Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

9971 miejsce

Sztuka prowadzenia sporów

Erystyka Schopenhauera, mimo iż tworzona jako systematyzacja technik prowadzenia sporów, skomponowana jest w sposób bardzo chaotyczny. Stanowi to usprawiedliwienie niniejszego tekstu,

systematyzującego nie tyle samą sztukę prowadzenia sporów, dublując Schopenhauera, co jej Schopenhauerowski opis.

Rozważania Schopenhauera wykazują wrażliwość na złożoności zjawiska polemiki. Omawiając mieszczące się w jego ramach wybiegi argumentacyjne, Schopenhauer wychodzi poza kognitywne fortele (wśród nich z kolei unikając logicznych mistyfikacji i psychologii, do której ograniczają się współczesne rozważania nad sztuką przekonywania), poza nimi ujmując ograniczenia jakie na spory nakładają reguły przetwarzania informacji, a także wkład jaki w treść polemiki wnosi sama aktywność praktyczna, na płaszczyźnie której polemika ta się rozgrywa. Ponadto ów filozof dostrzega, że dysputa między dwiema stronami nie ogranicza się do nich, w swoich rozważaniach uwzględniając ich interakcje z publicznością.

Wybiegi prakseologiczne
Schopenhauer wymienia wiele specyficznych zagrywek prakseologicznych. Wyprowadzanie adwersarza z równowagi (by utrudnić mu rozumowanie) (8). Atak osobisty na niego (by przykryć porażkę w temacie „zwycięstwem” na polu personalnym). Powiązanie jego poglądów z poglądami jakiejś „znienawidzonej grupy”, jako nie mogącej posiadać jakichkolwiek racji (32) - w tym wypadku odwołując się swym zachowaniem do publiczności (o czym, jak podkreślałem wyżej, Schopenhauer nie zapominał). Również zalecając zmyślać przesłanki (14) a także stosować wadliwe wnioskowania ( 24), autor Erystyki zwraca uwagę na prakseologię, gdyż motor tego typu taktyk nie tkwi w nich samych lecz raczej w zdolnościach społecznych oszusta.

Sedno prakseologii retorycznej autora Erystyki stanowi jednak bardziej systematyczne spojrzenie na dynamikę procesu debaty. Można je wyłuszczyć w postaci stwierdzenia, że o ile racje stronników dwóch przeciwstawnych stanowisk się wykluczają, o tyle dla stanowiska jednego z nich i pobudek drugiego z nich (oraz odwrotnie) zawsze da się znaleźć wspólną płaszczyznę i obszar zachodzenia na siebie. Załóżmy, że jako liberał debatuję z socjalistką. Gdy odstawimy na bok racje na rzecz liberalizmu i spojrzymy na moją postawę z perspektywy mojej chęci wykazania swej słuszności, na postawę mojej oponentki natomiast, abstrahując od socjalizmu, jedynie z perspektywy jej osobistych potrzeb akceptacji, pochlebstwa i uznania, to głosząc zbawienność liberalizmu dla kobiet, da się nas pogodzić - mimo że nominalnie teza mojej oponentki o wyższości socjalizmu zostanie obalona a moja teza o wyższości liberalizmu zostanie tylko uznana lecz już nie odpowiednio uzasadniona.

Jeżeli oponentom nie chodzi o czyste osiągnięcie prawdy, co wyklucza wszelką potrzebę erystyki, to pod powłoką racjonalizujących tok myślenia każdego z nich argumentów muszą oni skrywać jakiekolwiek swoje motywy inne niż oczarowanie trafnością danych racji, jako że z definicji będące całkiem stronniczymi (same dla siebie poszukując uzasadnienia). Z drugiej strony do motywów każdego dążącego do uzasadnienia swojego toku myślenia musi należeć motyw posiadania (w tym względzie) racji. Stąd połechtanie motywów jednego a przyznanie racji drugiemu z oponentów zawsze ich w jakiejś mierze jedna.

Argumenty ad hominem zbliżają dyskutantów. A ich esencję stanowi apel do interesu własnego adwersarza (35). Dyskutanci do argumentów pozornych właściwie mogą się ograniczyć (5, 21), a odwoływać się w takiej argumentacji najlepiej do wcześniejszych racji oponenta (16) oraz do jego autorytetów (30).

