Facebook Google+ Twitter

Szpital Korczaka znika po kawałku

  • Źródło: Dziennik Łódzki
  • Data dodania: 2007-02-10 08:34

Najstarszy w Łodzi szpital pediatryczny, ufundowany chorym dzieciom przez bogate rody fabrykanckie, ma być zlikwidowany. Jeśli do tego dojdzie, wraz z oddziałami i łóżkami, które od ponad stu lat służyły małym pacjentom, zniknie kawał historii miasta.

fot. Dziennik ŁódzkiLikwidacja nieodwracalnie odmieni też wizerunek łódzkiej pediatrii. Łodzianom szpital im. Korczaka kojarzył się i wciąż kojarzy z dobroczynnością. W obronie placówki staje coraz więcej osób prywatnych i stowarzyszeń.

Tradycja zobowiązuje
Inicjatorem budowy szpitala był Edward Herbst, zięć Karola Scheiblera. Kiedy jego ukochana córeczka Anna Maria zmarła na zapalenie opon mózgowych, postanowił wybudować szpital dziecięcy i nazwać jej imieniem. Wówczas był to najnowocześniejszy obiekt tego typu w Europie. Po wojnie nazwę szpitala zmieniono, nadając mu imię Janusza Korczaka. Charakter placówki pozostał jednak ten sam.

- Zawsze, kiedy dzieje się coś złego z moim dzieckiem, wsadzam je w samochód i jadę do "Korczaka" - mówi Agata Janikowska, mieszkająca przy ulicy Piotrkowskiej w Łodzi. - Mam blisko i pewność, że nikt nie odmówi mi tam pomocy.

Ostatnio jej dziecko po zjedzeniu orzecha laskowego zaczęło nagle puchnąć, pokryło się czerwoną wysypką. Przerażona matka najpierw chciała wezwać pogotowie, ale słysząc, że będzie musiała czekać na karetkę, bo "wszystkie są rozdysponowane", pojechała jak zwykle do "Korczaka".

- Bałam się, że syn się udusi. Jechałam jak szalona, po 10 minutach byłam już na miejscu i syn w porę otrzymał pomoc. Gdyby szpital był dalej...

Podobnych historii można spisać więcej. Matki leczonych obecnie w "Korczaku" dzieci chętnie je opowiadają. Mieszkają w okolicznych, starych kamienicach - przy ulicach Przędzalnianej, Fabrycznej, Tylnej, Kilińskiego, Wodnej, Targowej... Tu mieszkali ich rodzice i dziadkowie, którzy pracowali w fabrykach włókienniczych, tu mieszkają one. Mają zakodowane, że kiedy zachoruje dziecko, trzeba z nim iść do "szpitala na rogu". To już tradycja.

- Gdy byłam mała i dostałam zapalenie płuc albo biegunkę, matka mnie tu przynosiła na rękach. Teraz robię tak samo ze swoimi dziećmi, a mam ich troje - mówi Marta Gapińska, która mieszka naprzeciwko szpitala.

Kiedy dwa lata temu w "Korczaku" został zlikwidowany oddział neurologii, pani Marta musiała pojechać z dzieckiem do "Matki Polki", a nie miała nawet na bilet.

- Mam męża na rencie i często brakuje nam na chleb, a co dopiero na taksówkę - mówi. - Często nie mamy za co wykupić leków...

Argument ten przytacza też Ewa Sowińska, rzecznik praw dziecka, która zaangażowała się w obronę szpitala. Wskazuje, że w jego pobliżu mieszkają najubożsi łodzianie, którzy nie mają samochodów, trudno im więc jeździć do szpitali daleko od centrum miasta.

Konieczność z woli Unii?
Szpital od kilku lat ma kłopoty. Największym jest rosnące wciąż zadłużenie, i to mimo że spadły zatrudnienie, liczba łóżek i poradni (jeszcze niedawno było tam ponad 400 miejsc, obecnie jest niespełna 200). W Urzędzie Marszałkowskim w Łodzi, który jest organem założycielskim szpitala, trzy lata temu zapadły decyzje, aby włączyć go w strukturę szpitala im. Kopernika, jako Ośrodek Pediatryczny im. Korczaka. Bardzo ważny, bo jedyny w regionie oddział neurologii, specjalizujący się w diagnozowaniu i leczeniu dziecięcych padaczek, został wówczas okrojony i połączony z innymi oddziałami pediatrycznymi. Dzięki temu zwolnił się jeden pawilon, którego nie trzeba było ogrzewać, a ówczesny dyrektor szpitala przekonywał, że w jednym worku będzie taniej i wszyscy na tym skorzystają. Również prof. Krzysztof Zeman, powołany wtedy nowy szef pediatrii, uważał, że fuzja jest korzystna, bo tego rodzaju rozwiązania wprowadzono w innych szpitalach i się sprawdziły. W praktyce neurologia w "Korczaku" przestała jednak istnieć, podobnie jak jedyny okulistyczny, zabiegowy oddział leczenia wad wzroku u dzieci. Czy ich los podzieli równie unikatowy w Polsce i regionie oddział toksykologii dziecięcej "Korczaka". Powołano go, bo w Łodzi jest przerażająco dużo dzieci zagrożonych narkotykami i alkoholem. Co się stanie z fachową kadrą tego oddziału? Co się stanie z jego pacjentami?

Stanisław Olas, wicemarszałek województwa łódzkiego, zapewnia, że nic złego. - Część oddziałów przeniesiemy do szpitala "matki", czyli do "Kopernika", część zostawimy w budynku przy Piłsudskiego - mówi. Jednak nie zaprzecza, że to tylko doraźne rozwiązanie, bo do 2012 roku szpital będzie się musiał dostosować do norm, jakie stawia przed placówkami służby zdrowia Unia Europejska, a na to potrzeba pieniędzy, których nie ma.

