacy? Na to pytanie autorom odpowiedziała właśnie prof. Kyrcz-Krzemień: – Krótko mówiąc, pan profesor Jędrzejczak i pan profesor Hołowiecki. I mam obawy, że tego typu układ przez duże U już był zaprojektowany od bardzo dawna – stwierdziła.


– Ludzie mają prawo do własnych opinii, ale nie mogę tolerować sytuacji, w której osoba rekomendowana przeze mnie na stanowisko konsultanta rzuca wobec mnie bezpodstawne oskarżenia – oburza się prof. Jędrzejczak. Napisał do wojewody, domagając się odwołania wojewódzkiego konsultanta”.


Dla jasności tego przekazu warto wiedzieć, że prof. Kyrcz-Krzemień zastąpiła na stanowisku kierownika kliniki i konsultanta wojewódzkiego Jerzego Hołowieckiego, uchodzącego za guru śląskiej hematologii, który jak się okazało w 2010 r., przez długie lata dopisywał sobie tytuł specjalisty z hematologii, mimo że nigdy go nie uzyskał. Zaangażowanie się w sprawę Jędrzejczaka i pomoc zaprzyjaźnionej „Gazety Wyborczej” na niewiele się zdały.
Prof. Wiesław W. Jędrzejczak nie był obiektywny w swoich sądach. Zabierał głos w sprawie prof. Jerzego Hołowieckiego, kolegi z branży. Kiedy Jędrzejczak musiał tłumaczyć się z nielegalnego i nieudanego eksperymentu medycznego, w komisji, która oddaliła postawione mu zarzuty, zasiadał m.in. prof. Hołowiecki. Jędrzejczak docenił przysługę kolegi i wystąpił o wszczęcie w Warszawskim Uniwersytecie Medycznym postępowania o nadanie tytułu doktora honoris causa Hołowieckiemu, a później wygłosił jego laudację.


Wstydliwe życiorysy profesorów
Oprócz wspólnie uprawianej dziedziny medycyny (hematologii) naukowcy w przeszłości mieli kontakty ze służbami specjalnymi PRL-u. Jak czytamy w aktach IPN-u, Jerzy Hołowiecki był zarejestrowany jako kontakt operacyjny Służby Bezpieczeństwa ps. HJ (nr ewid. 27543). Informował bezpiekę o swoich kontaktach w środowisku lekarskim i osobach poznanych podczas wyjazdów zagranicznych. Z kartoteki Ministerstwa Obrony Narodowej przejętej przez IPN wynika, że Wiesław Jędrzejczak został pozyskany do współpracy 29 marca 1968 r. przez Zarząd Wojskowej Służby Wewnętrznej Pomorskiego Okręgu Wojskowego (oddział WSW w Łodzi) i zarejestrowany jako TW „Wiktor” (nr rej. 16343). Z życiorysu prof. Jędrzejczaka wynika, że był wtedy 21-letnim studentem Wojskowej Akademii Medycznej w Łodzi. Akta „Wiktora” zostały zniszczone 21 sierpnia 1990 r.


Wyrok Sądu Okręgowego w Katowicach potwierdził, że pani profesor, mówiąc o „układzie”, nikogo nie
zniesławiła.


Zamknąć usta dziennikarzom.
Uzasadnienie wyroku ukazało taktykę, którą prawnicy DKMS Polska stosują wobec krytycznych naukowców i dziennikarzy. Otóż po negatywnym dla DKMS artykule czy materiale niemal natychmiast do redakcji czy autora przychodzi kilkustronicowe domaganie się sprostowania, przeprosin, a w wypadku odmowy ich zamieszczenia – pozew z żądaniem wysokiego zadośćuczynienia. Nic dziwnego, że krytyczne artykuły o Fundacji DKMS ukazują się rzadko. „W ocenie sądu nie jest tak, jak twierdzi strona powodowa [czyli Fundacja DKMS Polska – przyp. AB], że wypowiedzi strony pozwanej istotnie naruszyły jej dobra osobiste. Strona powodowa, wyjmując z kontekstu wypowiedzi pozwanej, uwypukliła i podnosiła te okoliczności, które w ocenie sądu miały skutkować korzystnym rozstrzygnięciem dla strony powodowej” – uzasadniał sąd, który zwrócił uwagę na możliwość manipulacji ze strony DKMS Polska.


