Facebook Google+ Twitter

Szpitalny Oddział Ratunkowy im. Stanisława Barei

Szpitalny Odział Ratunkowy im. Stanisława Barei na warszawskich Bielanach... Niesamowite miejsce, niesamowici ludzie. Czas zatrzymał się tutaj w latach 70.

 / Fot. .Przy wejściu trzeba ustawić się w długiej kolejce, która już daje przedsmak tamtych czasów. Jeden pacjent ma złamaną nogę, ktoś inny rękę, jeszcze inny rozbitą głowę. Każdy przerażony i spocony jak pies w chińskiej knajpie. Panie recepcjonistki zdają się nie przejmować natłokiem interesantów i wykonują swe obowiązki w zwyczajowym tempie. Co jakiś czas przez głośnik nawołuje się kolejnych pacjentów.

Głos brzmi znajomo i ma się wrażenie, że za chwilę zostanie wywołany „ passenger Stanisław Paluch”, ale nie, tym razem komunikat dotyczył overbookingu: "Uwaga, uwaga, w dniu dzisiejszym szpitalny odział ratunkowy jest przepełniony".

 / Fot. Hiuppo, CC3.0Zrodziło to pewne obawy, że za moment ci, których nazwiska zaczynają się na "k" i dalej zostaną zaproszeni jutro. Na szczęście oznajmiono tylko, że okres oczekiwania wydłużył się do 4 godzin. Ok mogę poczekać, tylko co ma powiedzieć ten, który stoi i czeka ze złamaną nogą, albo gość z rozciętą głową i to tak, że spoglądając na niego ma się wrażenie, że ktoś przed chwilą próbował go oskalpować. Przez cały czas miałem wrażenie, że mu skalp spadnie na tę ubłoconą podłogę.

Co chwilę ktoś prosi o przyspieszenie obsługi. Jakaś kobieta ostentacyjnie opuściła kolejkę i powiedziała, że jedzie do Bródnowskiego, tam podobno jest luźniej. Sam się nad tym zacząłem zastanawiać, ponieważ perspektywa spędzenia tu najbliższych 4 godzin nie napawała optymizmem, a i tak Bielański czy Bródnowski maja po tyle samo gwiazdek. Ktoś inny z oburzeniem wydarł się na "panienkę z okienka: To jakiś absurd! Na co delikatnie podenerwowana recepcjonistka odparła – Przecież ja panią nie uderzyłam, to co pani na mnie tutaj krzyczy.

Za chwilę podchodzi inna kobieta, łamiąc święte prawo kolejkowej kolejności. "Halo proszę pani, jesteśmy tu od dwóch godzin, a od pięciu minut z mężem nie ma już kontaktu. – Ale co ja mogę pani zrobić? – odparowała dzielnie pani z recepcji. Martwiłem się tylko żeby ten facet nie umarł zanim uda mi się wejść. Kiedy mnie wywołano, gość leżał na stoliku jakby „przybił gwoździa”.

Drzwi się otworzyły i wąsaty anioł w okularach w stroju pielęgniarki, prowadzi mnie do miejsca, gdzie zostanie mi udzielona pomoc. Dotarłem przed gabinet. Kazano mi poczekać. Kiedy wszedłem do środka, mym oczom ukazał się szaman i jego pomocnik. Byłem już po konsultacjach z innym lekarzem, który po obejrzeniu zdjęć rentgenowskich powiedział, że konieczna jest repozycja i w Bielańskim zapewne mi to zrobią. Mój przypadek okazał się prostszy niż myślałem, bo bielański
lekarz, po zamknięciu Onetu i obejrzeniu na monitorze zdjęć powiedział, że tego nie trzeba nastawiać, a nawet jeśli trzeba to chyba i tak się raczej nie da. Nie powiem, że byłem jakoś zmartwiony, bo skoro oni leczą, to nastawiać musi Ogr z Behemotem, gdzieś w podziemnych, może w lochu.

Poszedłem do gipsowni gdzie chłopak, którego twarz znałem z portretów pamięciowych, z niebywałą wprawą, w pośpiechu założył mi gips. Po zdjęciu służbowego fartucha musi na siebie wkładać dres, przy niedzieli w zestawie z tureckim swetrem. Nie może być inaczej. Wyobraźnia podpowiadała mi, że w zawodówce chodził w klapkach ZICO, a zamiast plecaka nosił sportową torbę.

Stamtąd skierowano mnie na zdjęcie mające ostatecznie określić czy moja ręka licuje z nowym elementem garderoby mad in Dolina Nidy. Szaman znów musiał zamknąć Onet, by rzucić okiem na fragment mojego szkieletu. Byłem już właściwie wolny. Wspomniałem o zwolnieniu, ale pomysł nie był dobry. Wydawało się że obraziłem tym lekarza. Nie miałem ze sobą druku RMUA, a każdy kto pyta o zwolnienie musi to mieć. Polecono mi przyjść na drugi dzień.

