Facebook Google+ Twitter

"Sztuczki" na otwarcie Warszawskiego Festiwalu Filmowego

„Sztuczki” Jakimowskiego otworzyły w tym roku Warszawski Festiwal Filmowy. Mimo tego wyróżnienia, sądzę, że będą miały niezłą przeprawę.

A to dlatego, że są filmem polskim, a te zawsze mają do tyłu (chyba że to superprodukcje komediowe). W dodatku przy okazji międzynarodowych festiwali publiczność zawsze oblega seanse z mniej znanych krajów (np. państw bałkańskich), czyli korzysta z jedynej nadarzającej się okazji. Polskie produkcie mają szansę obronić się tylko w jednym wypadku – reżyserem musi być postać pomnikowa (chociażby Stuhr). Jakimowski oczywiście nią nie jest. Może dlatego dziś rano sala nie była wypełniona po brzegi. Śpiochy niech żałują!

„Sztuczki” opowiadają historię chłopca próbującego zaczarować los. Wszystkie jego czynności i sztuczki mają tylko jeden cel: powrót ojca, który odszedł do kochanki. W przekupywaniu losu pomaga mu starsza siostra.

Reżyser, co prawda, porusza trudny temat, ale nie czyni tego z patosem. I chwała mu za to, bo to właśnie patos i smutek odstraszają widzów od ambitnych polskich filmów! Jakimowski nie koncentruje się tylko i wyłącznie na tęsknocie. Opowiada też o samym dzieciństwie. Jest to przepięknie sfilmowana historia zwykłego chłopca, który wychowuje się w małej, monotonnej miejscowości. Obserwujemy bohaterów wciąż w tych samych miejscach, przy powtarzających się czynnościach. Nawet zabawa nabiera w ten sposób rytualnego charakteru. I tu pojawia się wątek magiczny. W ten oto sposób Jakimowski przełamał pewną, wydaje się konieczną, zależność: mała miejscowość to nuda i beznadzieja. Otóż nie. Małemu dziecku wcale nie potrzeba lunaparku, wystarczą dwa patyki, trochę marzeń i wiara, że kiedyś uda się je spełnić.

Początkowo zaklinanie losu przez Stefka traktujemy jako sposób na spędzenie czasu i zajęcie myśli. W miarę rozwoju wypadków nasze pobłażanie gaśnie i zaczynamy mu kibicować. Tak, kibicować, a nie litować. Oczywiście, zachowujemy dystans. W tym też pomaga nam reżyser. Jego ironia i humor są, powiedziałabym, jedną z największych zalet filmu. To przednia komedia!

Aktorzy, mimo pewnych niedociągnięć, raczej stanęli na wysokości zadania. Czasami jakaś minka, spojrzenie powodują, że się uśmiechamy. Najlepsze są jednak dialogi. Do tego, wspomniane już, zdjęcia i... scenariusz.

Zapewniam, że „Sztuczki”, mimo że polskie, mogą śmiało konkurować z Bałkanami czy innymi ciekawymi krajami. Film warto zobaczyć, choćby po to by poprawić sobie humor. Jest ambitny, ale równocześnie lekki i przyjemny. Takich produkcji nam trzeba, szczególnie w te jesienne dni...

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (1):

Sortuj komentarze:

Uczęszczając do technikum, mieszkałem w internacie. Dwa razy w tygodniu chodziłem do kina. Inni jak byli raz w miesiącu to było wielkie osiągnięcie. Miałem dar przekonywania że dla prawidłowego rozwoju jest mi potrzebne oglądanie filmów.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.