- To bardzo zniszczony obiekt, którego być może nie opłaca się remontować. Trudno też będzie się pozbyć drobnoustrojów, które przez sto lat zadomowiły się w jego murach i stwarzają zagrożenie dla chorych dzieci, wywołując zakażenia szpitalne - twierdzi Olas.

Krzyżyk był już dawno
Lekarze i pielęgniarki są jednak innego zdania. Uważają, że krzyżyk na szpitalu dawno już został postawiony, a każda kolejna decyzja ma na celu przybliżenie likwidacji tej placówki.

- Stało się to oczywiste już wówczas, kiedy pod pretekstem remontu została wyprowadzona neurologia - mówi dr Janina Kwaśniewska, były ordynator tego oddziału. - Remont przeprowadziliśmy za pieniądze sponsorów i rodziców dzieci, do wykończenia była już tylko łazienka, kiedy poprzedni dyrektor kazał opuścić pawilon.

Doktor Kwaśniewska do końca walczyła o neurologię w "Korczaku". Bezskutecznie. W związku z likwidacją oddziału została zwolniona. Obecnie przeniosła się do Olsztyna, gdzie mieszka i pracuje. Uważa, że przenosiny kolejnych oddziałów "Korczaka" do innych szpitali to zwykła parcelacja, z wiadomym finałem.

Czy ta "parcelacja" może zaważyć na zdrowiu dzieci?

- Ten szpital jest jak najbardziej potrzebny, bo dwie pozostałe placówki pediatryczne w mieście mają profil wysokospecjalistyczny - mówi prof. Jerzy Stańczyk, wojewódzki konsultant ds. pediatrii w Łodzi. - A "Korczak" to placówka świadcząca opiekę medyczną na poziomie podstawowym, jego izba przyjęć udziela najwięcej porad ambulatoryjnych dzieciom z różnego rodzaju infekcjami i urazami. Jeśli dojdzie do likwidacji, dwa pozostałe szpitale nie będą w stanie udźwignąć tej roli.

Z punktu widzenia potrzeb zdrowotnych łódzkich dzieci "Korczak" jest więc niezastąpiony. Ale co zrobić z długami?

- Jedną trzecią zadłużenia, jakie ma nasz szpital, stanowi stary dług "Korczaka" - mówi Włodzimierz Stelmach, dyrektor "Kopernika", który nie ukrywa, że to dla niego poważny problem.

Czyżby chodziło o sprzedaż?
W połowie lutego ma się odbyć wizytacja "Korczaka" i przygotowanych dla niego pomieszczeń w "Koperniku". Wizytującymi mają być przedstawiciele stowarzyszeń, protestujących przeciwko likwidacji szpitala, zaproszeni przez Urząd Marszałkowski. Urzędnicy będą ich przekonywali, że budynki, gdzie przyjmowane są dzieci, znajdują się w opłakanym stanie, więc przeprowadzka zapewni im lepsze warunki. Tego optymizmu nie podzielają lekarze z "Korczaka".

- Tu nie chodzi o dobro dzieci, ale o interes urzędników - twierdzą. Ostrzegają też, że w molochu, jakim jest "Kopernik", aż roi się od gronkowców, paciorkowców i innych bakterii, które wywołują zakażenia szpitalne. Jeśli zetkną się z nimi typowo dziecięce drobnoustroje, mogą stać się jeszcze bardziej zjadliwe i zagrozić dzieciom.

- To nieprawda, że ze względu na stuletnie mury "Korczak" stwarza większe zagrożenie epidemiologiczne niż "Kopernik", gdyż ma pawilonową zabudowę, przez co chore dzieci są od siebie naturalnie izolowane - mówi dr Joanna Kozłowska, chirurg z ośrodka pediatrycznego.

Naukowcy z Politechniki Łódzkiej, którzy badali mury "Korczaka", uważają na dodatek - wbrew urzędnikom - że ich stan techniczny jest dobry. Są z najwyższej jakości cegły, której nie zdołał nadgryźć ząb czasu. Czyżby więc prawdziwe były plotki, że chodzi o sprzedaż terenu po zlikwidowanym ośrodku?

- To historyczny obiekt, który był wybudowany w celu niesienia pomocy dzieciom z rodzin niezamożnych, i taki powinien pozostać - mówi Lech Kwiecień, koordynator zespołu prognoz i analiz tworzonej fundacji szpitala im. Korczaka. - Tym bardziej, że zabudowa pawilonowa jest obecnie wymaganym standardem dla nowoczesnych szpitali pediatrycznych.

Ewa Sowińska, która zna szpital od podszewki, twierdzi, że na jego remont można pozyskać fundusze europejskie, podobnie jak na renowację innych zabytków. - To atrakcyjny teren w centrum miasta i nic dziwnego, że są na niego zakusy - mówi.

* * * * *

Na jednej z najbliższych sesji Rada Miejska w Łodzi ma zająć stanowisko w sprawie restrukturyzacji "Korczaka", która w obecnym kształcie jest równoznaczna z jego likwidacją. Według Tadeusza Morawskiego (PiS), przewodniczącego Komisji Zdrowia, Rada nie ma jednak możliwości prawnych, by czegokolwiek zakazać Urzędowi Marszałkowskiemu.

Czy burza, jaka rozpętała się w tej sprawie, pomoże szpitalowi? Wicemarszałek Olas twierdzi, że tak - spodziewa się nawet interesujących propozycji przejęcia szpitala przez miasto, a może przez prywatnych inwestorów. Jednak ani lekarze, ani rodzice chorych dzieci już w to nie wierzą.

SMS

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.