Facebook Google+ Twitter

Szpital Pluszowego Misia oswaja ze służbą zdrowia

  • Autor usunął profil

  • Data dodania: 2006-11-29 19:33

Kolorowy szpital, uśmiechnięci lekarze, pluszowi pacjenci. Takie zestawienie brzmi jak opis filmu rysunkowego, jednak jest częścią rzeczywistego programu oswajania przedszkolaków z wizytami w palcówkach służby zdrowia.

USG mózgu - nagranie odtwarzane z laptopa / fot. Jan AmbroziewiczNie od dziś wiadomo, że dzieci nie lubią wizyt w szpitalach. Są one powodem silnego stresu, ponieważ kojarzą się z bólem, chorobą i łzami. Ponieważ leczenie jest częścią życia każdego człowieka, niestety, nie da się tego stresu unikać. Jak udowodnili kanadyjscy studenci medycyny, zrzeszeni w Stowarzyszeniu EMSA, stres ten można przezwyciężyć. Aby pomóc dzieciom oswoić się z wizytami u lekarzy, zainicjowali projekt „Szpital Pluszowego Misia”. Pięć lat temu został on zaadaptowany na polski grunt.

Pan kotek był chory, więc poszedł do szpitala

Podstawą projektu „Szpital Pluszowego Misia” są akcje organizowane w szkołach podstawowych. W ich trakcie studenci warszawskiej Akademii Medycznej wcielają się w lekarzy różnych specjalności, adaptują sale gimnastyczne na prowizoryczne szpitale z gabinetami i salami operacyjnymi, tworzą rejestrację i poczekalnię – tak, by wszystko maksymalnie przypominało prawdziwą placówkę.

– Dzieci strasznie boją się lekarzy, widać to przede wszystkim podczas zajęć na pediatrii. Szpital to obce miejsce – mówi Robert Biskupski, jeden ze studentów biorących udział w akcji. – No i jeszcze wielki, zły pan doktor w białym fartuchu przychodzi z dziwnymi rzeczami w rękach, chce dotykać, pukać, robić zastrzyki. Bardzo często dzieci są taką osobą przerażone. Tu pokazujemy, że to wcale nie tak.

Każde dziecko ma swoją ulubioną zabawkę, często wciela się w jej rodzica czy opiekuna. Pomysłodawcy skierowanego do przedszkolaków projektu postanowili wykorzystać tę zależność: do „szpitali” dzieci przyprowadzają jako pacjentów ulubione pluszaki.

– Dziecko przychodzi z misiem jako rodzic, dlatego lepiej to wszystko znosi. Wiadomo, że przyjemniej jest trzymać za rękę osobę, która musi iść do lekarza, niż samemu być na stole operacyjnym – mówi Halszka Kamińska, studentka V roku warszawskiej Akademii Medycznej, koordynatorka projektu.

Od rejestracji do operacji

 

Swoją przygodę ze Szpitalem Pluszowego Misia dzieci zaczynają od poczekalni. Czekają tam na nie studenci Wydziału Pedagogiki UW, którzy organizują czas przed wejściem do gabinetów. Kiedy po młodych pacjentów  przychodzi pani z rejestracji, wszystkie dzieci rzucają się do wyjścia – każdemu spieszy się, by wyleczyć swoją zabawkę.

RTG misia / fot. Jan Ambroziewicz– Dzieci w późniejszym wieku wiedzą już, że misiowi nie bije serduszko, że nie może złamać pluszowej łapki. Natomiast przedszkolaki doskonale się bawią, a w dodatku potrafią się fantastycznie wczuć w rolę – opowiadają o uczuciach swoich zabawek, nieświadomie mówiąc o swoich – mówi Agnieszka, asystentka w Szpitalu Pluszowego Misia. 

 

W rejestracji opiekunowie pluszowych pacjentów podają na jakie dolegliwości cierpią ich zabawki. Na tej podstawie kierowani są do gabinetów, w których ubrani w lekarskie fartuchy studenci przeprowadzają kompleksowe badanie i diagnozują przypadłość.
– Dzieci wymyślają swoim misiom różne problemy: kłopoty z serduszkami, złamane łapki, bolące głowy. Najbardziej skomplikowanym przypadkiem, z którym mieliśmy do czynienia, było złamanie koła i skrzydła samolotu – śmieje się Robert.

Z prawie wszystkimi przypadkami studenci spotkali się już na zajęciach, jednak czasem dzieci zaskakują ich znajomością chorób.

– W zeszłym roku przyszła do nas dziewczynka i oznajmiła, że miś ma szkarlatynę. Zdębiałem, gdyż to w końcu ja miałem stawiać diagnozę, więc zacząłem pytać, czy jest pewna i jakie konkretnie miś ma objawy. Dziewczynka opisała dokładnie symptomy choroby, łącznie z wysypką i przebiegiem gorączki – opowiada jeden z misiowych lekarzy. – Okazało się, że miała mamę lekarkę i z nią ustaliła, co stało się zabawce – śmieje się student.

