Pozycja materiału w rankingach:
Było to pół wieku temu w Krakowie. Wtedy jeszcze to, co pozostało z dawnego, bratało się z tym, co nowoczesne. I tak dla przykładu w Krakowie, w okolicy ul. Kazimierza Wielkiego, istniały jeszcze wiejskie zabudowania, a ich dachy kryte były strzechami. Takich wiejskich zabytków w tej części Krakowa można było doliczyć się aż pięciu, a były one dziwnie wplecione w nowoczesną zabudowę.
Tak złożyło się, że któregoś dnia prof. Karol Estreicher poprosił piszącego to, by pojechał z nim w te rejony i wykonał jakiś rysunek, na którym prof. Karolowi bardzo wtedy zależało. Była to ulica Grottgera. Był tam strumień, a na jego brzegu właśnie wzrastały młode trzciny. Ponad nimi stała klasyczna, kryta strzechą, stodoła, a przy niej trwał ozdobny krzyż. Estreicher wyszedł z samochodu. Był początek maja, ale profesor ubrany był w kożuszek. Na głowie miał kaszkiet – jego bardzo niecodzienne i osobliwe nakrycie głowy.Zobacz także:
Artykuły
(6)
Galerie
(0)
Średnia ocen
(5.00)
Wiek: 62 | Miejscowość: Kraków | Kraj: Polska
O mnie: Znany architekt i rysownik zmarł 17 maja w Rzeszowie. Był autorem wielu projektów architektonicznych i konserwatorskich, autorem programu "Piórkiem i Węglem". Zin urodził się 14 września 1925 r. Absolwent, wieloletni profesor Politechniki... więcej
Ostatnie artykuły autora:
Sortuj komentarze:
Gabriel Podolski 10.04.2007 12:54
Profesor Wiktor Zin nie potrzebuje żadnego uzasadnienia. Wystarczy tylko, że pisze.
Gabriel Podolski 10.04.2007 12:49
Panie profesorze, opowiem Panu odrobinę podobną, ale i bardzo różną historię.
Otóż kila tygodni temu, korzystając z pierwszego wiosennego, ciepłego dnia, wybraliśmy sie z żoną na wycieczkę. Pojechaliśmy do maleńkiej mazowieckiej wioski, w której żona spędziła pierwsze lata życia, a w której nie była bez mała pół wieku. Jak przez mglę pamietała dom, który z rodzicami opuściła w dzieciństwie. Postanowiliśmy ten dom znaleźć. Poszukiwania, wbrew pozorom, nie trwały długo. Elementem ułatwiajacym okazał się załom rzeczki, nad którym gospodarstwo było usytuowane. I to w niczym sie przez lata nie zmieniło. Rzeczka, jak płynęła kiedyś, tak i teraz leniwie zakręcała między polami i starymi sosnami. Nawet bocianie gniazdo pozostało w tym samym miejscu.
Tylko dom sie zmienił. Niby kształt budynku taki sam, ale cała reszta inna, "ulepszona". Tamten sprzed pól wieku był z bali drewnianych i przykryty strzechą. Ten stał obmurowany białą cegłą, a słomę zastępował popękany eternit. Dawną drewnianą stodołę zastępowała nowa z nieotynkowanego pustaka. Za to stajnia i obora nie zmieniły się nic a nic. Bale wytrzymały próbę czasu i dwa konie zdawały się nie narzekać na swój los.
Tak jak gospodarze, którzy zwierzyli się, że po obmurowaniu dom wcale ne zrobił się cieplejszy i że planują, jeśli uciułają trochę pieniędzy, obłożyć go styropianem. A przcież - mówiła z rozrzewinieniem żona - każdej jesieni tata ocieplał nasz dom ściółką leśną, którą przed Wielkanocą się zdejmowało i bieliło ściany...
Z mazowieckiego krajobrazu pozostały teraz tylko nieliczne eksponaty(jak stajnia i obora), wspomnienia i albumy Chełmońskiego...
Dobrze chociaż, że bociany nie dały się wypędzić.
Pozdrawiam Pana i Kraków z Mazowsza.
Andrzej Zaranek 09.04.2007 22:10
Ukłony i uścisk dłoni dla Pana Profesora. Czytając takie teksty mam pewność obcowania z Kulturą i kulturą.
Marta Wieszczycka 09.04.2007 17:12
Cenny artykuł. A zabytkowej stodoły szkoda. Niestety, tak jak w innych krajach takie zabytki są cenione, tak u nas zwykle uznaje się, że najlepiej się tego pozbyć. Tylko częstszą metodą od oficjalnego zburzenia jest "a spaliło się". Szkoda, bo to też jest nasza kultura. Do czasu, kiedy do nas dotrze wreszcie moda na tradycyjne strzechy, pewnie niewiele prawdziwych starych chat się ostanie...
Wystawa kaktusów w Ogrodzie Botanicznym w Łodzi [Zdjęcia]
(odsłon: +409)