Facebook Google+ Twitter

Sztafeta zabijania czyli uśmiercanie ludzi od zarania dziejów

A dlaczego nie "sztafeta zbrodni"? Ponieważ miliony istnień ludzkich zostały "posłane do lepszego świata" z przyzwoleniem Boga (za karę?), wszak wszelka władza od Niego pochodzi, więc zabijanie w Jego imieniu trudno nazywać zbrodnią.

 / Fot. By Paul-Emile Boutigny [Public domain], via Wikimedia CommonsHistorycy wojen i wojskowości dobrze wiedzą, że życie ludzkie miało tylko taką wartość, na ile dany człowiek mógł przydać się w realizacji planów władcy czy rządzących dowódców. Pozostali ludzie nie stanowili żadnej wartości. Niekiedy było wręcz przeciwnie - stanowili balast, którego należało się pozbyć, choćby tylko dlatego, że byli świadkami jakiegoś wydarzenia.

Człowiek rozumny, skonstruowany podobno na obraz i podobieństwo swojego Stwórcy, trwonił i trwoni ogromną część wiedzy i energii na obmyślanie i usprawnianie procesu zabijania innego człowieka. Konstruował najwymyślniejsze machiny do zadawania mu bólu i unicestwiania. Takich zachowań wśród zwierząt raczej się nie spotyka, chociaż ból i cierpienie jest wpisane w naturze, jako coś powszechnego. Ale tak naprawdę nikt nie wie dlaczego tak jest? Czyżby to była jakaś kara zbiorowa nałożona na świat za grzechy człowieka?

A może ten pozaczłowieczy świat również naraził się czymś Bogu? Dlatego np. drapieżniki żywcem rozszarpują swoje ofiary, które nie zdążyły jeszcze zakończyć żywota. Czyżby to nie bolało?

Pan Jezus podobno powiedział do Piłata, swojego oprawcy, iż każda władza pochodzi od Boga. Zatem, według chrześcijan, władza wszelaka dostała legitymizację swoich poczynań i trudno nazywać wtedy zbrodnią legalnie wykonywane uśmiercenia milionów ludzi skazanych za "coś tam" przez ową władzę.

Świat funkcjonuje od tysięcy lat jednak według innych zasad, bo "niezabijania" nie widać ani dzisiaj, ani w przeszłości i prawdopodobnie tak będzie również w przyszłości, a przewidywania te graniczą prawie z pewnością.

Ciekawe, że w zamierzchłych czasach, nie wiadomo dlaczego zwanych biblijnymi, gdy człowiek nie stosował się jeszcze również do innych praw nadanych przez Boga, wtedy On ingerował i zaprowadzał "nowy porządek" (zniszczenie Sodomy i Gomory, potop), który praktycznie później niczym nie różnił się od dotychczasowego.

Dlaczego obserwujemy taki wielki brak skuteczności Wszechmogącego?

W teologicznych rozważaniach odnajdziemy, że człowiek otrzymał od Boga wolną wolę, że do tego dochodzi jeszcze działalność Szatana i stąd taki ciągły brak ładu Bożego na świecie... Ale czy jest to dostateczne wytłumaczenie tej niemocy, nieskuteczności i niedorzeczności?

Dzisiaj nadal mówi się o nadchodzącym "nowym porządku", ale jest to już raczej określenie z wydźwiękiem pejoratywnym, sugerującym, że to jakieś siły nieczyste mają wprowadzić na świecie jedną superreligię i superrząd, a Bóg na razie tylko temu się przygląda...

Refleksja końcowa

W czasach mojej licealnej edukacji wydawało mi się, że po okropieństwach obu wojen światowych, nigdy i nigdzie na świecie nie dojdzie już do ludobójstwa. Okazało się, że to była tylko moja młodzieńcza naiwność. Konstrukcja "boskiej" rozumnej istoty, która dumnie nazywa siebie panem świata, niestety nic się nie zmieniła. Wystarczy kilka tzw. zbiegów okoliczności i znów może zostać uruchomiony instynkt zabijania "wroga" przez współczesnych ludzi.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (23):

Sortuj komentarze:

Fanatyzm religijny zawsze był i będzie przyczyną wszelkich wojen.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Ten tekst napisałem miesiąc temu. Gdy zabijano Jamesa Foleya, to który bóg nadzorował tę zbrodnię? Przecież to w imię Allaha go pozbawiono życia, to chyba nie zbrodnia? Jeden z komentujących na W24 użytkowników napisał, że... "po prostu miał pecha"... Istotnie, gdyby urodził się w kręgu Allaha, to może by żył. Ale czy to takie ważne żeby zaprzątać sobie głowę takimi drobiazgami? Martwy czy żywy/ przecież ten drugi stan jest bardziej trwały... Zresztą rodzice Foleya powiedzieli, że on jest już w niebie. Nie powiedzieli tylko w którym... bo jako niewierny, to chyba tam nie poszedł... No właśnie. Czy on jest męczennikiem? Co to w ogóle znaczy? Chrześcijanie i islamiści używają tego pojęcia, ale każdy inaczej to "męczeństwo" pojmuje. I to jest cała wiara! Jest o co się bić! Zwłaszcza taki incydent pięknie pokazuje ile warte jest życie dla wierzących.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Zatem nil novi sub sole...sicut erat in principio et nunc et semper et in saecula saeculorum.

