Facebook Google+ Twitter

Szpitalny Oddział Ratunkowy im. Stanisława Barei

Szpitalny Odział Ratunkowy im. Stanisława Barei na warszawskich Bielanach... Niesamowite miejsce, niesamowici ludzie. Czas zatrzymał się tutaj w latach 70.



Przed gabinetem obowiązywał trudny do zinterpretowania system kastowy. Kastą uprzywilejowaną byli pacjenci zapisani na ten konkretny dzień. To oni wpuszczani byli w pierwszej kolejności. Ci którzy przyszli tu po pomoc, ale nie kwalifikowali się na szpitalny oddział ratunkowy, bądź tak jak ja są tu bo zostali przez kogoś skierowani, stanowili kastę „ nieprzyjemnej i niepożądanej konieczności”. – Jest ktoś zapisany – zapytała pielęgniarka przez uchylone drzwi. Zgłosiły się dwie osoby, które zostały kolejno przyjęte.- Teraz powinno szybko pójść - pomyślałem. Jednak nie poszło, ponieważ po przyjęciu pacjentów planowych, drzwi gabinetu nie otworzyły się przez następną godzinę. Przez ten czas przyszło kilka osób z uprzywilejowanej kasty i po raz kolejny one weszły, a nam kazano cierpliwie czekać.

W końcu przyszła kolej na jednego z nas. Do „piątki” wszedł chłopak, który był przede mną. Wyszedł po 30 sekundach z jakąś kartką i udał się do rejestracji. Wrócił po pół godziny. Zapytałem czy już wszystko załatwił, na co on z rezygnacją wyjaśnił, że najpierw trzeba czekać na karteczkę, z nią pójść do rejestracji i dopiero po tym nastąpi właściwa wizyta. Była już 12 a ja jeszcze nie miałem karteczki. Pielęgniarka, gdy zapytałem ją czy ja też mógłbym już dostać taką karteczkę i że ze mną pójdzie szybko, bo chcę tylko zwolnienie, ostudziła mnie zwyczajowym – trzeba czekać.
Czekałem przez następną godzinę, aż dostałem „dziką kartę”.

Z rejestracją uporałem się nadspodziewanie szybko. W końcu przyszła moja kolej. O 13.30 drzwi gabinetu nr 5 otworzyły się dla mnie. Wszedłem, powiedziałem dzień dobry, które doktor odwzajemnił – proszę siadać. W milczeniu przejrzał moją kartę. Również milczałem mając świadomość doniosłości chwili. W końcu to nie jest byle kto, to lekarz, po studiach. Pięć i pół godziny czekałem, by sen się ziścił. W końcu się przełamałem i podjąłem ryzyko, przerywając milczenie. – Ja przyszedłem tylko po zwolnienie. – Mhhhhm.

Ma pan ze sobą dokumenty ?– Tak proszę. –Nie wystawię panu zwolnienia. Ta RMUA jest nieważna. – Ale to jest najświeższa jaką mam. – Tak, ale ona jest nie ważna. Nie liczy się data wystawienia, tylko data raportu. Data wystawienia może być nawet z wczoraj. – Dobrze nawet jeśli jest nieważna, to ma pan tu dane do wystawienia zwolnienia. Chyba muszę być ubezpieczony skoro potrzebuję zwolnienia? – Proszę pana to jest czek na pieniądze, ja panu nie wystawię zwolnienia. – Ale tych pieniędzy przecież mi nikt nie wypłaci jeśli, tak jak pan zakłada, nigdzie nie pracuję. Gdybym był bezrobotny to co miałbym z tym zwolnieniem robić? – No tak ma pan racje, ale ja nie będę z panem dyskutował. Znów miałem wrażenie, że już to gdzieś słyszałem. Już wiem – Proszę pana nie ma takiego miasta Londyn. Jest Lądek…

I tak wyszedłem, bez do widzenia, po 5,5 godzinach oczekiwania na zielony czek na pieniądze, którego nie dane mi było dostać, bo lekarz swoim czujnym okiem dostrzegł we mnie potencjalnego defraudanta – To pijak i złodziej, bo każdy pijak to złodziej... Opuściłem szpital, poprawiając sobie humor konkluzją – to był taki cham, że na pewno szczy do umywalki, bo mu się nie chce wychodzić do łazienki…
Zarejestruj się i napisz artykuł
Znajdź nas na Google+

