Facebook Google+ Twitter

Sztuka patrzenia

Ostatnio prowadzone badania w Rynku krakowskim wzbudziły spore zamieszanie, bo szło o założenie żelbetowej płyty i palowanie Rynku.

To sprawa, która wymaga jeszcze wciąż osobnego zbadania, bo żaden z poważnych autorytetów naukowych nie pochwalił tej sprośnej decyzji. O tym jednak kiedy indziej, dziś natomiast pragnę ukazać Państwu system średniowiecznych jam pomyjnych, zamontowanych na Rynku krakowskim.
Tu najpierw wyjaśnienie, co to jest pomyjna jama. Słowo myć, zmywać wedle Słownika etymologicznego A. Brücknera jest matką słowa pomyje. Pośród mieszkań średniowiecznych nie było łazienek, trafiały się natomiast owalne kadzie, w których myto się i kąpano. Poza tym w grę wchodzi sprawa prania bielizny. Czy wtedy mydło istniało? Trudno do końca powiedzieć. Wiadome jest jedynie, że w grę wchodzi ług, czyli zoła. Otóż po myciu i praniu zużytą wodę należało z domu usunąć. W późniejszym nieco czasie pomyje to były płynne kuchenne odpady, a w tym nie wstydźmy się, ale i sprawy moczu, które dawniej też określano mianem pomyj.
I teraz na kanwie tych stwierdzeń wyobraźmy sobie Rynek krakowski z okresu panowania króla Władysława Jagiełły. Z bruku Rynku w określonym miejscu, a mianowicie na osi naprzeciw ul. Szewskiej, odsłonięto trzy pomyjne jamy. Tu zwrócić należy uwagę, że do niedawna w małych miasteczkach, na tyłach mieszkań można było zobaczyć kopane jamy pomyjne. Właściciele parceli traktowali to urządzenie sanitarne jako coś normalnego, bez czego trudno by było wyobrazić sobie funkcjonowanie rodziny. Czechow w jednym ze swych opowiadań napisał: „Dom parterowy z werandą, w ogrodzie. A tam w cieniu bzów i pachnących jaśminów pomyjna jama i dużo much”.
W średniowiecznym Krakowie do tego celu użyto Rynku, najobszerniejszego placu średniowiecznej Europy.

Po dośrodkowej stronie jezdni okalającej Rynek leżały okrągłe pokrywy, zamykające pomyjne jamy. Badania archeologiczne, przeprowadzone w latach 60., pozwoliły na stwierdzenie, jak kiedyś działały te urządzenia, bo przy trzech odsłoniętych zasobnikach odnaleziono zarówno ich nakrycia, jak i ukryte pod nimi konstrukcje. Jama pomyjna nie była to bowiem zwykła jama, a pojemnik, beczka, wypełniona miałkim piaskiem. Piasek sięgał do jej najszerszego miejsca, a dół pojemnika miał liczne nawierty. Płyn, który wlano do beczki, przedostawał się przez złoże piasku ku ścianom pojemnika i wyciekał na zewnątrz. Z kolei całe urządzenie otoczone było powłoką grubego piasku z kamieniami i żwirem. Dno beczki też miało otwory (rysunek) / Fot. Rys. Wiktor Zin. Sprawa jest więc bardzo ciekawa.

Resztę niech dopowie wyobraźnia. Oto z kamienicy wynoszono pomyje w drewnianych, a może i blaszanych naczyniach i wlewano do pojemnika, skąd w oparciu o znane do dziś prawa odsączały się brudne ścieki i tylko filtrowana woda wsiąkała w Rynek! Trudno powiedzieć, ile było takich zasobników. Odkryliśmy trzy. Przy jednym była reszta pojemnika do prania. Musiał to być cały system.

W obecnie prowadzonych badaniach nikt się podobnymi sprawami nie zajmował. A przecie we wschodniej części Rynku na pewno były podobne urządzenia. Te pozostałości sanitarne pozostały na dawnym miejscu. W jednym z następnych artykułów omówimy sprawy rurmusu, czyli urządzenia transportującego czystą wodę.

www.gk.pl

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (1):

Sortuj komentarze:

Ciekawa sprawa. Rozumiem, że te jamy działały na zasadzie dzisiejszych oczyszczalni, czy filtrów. Ale w takim razie... w filtrach po jakimś czasie trzeba wymieniać wkład, czy to im się nie zapychało? Z drugiej strony wyraźnie widać, że metoda musi być znacznie sensowniejsza niż dzisiejsze, szczelne, szamba, które można najwyżej opróżniać.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.