Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

93358 miejsce

"Sztuka rodzicielskiej miłości" Wolfganga Bergmanna

  • Ewa Bo
  • Data dodania: 2013-04-25 22:50

Rodzicielstwa nie wysysa się z mlekiem matki. Tej sztuki trzeba się stale uczyć - cierpliwie, wytrwale, znosząc błędy i porażki - twierdzi Wolfgang Bergmann w "Sztuce rodzicielskiej miłości" wydanej przez WAM.

 / Fot. Okładka książki Ktoś powie z dezaprobatą "znowu kolejny poradnik... Jestem rodzicem i wiem jak wychowywać swoje dzieci". Jednak zanim się czytelniku zniechęcisz, patrząc na samą okładkę, zajrzyj do środka i przeczytaj. Bowiem ta książka jest nieco inna. Ona przede wszystkim uświadamia ile matka i ojciec znaczą dla swoich dzieci i jakie znaczenie mają one same dla poczucia szczęścia lub cierpienia rodziców.

Dziecko to wspólna odpowiedzialność kobiety i mężczyzny. Bowiem ojcostwo i macierzyństwo wzajemnie się przeplatają.

Obecnie coraz częściej mężczyzna wykonuje wiele prac, którymi jeszcze nie tak dawno zajmowała się wyłącznie kobieta. Współczesny tatuś bierze urlop, kąpie dziecko, śpiewa mu do snu kołysanki, wstaje w nocy gdy zapłacze, przewija, bawi się z nim, nosi na rękach, karmi, ubiera, wychodzi z nim na spacer, po zakupy, do lekarza i jeszcze pomaga w pracach domowych. Jednym słowem - wspaniały tatuś.

Wolfgang Bergmann uważa jednak, że ojcowie mogą to niekiedy robić, ale nie należy przesadzać. A gdy nie przejmą roli mamy, nie będą przez to złymi ojcami. Tulenie dziecka do piersi, karmienie go, dbanie o jego podstawowe potrzeby to zadanie rodzicielki. Bo "nic nie da się porównać w oczach z ciepłem matki, jej bliskością, zapachem jej skóry. Nic! Matka to moc, to kompetencja". Ojcowie, którzy są jak matki, są bardzo mili i sympatyczni, ale na dłuższą metę mijają się z potrzebami dziecka. Ono potrzebuje oparcia, porządku wewnętrznego i zewnętrznego. Miękkość i empatia powinna dominować u mamy. Ojciec powinien być inny, bardziej męski. Silny.

Rodzina, to nie tylko dzieci i rodzice ale i dziadkowie, którzy są szczególnymi osobami. Dzieci kochają ich bezgranicznie i bezwarunkowo i trochę inaczej niż swoich rodziców. Tak samo oni ubóstwiają wnuki (bywa, że niektórzy rodzice są o tę miłość zazdrośni). Rozpieszczają je, tęsknią i mają dla nich więcej cierpliwości i czasu. Czasem ledwo żywi, zmagający się z wieloma chorobami, potrafią przejechać kilkaset kilometrów, by dotrzeć do wnuków i spędzić z nimi dzień, dwa lub więcej. Lub wiedząc, że one mają przyjechać szykują własnoręcznie różne smakołyki, nawet gdyby mieli padać ze zmęczenia.

W rozmowach tzw. międzypokoleniowych nt. dzieci można usłyszeć takie powiedzenie "Małe dziecko, mały kłopot, duże dziecko, duży kłopot". Wielu młodym rodzicom trudno w to uwierzyć. No bo przecież taki trzynasto - szesnastololatek potrafi powiedzieć o co mu chodzi, umie sobie zagospodarować czas itd... Czy zajmowanie się dzieckiem w tym wieku może być trudniejsze niż wtedy gdy było malutkie? Okazuje się, że tak. Bowiem okres dojrzewania to bardzo trudny czas dla wszystkich domowników. Dziecko się buntuje, jest drażliwe, często ma zmienne nastroje. Hormony "buzują". Rozbudzone emocje skaczą raz w jedną, raz w drugą stronę.

W tym okresie rodzice stają się bezradni i zaczynają wątpić w swoje umiejętności wychowawcze. I nie ma tu znaczenia jakie zawody wykonują. Ten problem dotyka tak samo pracowników fizycznych jak i nauczycieli, profesorów czy psychologów. Wszyscy narzekają tak samo na swoje dojrzewające pociechy. Bywa, że mówią w myślach lub głośno "Moje dziecko mnie wykańcza. A kiedyś było takie słodkie i mądre".

Co więc mają robić? Autor książki podaje kilka wskazówek. Ten stan należy przeczekać. Okres dojrzewania przygotowuje do dorosłego życia i trzeba o tym pamiętać. Jednak "ta nieco rezygnacyjna postawa nie może iść za daleko". Należy mieć cały czas rękę na pulsie, bo na nastolatka czyhają różne niebezpieczeństwa. Nie można też zastępować swojej bezsilności nakazami i zakazami. Mogą one spowodować, że dziecko stanie się mrukliwe, zamknięte w sobie i popadnie w depresję. Trzeba mądrze nim kierować. "Dzieci w okresie dojrzewania nie pragną, ba, nie tęsknią za niczym bardziej niż za siłą swoich rodziców (...) Siła to suwerenne, życzliwe towarzyszenie dziecku, niekiedy przestroga podana bez wymądrzania się, bez chęci nieustannego kierowania jego decyzjami - małe, słowne komunikaty, które znaczą: my, matka, ojciec, kochamy cię."

W obecnych czasach rodzice wymagają, by dzieci były doskonałe pod każdym względem. I wypadały lepiej niż ich koledzy i koleżanki. Wysyłają więc je na wszelkie możliwe pozaszkolne zajęcia, by potem móc pochwalić się ich sukcesami. Co o tym sądzi Wolfgang Bergmann? "Zostawcie dzieci w spokoju i kochajcie je dlatego, że są przeciętne, a nie "najlepsze". Kochajcie je dlatego, że są waszymi dziećmi."

Uważam, że te słowa - niezwykle mądre - niektórzy rodzice powinni sobie wypisać złotymi literami, oprawić w ramkę i powiesić przed oczami.

* Wolfgang Bergmann - doktor nauk pedagogicznych, psycholog dziecięcy i rodzinny, ojciec trojga dzieci. Kierował Instytutem Psychologii Dziecięcej i Terapii Uczenia się w Hanowerze. Był członkiem różnych komisji eksperckich, gościem programów telewizyjnych i autorem licznych artykułów i książek.


Wolfgang Bergmann "Sztuka rodzicielskiej miłości"
Wydawnictwo: WAM
Rok wydania: 2012
Ilość stron: 256

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.