Restrykcje przetwarzania informacji

Miejsce pośrednie między praktyką a merytoryką dyskusji zajmuje jej mechanika, w sferze której wybiegi erystyczne bazują na ograniczeniach technicznych procesu poznania. Myślenia dotyczy swoboda jedynie co do treści lecz nie co do operacji dla niego wykonalnych. Restrykcje ich dotyczące można wykorzystać do manipulacji oponentem.

Najbardziej ogólny chwyt zbycia oponenta przy pomocy ograniczeń ludzkiego myślenia stanowi zwiększanie wolumenu wypowiedzi, wnioskowań i terminów do tegoż adwersarza kierowanych, w celu zagubienia go w naszej argumentacji (36). Bowiem udowodnienie bezsensu wypowiedzi jest kombinatorycznie bardziej złożone niż jej sklecenie.

Ponieważ akceptacja oponenta dla naszych tez i rozumowań zależy bardziej od meandrów jakim zbliżają one nasz wywód do dyskusyjnych wniosków niż od trafności nich samych i tegoż oponenta dla nich szczerego uznania (dlatego w nauce tak ważne jest testowanie hipotez nowych); stąd należy ukrywać przed oponentem kierunek swojego rozumowania (4). A samemu szukać kierunku jego rozumowania tam, gdzie unika on tematu (34) lub okazuje złość (27). Sposobność tę niepomiernie uprzystępnia przejęcie inicjatywy w kwestii zadawania pytań, konieczność odpowiadania zmusza bowiem oponenta do opowiedzenia się za jakimś ustalonym zestawem tez (7). Takim tokiem pytań również należy meandrować w celu zaciemnienia scenariusza swego wywodu (9). W ostateczności zamiast zadawania pytań można prosić oponenta o werdykt rozstrzygający między tezami a antytezami (10). Po wszystkim wnioski należy wyciągać samemu, gdyż oponent tak jak tez i rozumowań o przeczuwanych konsekwencjach tak też całego naszego wywodu mógłby nie uznać zaprzątnięty spodziewanym jego rezultatem (11, 20). W odwrotnej zaś sytuacji, tj. przeczuwając, że ze swoich tez i rozumowań oponent da radę wywieść swe wnioski, jego wywód należy przerwać zmianą tematu (18). Albo udowodnić zupełnie inne twierdzenie, którym można by rościć sobie remis w całej dyskusji (15, 29).

Warto zwrócić uwagę, że Schopenhauer znów przedstawia spór nie jako ograniczony do toczących go stron, lecz wykraczający w kontekst publiczny. By go wygrać można zatem też przeprowadzić wnioskowanie, którego fałsz dla nas i naszego oponenta jest widoczny, a którego wytłumaczenie laickiej publiczności, musiałoby zająć niepomiernie więcej czasu niż zaprezentowanie owego wnioskowania – z powodu różnic w kombinatorycznej złożoności między nimi (28).

Do mechaniki myślenia można odwołać się nie tylko w celu posłużenia się jej meandrami, lecz również samą ją całą wykorzystać jako przesłankę skądinąd zupełnie konwencjonalnego kognitywnie argumentu. Sugerując publiczności, że zrozumiałoby się tezy oponenta, gdyby były dorzeczne, podkreśla się całą powszechną zdolności pojmowania, by następnie sugestią swego niezrozumienia tez oponenta zainsynuować ich bezsens. A jest to tym skuteczniejsze im większy autorytet się posiada (31a). Trzeba tylko uważać, żeby tezy te nie zostały wyjaśnione tak prosto, że nasze ich „niezrozumienie” poświadczy bardziej naszą ciemnotę niż ich niedorzeczność (31b).

Wybiegi wewnątrzpolemiczne
Wśród chwytów kognitywnych dużo miejsca już na wstępie poświęca Schopenhauer manipulacjom zakresami. W interesie debatującego jest postawioną przez oponenta tezę jak najbardziej rozszerzyć ponadto, co zostało stwierdzone wstępnie (1, 19) - a najlepiej skłonić go do samodzielnego jej poszerzenia, irytując go dla podsycenia jego przesady (23). Postawioną przez siebie tezę natomiast najlepiej jest jak najbardziej zawęzić. Korzystnie jest tak czynić w każdym aspekcie znaczenia takich tez, np. termin wypowiedziany przez oponenta w sensie relatywnym traktować jako wypowiedzianym w sensie absolutnym (Amerykanie wcale nie są bogaci. W wielu amerykańskich krajach ludzie żyją biednie) (3). Należy się też starać by dla nie nazwanych zjawisk wprowadzać określenia, w których zakresie zawarta jest już dowodzona teza (12). W tym celu można również posłużyć się homonimami (2).