Komentarz został ukrytyrozwiń

jeśli się nawrócą przed swym zgonem

Rzecz jasna chodzi o: jeśli się nie nawrócą przed swym zgonem

Człowiekiem jestem - śmiertelnym i niedoskonałym, który nie pokłada nadziei w swoich własnych zasługach, a tylko w zasługach i niewinnej męce Pana Jezusa Chrystusa!

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jako ortodoksyjny protestant starej daty (brzydzę się błędami tych, co rujnują i ośmieszają dzieło Reformacji) odpowiem tak: Pan Bóg nasz straszny jest i chce, aby się go bano! On karze winy ojców na synach w trzecim i czwartym pokoleniu tych, którzy go nienawidzą, ale czyni miłosierdzie do tysięcznego pokolenia tych, którzy przestrzegają przykazania Jego. Dla kogóż jednak jest starszyn? Tylko dla zapamiętałych w grzechach (zwłascza dla tych, co nadużywają imienia Jego i dopuszczają się służby wizerunkom) i nie odczuwających skruchy.

Tak, na złych i niepobożnych albo na wzór faryzeuszów postępujących ludzi czekają sądy i kaźnie Boże! Trzeba to sobie wyraźnie powiedzieć, zamiast odurzać się jakąś cukierkową nową ewangelizacją: bezbożników, morderców, bluźnierców, cudzołożników, mężołożników, amatorów chłopcołóstwa, złodziejów, pijaków czyli bałwochwalców, jeśli się nawrócą przed swym zgonem, czekają wieczne męki w piekle. Bez tego nie byłoby Bożej sprawiedliwości. Zarazem jednak wszystkim żałującym za grzechy i pragnącym poprawy, choćby ich grzechy były tak czarne jak czeluść piekielna, obiecane jest wybawienie przez Jezusa Chrystusa, który jedyny jest godzien być pośrednikiem między Bogiem Ojcem a ludźmi. Bez tego nie byłoby Bożego miłosierdzia. Zarazem jednak życie doczesne jest marnością i nie wolno nam żądać od Boga, by czynił stale cuda, aby ludzie go nie utracili. Muszą je utracić, by ich dusze mogły powrócić do domu Ojca albo doznawać sprawiedliwej kary w piekle. na tym polega celowość cierpienia. Bez tego upadłby ład odwieczny, a bez wiary w to upada ład doczesny, a wraz z nim choćby jako taka uczciwość i sprawiedliwość na tym świecie.

Wiem, że to twarda nauka i że (jeśli Bóg nie zechce Cię jakoś oświecić; a kieruję to do wszystkich czytających te słowa ateuszów) jej nie przyjmiesz. Jestem jednak przekonany, że oddaje istotę losu człowieka wobec spraw ostatecznych lepiej aniżeli nauczanie papieży, przerzucające się w ciągu wieków z jednej skrajności (sprawiedliwość, zresztą dość opacznie rozumiana, bez miłosierdzia dawniej; nadmiernie szerokie pojmowanie miłosierdzia Bożego obecnie) do drugiej. Po prostu trzeba wybrać; albo uznanie władzy Boga nad światem i nad czasem albo jej odrzucenie. Albo uznanie własnej znikomości i zgięcie karku przed Tym co nad nami albo skazanie się na piekło, a następnie unicestwienie wraz z duszą i ciałem w towarzystwie wszyskich złych duchów, które zbuntowały się przeciw Ojcu Przedwiecznemu i które namawiają do tego samego ludzi, zazdroszcząc im przebaczenia i wolności jaką tylko ludzie mają w Jezusie Chrystusie. Wybieraj! Bo kiedy wpadniesz w stanie pozbawienia łaski w ręce Boga żywego przeklniesz dzień w którym się narodziłeś i pożałujesz, że nie byłeś mrówką. którą ktoś butem rozdeptał. Nikt za Ciebie tego wyboru nie dokona, a zmuszanie ludzi, by czcili Boga swymi ustami zamiast przekonywania ich, by wyryli Jego obraz w swym sercu, jest wielkim grzechem i budowaniem zamków na piasku.