Fundacja DKMS Polska jest bogata. Jak wynika ze sprawozdania finansowego za 2011 r., fundacja miała 1,7 mln zł zysku brutto. Od kilku lat, kiedy porusza się temat przeszczepu szpiku kostnego, to właśnie o Fundacji DKMS Polska jest najgłośniej. Można było odnieść wrażenie, że ta fundacja dobiera dawców szpiku dla chorych na białaczkę. To nieprawda, nie ma takich uprawnień. Chwali się też tym, że z jej rejestru pochodził dawca (i ujawnia jego dane), którego szpik uratował Adama Darskiego, bliżej znanego jako „Nergal”, lidera satanistycznej grupy muzycznej Behemoth. „Nergal” został twarzą napoju energetycznego Demon. Celebryta, były narzeczony Dody, zachęcał nie tylko do kupowania napoju, ale także do rejestrowania się w prowadzonej przez fundację bazie dawców szpiku.


Turystyka transplantacyjna à la DKMS Polska. Jak w dalszej części uzasadniał sąd, „do roku 2010, co zresztą potwierdziła sama świadek Kinga Dubicka [dyrektor DKMS Polska], wszelkie pobrania od potencjalnych dawców miały miejsce na terenie Niemiec”. Sąd przyznał rację prof. Kyrcz-Krzemień, która w programie „Misja specjalna” powiedziała, że jest przeciwna turystyce przeszczepowej DKMS-u, czyli przypadkom wywożenia polskich dawców do Niemiec, gdzie pobierano od nich szpik. Ten szpik trafiał następnie do polskich klinik, które przeszczepiały go swoim pacjentom. Dawca zatem zamiast trafiać na pobranie szpiku do polskiej kliniki, mającej odpowiednie akredytacje i pozwolenie ministra zdrowia, podróżował za granicę do firmy, która nie miała żadnych akredytacji, w tym pozwolenia polskiego MZ.


.
Powód? Pieniądze. Zabieg pobrania szpiku kostnego w kraju jest tańszy od tego wykonywanego w niemieckiej klinice. DKMS Polska przyznawała, że jest organizacją non profit, ale otrzymuje zwrot kosztów za pobranie szpiku – w kraju to ok. 25 tys. zł. Naturalnie, kiedy pobrania dokonywano w Niemczech, była to kwota kilkakrotnie większa.


Lobbing na salonach ministerstwa
W czerwcu „Gazeta Polska” alarmowała o działalności niemieckiej Fundacji DKMS w artykule „Ostra walka o dawców szpiku”. Działalność Fundacji DKMS wywołała protesty w Hiszpanii i odpowiednią reakcję rządu tego kraju. Jednak w Polsce ani Ministerstwo Zdrowia, ani podległe mu Centrum Organizacyjno-Koordynacyjne ds. Transplantacji „Poltransplant” nie zajęły do tej pory żadnego stanowiska w sprawie DKMS Polska.


Wyrok nie jest prawomocny.


Andrzej Borzym - Gazeta Polska : Numer 402 - 04.01.2013

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (2):

Sortuj komentarze:

Bardzo ciekawy materiał.
Wyrok jest nieprawomocny.
Chodzi o dużą kasę, lecz urzędnicy NFZ i Ministerstwa Zdrowia nie są nią tak zainteresowani jak DKMS Polska. Stanowisko Judyty Watoły, szczególnie że pośrednio idzie o red. Anitę Gargas, będzie jednoznacznie niezmienne.

Komentarz został ukrytyrozwiń

O tym głośno mówi się w RCKiK, które współpracują z
- Centralnym Rejestrem Niespokrewnionych Potencjalnych Dawców Szpiku i Krwi Pępowinowej "Poltransplant"
- Niepublicznym Zakładem Opieki Zdrowotnej "Medigen"

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.