Ciekawym spostrzeżeniem jest też, że zakres tez można zmieniać nie tylko manipulując nimi samym lecz również manipulując ich dopełnieniami. Posuwając antytezę swojej tezy do absurdu i dając przeciwnikami do wyboru swoją tezę lub jej negację, zmuszamy go do uznania naszej tezy. „Winna gwałtu jest ofiara czy gwałciciel?” „Nie znaczy nie czy tak?” Zatem: „...ryzyko gwałtu nie zależy od zachowania ofiary, ...posyłanie kobiet na kursy samoobrony jest obraźliwe i sugeruje jej winę, ...kobietom wolno, a nawet powinny, molestować mężczyzn, ...śledczym należy zakazać pytać czy kobieta udała się w środku nocy do mężczyzny w celu dobrowolnego odbycia stosunku” itd. (13).

Ponieważ każdy namysł, również polemiczny, w pewnym sensie polega jedynie na takim przeobrażaniu własnych dotychczasowych zapatrywań na świat, aby w ramach ich nowego ułożenia stało się jasne, czy dana teza do nich pasuje czy też nie; zatem każdy wywód stanowi w pewnym sensie rozumowanie petito principi. Czy zagrożenie tym błędem faktycznie występuje zależy od tego, jak daleko docelowy rezultat leży od pierwotnych koncepcji. Dlatego gdy wnioskuje oponent staramy się pokazać jak największą bliskość jego przesłanek z dowodzoną tezą (22); gdy my, wręcz przeciwnie, staramy się wypracować rozumowanie najbliższe petito principi a możliwie najmniej je przypominające (6).

Chwyty mieszane
Schopenhauer przedstawia też parę chwytów, których naturę trudno jest ustalić.

Kognitywnym wydaje się być tzw. retorsio argumenti odwrócenie argumentu oponenta (26), mające miejsce gdy z jego przesłanek wyciąga się wniosek dokładnie odwrotny jego wnioskowi. Gdy da się to uczynić, nie tylko zyskujemy argument, równoważący jego argument, ale też wobec uznania przez niego (wspólnych przecież) przesłanek swojego i naszego argumentu zyskujemy argument niezaprzeczalny dla naszego oponenta w aspekcie racji a co najwyżej w aspekcie wnioskowania.

Chwyt polegający na wysnuwaniu z ułomności argumentów następstwa w postaci fałszywości uzasadnianego przez nie twierdzenia (37) kognitywnie stanowi szwindel; jednak prakseologicznie jest całkiem zasadny. Skłania dysputantów do takiego ograniczania się w arsenale argumentów, aby wartość marginalna dodania kolejnego (ostatniego najsłabszego) była większa niż marginalny koszt jego dodania. Ponadto, gdy brakuje trafnych argumentów na rzecz danego stanowiska, wtedy wobec braku powodów dla uznania go za prawdziwe, czemu nie uznać go za fałszywe – przecież potwierdzenie się go i jego kompromitacja nie są równie prawdopodobne.

Inny kognitywno-prakseologiczny chwyt stanowi złamanie więzi łączącej teorię z praktyką. Przyznając oponentowi rację co do teorii, odmawia mu się racji w praktyce, mimo że całą -teoretyczną przecież- debatę toczono w konwencji przełożenia teorii na praktykę (33). Takie postawienie sprawy równoznaczne jest żądaniu od oponenta, by po dowodzie teoretycznym przeprowadził przecież nawet niemożliwy w okolicznościach waszej konwersacji dowód praktyczny swojego stanowiska.

Erystyka a poznanie
Erystyka stanowiąc, obok takich dziedzin jak psychomanipulacja czy socjotechnika, ważny wkład w namysł nad sztuką manipulacji, stanowi wkład w ogólny namysł nad wypaczeniami poznawczymi, od złudzeń empirycznych, przez błędy logiczne i słabości psychologiczne, po zależność przedmiotu poznania od jego podmiotu.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.