Facebook Google+ Twitter

Sztuka patrzenia

Było to pół wieku temu w Krakowie. Wtedy jeszcze to, co pozostało z dawnego, bratało się z tym, co nowoczesne. I tak dla przykładu w Krakowie, w okolicy ul. Kazimierza Wielkiego, istniały jeszcze wiejskie zabudowania, a ich dachy kryte były strzechami. Takich wiejskich zabytków w tej części Krakowa można było doliczyć się aż pięciu, a były one dziwnie wplecione w nowoczesną zabudowę.

RysunekTak złożyło się, że któregoś dnia prof. Karol Estreicher poprosił piszącego to, by pojechał z nim w te rejony i wykonał jakiś rysunek, na którym prof. Karolowi bardzo wtedy zależało. Była to ulica Grottgera. Był tam strumień, a na jego brzegu właśnie wzrastały młode trzciny. Ponad nimi stała klasyczna, kryta strzechą, stodoła, a przy niej trwał ozdobny krzyż. Estreicher wyszedł z samochodu. Był początek maja, ale profesor ubrany był w kożuszek. Na głowie miał kaszkiet – jego bardzo niecodzienne i osobliwe nakrycie głowy.

Pamiętam doskonale, jak stał przy swoim samochodzie i patrząc na mnie mówił: – Słuchajże no! Oto zjawisko architektoniczne, stanowiące hołd dla dawnej polskiej architektury. Mój ojciec opowiadał mi, że w mnogości technik strzecha stanowiła technikę szczególną. Co wiesz o strzesze?

Zaskoczony zacząłem mówić. – Strzecha powinna być wykonana ze słomy żytniej i to ze zboża ozimego. – A ty skąd to wiesz? – przerwał Estreicher. Skąd wiem? Zacząłem mu opowiadać, jak kiedyś poznałem „mistrza słomianego”, który mi wiele przekazał. Stary człowiek na Lubelszczyźnie wymieniał strzechy na domach i stodołach. Zamilkłem jednak szybko. Estreicher niezbyt lubił, by ktoś wiedział coś lepiej od niego. – Bo widzisz, ja jeszcze odniosę się do swego ojca i Stasia Wyspiańskiego. Patrzysz na stodołę stojącą nad wodą. Kochany, o tym fragmencie Krakowa można by poemat napisać. Tu nowoczesne wille, asfaltowa droga, a tu stodoła. Budowla pękata, pojemna, kryta strzechą. Zaraz, zaraz, posłuchaj, w Krakowie kiedyś istniało porzekadło. „Wtedy w mieście będzie dobrze, gdy kościół Mariacki będzie pokryty słomą”.

Wtedy zauważyłem, że nie jesteśmy sami. Jacyś ludzie zjawili się obok. I nie wiem, jak jeden z nich powiedział: – Panie, to moja stodoła! Estreicher natychmiast przeszedł na ton naukowy, pokazując tamtemu, że nic więcej od jego stodoły nie chcemy. Zwracając się do mnie mówił: – Kształcisz architektów. Popatrz, jakaż staropolska stodoła. Zrób coś z tym – a właściwie zróbmy razem. Niech Kraków coś ma.

I tak rozpoczął się jeden z dyplomów na krakowskim wydziale architektury, wykonanych pod moim kierunkiem. Prof. Karol sekundował przedsięwzięciu. Był nawet koreferentem. Wyobraźcie sobie, pośród różnych tematów skrajnie nowoczesnych fabryk, portów, temat: Stodoła z miasta Krakowa. Projekt zmiany programu. Oto w stodole pochodzącej z XVIII wieku ma być założona… kawiarnia, karczma, austeria, itd.