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (8):

Sortuj komentarze:

Nie wychodził...całymi godzinami..... umywalka jak nic.... "Ruchy frykcyjne" myśli Pan, że te przerwy - 10 min na pacjenta i 50 min odpoczynku, poswięcali na tego typu aktywność? Nie wiem, nie widziałem ale gdybym zaobserwował, to ma Pan rację nie omieszkałbym tego obśmiać. Jesli chodzi o egocentryzm, to faktycznie niektórym ludziom się wydaje, że pacjenci dla personelu szpitala, są jedynym powodem dla którego medycy tam siedzą, być może niesłusznie...

Komentarz został ukrytyrozwiń

Z artykułem dyskutować się nie da, bo wydaje się, że jest jeszcze gorzej, niż powierzchownie przedstawił to autor.
Cała ta opowieść to indywidualne spostrzeżenia, mówiące raczej bardzo dużo o sposobie myślenia człowieka cierpiącego, wokół którego przecież cały świat powinien się kręcić... W dodatku, relacja napisana jest w takiej konwencji, że nawet ruchy frykcyjne byłyby obśmiane, jako szalenie bezsensowne.
Ostatnie zdanie tekstu wyraźnie zresztą podkreśla, że zawsze "coś" będzie nie tak. Bo gdyby ten "cham" nie szczał do umywalki, tylko wyszedł do ubikacji tuż przed wejściem do gabinetu wielce Szanownego Autora, to i tak w jego głowie NA PEWNO pojawiłaby się za nim wiącha w stylu: "a gdzie ten s...n jeszcze lezie, zamiast mnie przyjmować?"

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dobrze już dobrze.. Zdrowia życzę wszystkim...:)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Po godzinie 19 -ej pacjentów załatwiają dyżurne przyszpitalne poradnie chirurgiczne .
Poza tym , opisywanie pracowników w/w szpitala w sposób obraźliwy , ironizujący ich wygląd jest niegodziwy . Po L-4 mógł Pan iść z opisem urazu do rodzinnego.
albo Pan przerysował albo szpital ma problemy z organizacją pracy .

Komentarz został ukrytyrozwiń

Na tenże szpitalny oddział ratunkowy skierował mnie właśnie lekarz z przychodni w której nie mogli załatwić tak drobnej sprawy jak złamanie, poza tym przychodnie są czynne w określonych godzinach a nie każdemu uda się zaplanować drobny wypadek np 7 - 19. Po 19 lepiej nic sobie nie łamać....

Komentarz został ukrytyrozwiń

Oddział ratunkowy jak sama nazwa wskazuje służy ciężkim przypadkom . Urazy drobne załatwiają przychodnie .
Pacjenci jednak tego nie przestrzegają a lekarz nie może pacjenta odesłać . Bywa " segregacja " pacjentów kto może poczekać kto ma być przyjęty zaraz .Jeszcze w międzyczasie karetki przywożą chorych wymagających natychmiastowej pomocy.




.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Warto przypomnieć najistotniejszą reformę zdrowia obecnego gabinetu - dwukrotne podniesienie zarobków lekarzy. Cały wzrost przychodów służby zdrowia został od razu skonsumowany. Dola połamańców nie ma dla lekarza i służby zdrowia żadnego znaczenia. Świadczą o tym wydłużające się kolejki, niepracujący efektywnie drogi sprzęt i przedmiotowe traktowanie autora przez osoby zatrudnione w służbie zdrowia i przez Służbę Zdrowia. Bareja tego szczęśliwie nie dostrzega - bo zmarł gdy jeszcze mogliśmy się wszyscy pośmiać. A jego następcy? Z pewnością są chętni, lecz cenzura nie umożliwia. Kiedyś po prostu jej nie było.

Komentarz został ukrytyrozwiń

I grustno, i straszno - chciałoby się sparafrazować klasyka... Nic dodać, nic ująć, rzeczywistość szpitalno-przychodniana pokazana w całej "krasie"!

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2018 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.