 

Po postawieniu diagnozy, misie kierowane są na specjalistyczne badania. Lekarze mają do dyspozycji USG, RTG, EKG, badania krwi, kontrolę zębów. Wszystko oczywiście odbywa się z czynnym udziałem dzieci.

– Mamy tu klamerki do bielizny, sznurki. Przedszkolak sam może przypinać aparaturę do kończyn misia, znaleźć jego serduszko, by przyłożyć do niego elektrodę – mówi Agata prowadząca gabinet EKG.

Jeśli przypadłość misia okaże się naprawdę poważna, będzie musiał Niektórzy pacjenci są za duzi by zmieścić się w RTG / fot. Jan Ambroziewiczpoddać się operacji.
– Zwierzaka, którego specjalista zakwalifikował do operacji, kładziemy na stole operacyjnym. Prosimy dzieci, aby nam asystowały – ubieramy je w specjalne fartuchy operacyjne, zakładamy maseczki chirurgiczne na twarze. Potem przystępujemy do przeprowadzania operacji. Znieczulamy misia tak, żeby poszedł spać, opatrujemy łapy, wybudzamy – opowiada Kasia Baumgart. – Oczywiście opiekun misia robi wszystko z nami, tak żeby wiedział, że nic złego podczas takiego zabiegu się nie dzieje – dodaje.

Po opuszczeniu gabinetu zabiegowego każdy pacjent otrzymuje receptę, zalecenia lekarskie oraz książeczkę do kolorowania z radami, co robić, by miś był zdrowy.
– Działa ona tak samo, jak operacja czy badanie: ma pokazać dziecku, że jeśli coś jest dobre dla misia, powinno spróbować tego samo – tłumaczy Ala, studentka z „rejestracji”.

Nauka przez zabawę

– Kształtujemy przyszłe społeczeństwo dorosłych. Jest szansa, że dziecko, które zobaczy tutaj że szpital nie jest zły, już jako dorosły będzie potrafiło przełamać swój opór. Oczywiście jest tu wykorzystana technika dramy, ale przecież dzieci należy uczyć przez zabawę w coś i kogoś – mówi Marcin Frej, student Wydziału Pedagogiki UW.

Główną ideą projektu „Szpital Pluszowego Misia” jest pokazanie dzieciom, że lekarz nie jest straszny, a wizyta w szpitalu nie musi być dramatycznym przeżyciem. Jednak nie tylko dzieci uczą się podczas miniowego projektu.
„Organizatorzy zdają sobie sprawę, jak trudno jest nawiązać dobry kontakt z małym człowiekiem. Z tego powodu w fazie przygotowań projektu zorganizowane będzie szkolenie dla członków pt. Sztuka nawiązywania dobrego kontaktu z dzieckiem” – głosi informacja na stronie internetowej akcji.

 A tak działa EKG / fot. Jan Ambroziewicz

Faktycznie, studenci z niezwykłym zaangażowaniem podeszli do sprawy.

– W życiu nie miałam kontaktu z tak małymi dziećmi, a wiadomo że wykonując zawód lekarza, dość często spotyka się takich pacjentów. Wzięłam udział w programie, żeby sprawdzić, czy będę potrafiła jakoś poradzić sobie z przedszkolakami – przyznaje Kasia.

Jak dzieci oceniają te wysiłki? Na pytanie „czy boicie się lekarza”, dzieciaki chóralnie odpowiadają: „nie!”. Dla członków projektu, to właśnie jest największą nagrodą.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (7):

Sortuj komentarze:

  • Autor usunął profil
  • 30.11.2006 19:15

LOL, To ja chcę :-D Chociaż wafel to się należy tym medykom, którzy organizują Misia.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Aniu, Międzynarodowa Fedaracja Narciarska wpadła na nowy błyskotliwy pomysł. Otóż postanowili wybierać zawodnika dnia (spoza pierwszej piętnastki) i w nagrodę dawać mu jakąś kasę i kilkukilogramowy WAFEL. Jak to usłyszałam uznałam, że wafel jest doprawdy nagrodą najwyższej próby. :)

Komentarz został ukrytyrozwiń

rozczulające dosłownie, oczywistka że "+"

Komentarz został ukrytyrozwiń

Hahaha, na wafla. Co Ty Aniu, skoków nie oglądasz?:D Moniko tłumacz się! Świetny artykuł +

Komentarz został ukrytyrozwiń
  • Autor usunął profil
  • 29.11.2006 21:37

Na co?!

Komentarz został ukrytyrozwiń

Projekt wart opisania. I oczywiście dobry tekst.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Kapitalny pomysł i kapitalny artykuł. Zdecydowanie zasłużyłaś na wafla :)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.