Muszę powiedzieć, że prof. Karol brał aktywnie udział w zaprogramowaniu stodoły. Sień, sala pierwsza, druga. A do tego dodać zaplecze kuchenne. Z punktu widzenia użyteczności wszystko zgadzało się, bowiem drewniany szkielet stodoły stanowił, jak w arce Noego, doskonałą obudowę. Wiązania dachu należało zmienić. A strzechę zrobić od nowa. Projekt był dobry i niewiele brakowało, a uratowalibyśmy tę stodołę, ale zaczęło być o tym głośno. Ktoś pewnie wygadał się, że stara stodoła w okolicy pięknych willi zostanie. I naturalnie nic z tego nie wyszło, a któregoś jesiennego dnia, gdy obroniono już dyplom i wkrótce miano przystąpić do realizacji projektu, okazało się, że stodoła przestała istnieć, zburzono ją.

Na plewnym gruzowisku odnalazłem jedynie przyrząd, który służył do formowania strzech, nazywał się widelcem, ale to określenie lubelskie – Estreicher nie zdążył mi powiedzieć, jak przyrząd ten nazywano w okolicach Krakowa. Może sam nie wiedział.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (5):

Sortuj komentarze:

Profesor Wiktor Zin nie potrzebuje żadnego uzasadnienia. Wystarczy tylko, że pisze.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Panie profesorze, opowiem Panu odrobinę podobną, ale i bardzo różną historię.
Otóż kila tygodni temu, korzystając z pierwszego wiosennego, ciepłego dnia, wybraliśmy sie z żoną na wycieczkę. Pojechaliśmy do maleńkiej mazowieckiej wioski, w której żona spędziła pierwsze lata życia, a w której nie była bez mała pół wieku. Jak przez mglę pamietała dom, który z rodzicami opuściła w dzieciństwie. Postanowiliśmy ten dom znaleźć. Poszukiwania, wbrew pozorom, nie trwały długo. Elementem ułatwiajacym okazał się załom rzeczki, nad którym gospodarstwo było usytuowane. I to w niczym sie przez lata nie zmieniło. Rzeczka, jak płynęła kiedyś, tak i teraz leniwie zakręcała między polami i starymi sosnami. Nawet bocianie gniazdo pozostało w tym samym miejscu.
Tylko dom sie zmienił. Niby kształt budynku taki sam, ale cała reszta inna, "ulepszona". Tamten sprzed pól wieku był z bali drewnianych i przykryty strzechą. Ten stał obmurowany białą cegłą, a słomę zastępował popękany eternit. Dawną drewnianą stodołę zastępowała nowa z nieotynkowanego pustaka. Za to stajnia i obora nie zmieniły się nic a nic. Bale wytrzymały próbę czasu i dwa konie zdawały się nie narzekać na swój los.
Tak jak gospodarze, którzy zwierzyli się, że po obmurowaniu dom wcale ne zrobił się cieplejszy i że planują, jeśli uciułają trochę pieniędzy, obłożyć go styropianem. A przcież - mówiła z rozrzewinieniem żona - każdej jesieni tata ocieplał nasz dom ściółką leśną, którą przed Wielkanocą się zdejmowało i bieliło ściany...
Z mazowieckiego krajobrazu pozostały teraz tylko nieliczne eksponaty(jak stajnia i obora), wspomnienia i albumy Chełmońskiego...
Dobrze chociaż, że bociany nie dały się wypędzić.
Pozdrawiam Pana i Kraków z Mazowsza.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Ukłony i uścisk dłoni dla Pana Profesora. Czytając takie teksty mam pewność obcowania z Kulturą i kulturą.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Danie plusa to czysta przyjemność

Komentarz został ukrytyrozwiń

Cenny artykuł. A zabytkowej stodoły szkoda. Niestety, tak jak w innych krajach takie zabytki są cenione, tak u nas zwykle uznaje się, że najlepiej się tego pozbyć. Tylko częstszą metodą od oficjalnego zburzenia jest "a spaliło się". Szkoda, bo to też jest nasza kultura. Do czasu, kiedy do nas dotrze wreszcie moda na tradycyjne strzechy, pewnie niewiele prawdziwych starych chat się ostanie...

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.