Nazajutrz od samego rana personel szpitalny zdawał się celowo podsycać dramaturgię. Najpierw pani recepcjonistka powiedziała mi, że lekarz nie może mi wystawić zwolnienia z wsteczną datą. Słyszałem jednak o przypadkach gdzie takowe „ustępstwa” się zdarzały, przez co uparcie prosiłem o umożliwienie mi kontaktu z jakimś doktorem.

Skierowano mnie do poradni przyszpitalnej, gdzie być może jest ktoś, kto zna kogoś, kto może takie coś załatwić. Rzeczywiście tamtejsza recepcjonistka takową wiedzę posiadała. Może nie były to informacje precyzyjne, ale już miałem jakiś trop. Były nim gabinety 3 albo 5. Drogą eliminacji dotarłem pod właściwy adres – gabinet nr 5. Przy drzwiach widniała tabliczka określającą zasługi i osiągnięcia Jego Magnificencji, u której zaszczytu audiencji być może dostąpię. Okazało się, że wcale nie jest to takie oczywiste.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (8):

Sortuj komentarze:

Nie wychodził...całymi godzinami..... umywalka jak nic.... "Ruchy frykcyjne" myśli Pan, że te przerwy - 10 min na pacjenta i 50 min odpoczynku, poswięcali na tego typu aktywność? Nie wiem, nie widziałem ale gdybym zaobserwował, to ma Pan rację nie omieszkałbym tego obśmiać. Jesli chodzi o egocentryzm, to faktycznie niektórym ludziom się wydaje, że pacjenci dla personelu szpitala, są jedynym powodem dla którego medycy tam siedzą, być może niesłusznie...

Komentarz został ukrytyrozwiń

Z artykułem dyskutować się nie da, bo wydaje się, że jest jeszcze gorzej, niż powierzchownie przedstawił to autor.
Cała ta opowieść to indywidualne spostrzeżenia, mówiące raczej bardzo dużo o sposobie myślenia człowieka cierpiącego, wokół którego przecież cały świat powinien się kręcić... W dodatku, relacja napisana jest w takiej konwencji, że nawet ruchy frykcyjne byłyby obśmiane, jako szalenie bezsensowne.
Ostatnie zdanie tekstu wyraźnie zresztą podkreśla, że zawsze "coś" będzie nie tak. Bo gdyby ten "cham" nie szczał do umywalki, tylko wyszedł do ubikacji tuż przed wejściem do gabinetu wielce Szanownego Autora, to i tak w jego głowie NA PEWNO pojawiłaby się za nim wiącha w stylu: "a gdzie ten s...n jeszcze lezie, zamiast mnie przyjmować?"

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dobrze już dobrze.. Zdrowia życzę wszystkim...:)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Po godzinie 19 -ej pacjentów załatwiają dyżurne przyszpitalne poradnie chirurgiczne .
Poza tym , opisywanie pracowników w/w szpitala w sposób obraźliwy , ironizujący ich wygląd jest niegodziwy . Po L-4 mógł Pan iść z opisem urazu do rodzinnego.
albo Pan przerysował albo szpital ma problemy z organizacją pracy .

Komentarz został ukrytyrozwiń

Na tenże szpitalny oddział ratunkowy skierował mnie właśnie lekarz z przychodni w której nie mogli załatwić tak drobnej sprawy jak złamanie, poza tym przychodnie są czynne w określonych godzinach a nie każdemu uda się zaplanować drobny wypadek np 7 - 19. Po 19 lepiej nic sobie nie łamać....

Komentarz został ukrytyrozwiń

Oddział ratunkowy jak sama nazwa wskazuje służy ciężkim przypadkom . Urazy drobne załatwiają przychodnie .
Pacjenci jednak tego nie przestrzegają a lekarz nie może pacjenta odesłać . Bywa " segregacja " pacjentów kto może poczekać kto ma być przyjęty zaraz .Jeszcze w międzyczasie karetki przywożą chorych wymagających natychmiastowej pomocy.




.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Warto przypomnieć najistotniejszą reformę zdrowia obecnego gabinetu - dwukrotne podniesienie zarobków lekarzy. Cały wzrost przychodów służby zdrowia został od razu skonsumowany. Dola połamańców nie ma dla lekarza i służby zdrowia żadnego znaczenia. Świadczą o tym wydłużające się kolejki, niepracujący efektywnie drogi sprzęt i przedmiotowe traktowanie autora przez osoby zatrudnione w służbie zdrowia i przez Służbę Zdrowia. Bareja tego szczęśliwie nie dostrzega - bo zmarł gdy jeszcze mogliśmy się wszyscy pośmiać. A jego następcy? Z pewnością są chętni, lecz cenzura nie umożliwia. Kiedyś po prostu jej nie było.

Komentarz został ukrytyrozwiń

I grustno, i straszno - chciałoby się sparafrazować klasyka... Nic dodać, nic ująć, rzeczywistość szpitalno-przychodniana pokazana w całej "krasie"!

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.