Komentarz został ukrytyrozwiń

"Efekt końcowy niestety jest ten sam."

Właśnie, cały czas o tym mówię. Czy w majestacie prawa bożego, sprawiedliwie, humanitarnie czy bestialsko - uśmiercanie człowieka jest takie same w każdym przypadku - nie daje drugiej szansy na życie tu i teraz. I może mi ktoś opowiadać godzinami, że to człowiek przez wolną wolę wyłamuje się spod tej bożej moralności, a miliony niewinnych istnień idzie do utylizacji za - jeżeli nie zgodą - to przynajmniej wiedzą Najwyższego.

Czyż efekt końcowy nie jest ten sam?

Komentarz został ukrytyrozwiń

Miałem ostatnio kazję oglądać niezwykle piękny - patriotyczny, azrazem humanistyczny film niemiecki: The Red Baron - o życiu i walce Manfreda von Richthofena, najwybitniejszego pilota myśliwskiego wzsytskich czasów. W pewnej chwili wywiąuje się dyskusja między nim a cesarzem Wilhelmem II. Na uwagą, że ta wojna pochłonęła już zbyt wiele istnień ludzkich i trzeba ją wreszcie zakończyć, urażony Wilhelm odpowiada: "Moi żołnierze nie zabijają ludzi. Moi żołnierze niszczą moich wrogśw." Pada na to cięta riposta rozmówcy cesarza: "Efekt końcowy niestety jest ten sam."

Obecnie, patrząc na tragedią sąsiadującego z nami państwa dowiaduję się o słowach Poroszenki: Moi żołnierze nie zabijają przypadkowych ludzi. Moi żołnierze likwidują terrorystów. Co łączy obu tych wielkich panów? Nie zaznali biedy, nędzy, głodu, strachu, bólu i upokorzenia, więc łatwo im obdzielać tym wszystkim hojną ręką swoich bliźnich. Łączy ich z pewnością jeszcze jedno: żaden z nich dwóch nie przyjął jako swego osobistego Zbawiciela i nie zrozumiał Pana Jezusa Chrystusa. Jestem o tym głęboko przekonany.

Komentarz został ukrytyrozwiń

A zatem wracając do tytułu felietonu, czyli do kwestii zabijania bądź uśmiercania ludzi - jak kto woli, efekt jest ten sam - ludzkość ma to wpisane jak i wszystko inne w swój życiorys.
Podlegamy tym samym prawom co cała fauna, a że jesteśmy ostatnim ogniwem łańcucha pokarmowego i nie ma kto nas z pożytkiem dla siebie zjeść (czytaj: przetrzebić), to najwyraźniej Stwórca zaprogramował u nas jeszcze jedną unikalną w cechę - pęd do samounicestwienia. Samobójstwa są już tego symptomem, a wzrost agresji i fenomen co jakiś czas pojawiającej się nienawiści człowieka do człowieka finalizuje sprawę nagłymi wybuchami krwawych jatek liczonych już w dziesiątkach tysięcy ludzkich istnień.
A czasem nawet jeszcze więcej.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Pani Grażyno, nie zamienię jednej bajeczki na drugą. Zdaję sobie sprawę, że jest to użyteczne dla wszelkiej władzy, więc taka czy inna musi funkcjonować.

Darek Szcecina w pierwszym komentarzu wspomniał, że zbrodnia ciągnie się od drugiego pokolenia, czyli praktycznie od początku ludzkości, gdyby przyjąć tę konwencję.

Zbrodnia i zabójstwa są więc normalnością od samego początku nadania moralności człowiekowi przez Stwórcę, jego moralności, który na lewo i prawo karał śmiercią. Nawet już Adamowi i Ewie powiedział, że umrą, gdy złamią jego zakaz i spożyją owoc "z drzewa poznania dobra i zła". Pomijając, że jest to niezmiernie ciekawe.... (Adam z Ewą dotychczas nie znali (?) więc pojęć "dobra i zła" i skąd mieli wiedzieć, rozumieć co znaczy w ogóle "umrzeć").

Bóg jawi się w Starym Testamencie jako wyjątkowy mściwy i okrutny Byt (zabójstwa, zamienianie w słup soli, palenie ogniem i siarką, pozbawianie płodności kobiet, etc.), nie panujący tak naprawdę nad swoim dziełem. Do tego dzieła - czy tego chcemy czy nie - z Księgi Rodzaju wynika, że zło zalicza się również.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Errata: Ostatnie zdanie bez sensu, dlatego zamieniam na: Mnie bardziej fascynują Anunnaki.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.