Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

2007 miejsce

Sztuka w reklamie czy reklama w sztuce?

Sztuka w reklamie czy reklama w sztuce? Jaki charakter ma taka sztuka i czy nadal można ją tak nazywać? Coraz powszechniejsze staje się zjawisko pośredniego obcowania zwykłych ludzi ze sztuką - choćby właśnie przez reklamę.

Dawniej reklama była prymitywnym porozumieniem producenta i konsumenta. Reklamowanie odbywało się bez żadnych subtelności - jakby wyobraźnia na zawsze miała pozostać tylko domeną poetów, piosenkarzy i powieściopisarzy. Mniej więcej od początku XX wieku reklama rozpowszechniła się na skalę masową. Powszechność jej wpływu na życie człowieka nabiera socjokulturowego wymiaru. Mówi się już nie tylko o tym, że reklama zmienia życie człowieka, ale również, że kształtuje jego osobowość. I choć konsument – ja czy ty – upieramy się, że nie jesteśmy automatami, bezwiednie ulegającymi propagandzie reklamy, to nie jesteśmy w stanie jej uniknąć. Podejrzewam, że zamknąć oczy na reklamę znaczyłoby chyba nic nie widzieć.

Również sama reklama ulega zmianom

Wymagamy od niej coraz większej umiejętności przekonywania i propagowania oryginalnych, osobliwych haseł, skrojonych na miarę indywidualnego odbiorcy. Każdego dnia reklama tworzy człowiekowi nowe potrzeby i codziennie je zaspokaja. Zwolennicy reklamy przekonują, że jest ona rzeczą fascynującą, finansowo korzystną i mieści się w granicach uczciwości. Jej przeciwnicy natomiast potępiają reklamę za konformizm, materializm, pseudoreligijność, złudne poczucie bezpieczeństwa i fałszowanie hierarchii wartości. Dzisiaj wydaje się zbędnym obrona lub chwalenie reklamy, ona stale czyni to sama.

Sztuka przekracza mury galerii, teatrów, muzeów i wychodzi na ulicę

Po prostu sztuka wkracza w codzienność, w powszednie przedmioty - dokładnie tak, jak robi to reklama. Sztuka utraciła swe tradycyjne znaczenie wraz z narodzinami awangardy i wszystkimi kierunkami artystycznymi i światopoglądowymi, które są jej gałęziami. Już wystawiona w 1917 roku w Nowym Jorku "Fontanna" Marcela Duchampa wywarła na zwiedzających spore wrażenie. Artysta wykorzystał pisuar w celu wykonania tego dzieła. Wtedy jeszcze takiej sztuce nie można było nadać wartości estetycznej, była raczej ironiczna i prowokacyjna.

Sztuka sensu stricte stała się domeną wąskiej grupy koneserów, bo aby zobaczyć obraz czy rzeźbę, trzeba się wybrać do galerii. Aby zetknąć się z wielką literaturą, należy wziąć książkę i ją przeczytać. Natomiast reklama sama przychodzi do odbiorcy. Przychodzi, ale niektórzy wolą mówić - atakuje. Kontrowersyjne dzieła, pokazywane w muzeum, mogą się spotkać z silnymi emocjami. Emocje te są jednak w sposób stonowany, żeby nie powiedzieć – elokwentny – wyrażane. Ta sama rzecz na ulicy prowokuje długą i głośną debatę na temat przyzwoitości. I o to chodzi w reklamie – aby o niej mówiono. Reklama, która narusza i głośno mówi o tabu jest dziełem pożądanym. W przestrzeni publicznej znika dystans, jaki występuje w stosunku do dzieła sztuki, które odpowiednio oświetlono i opatrzono w stosowną tabliczkę w muzeum czy galerii.

Sztuka użytkowa jako twór może enigmatyczny, ale dość powszechny

W erze pop-kultury sztuka i reklama wzajemnie się przenikają. Symbolem tego procesu są prace Andy’ego Warhola, w których wykorzystano wizerunek produktów konsumpcyjnych obecnych w przeciętnym, amerykańskim domu. Kalendarze reklamowe Pirelli czy Lavazza są nie mniej pożądane niż obrazy modnych artystów. Z kolei mistrzowie obiektywu tacy, jak David LaChapelle i Oliviero Toscani, są uznawani za wizjonerów, a o billboardach reklamowych ich autorstwa toczą się publiczne dyskusje. Wydrukowanie dzieła sztuki, stworzonego przez wielkiego artystę, na kubku do kawy może niektórym kojarzyć się z profanacją. Twórcy sztuki użytkowej wyjaśniają, że takie zabiegi maja na celu odwoływanie się do czegoś znanego, do autorytetu i uznanych wartości. Chcą wzbudzić w odbiorcy pozytywne emocje i skojarzenia. Sztuka staje się więc źródłem wielu wartościowych inspiracji do tworzenia oryginalnych reklam.

Czy warto szukać sensu w czymś, co nie ma sensu?

Niektórzy artyści uważają, że sztuka powinna być wolna od takich pytań. Również artysta nie musi tłumaczyć się ze swojej twórczości. Dlatego obraz, w którym artysta przedstawia kilka kolorowych plam albo kwadrat na czerwonym tle, jest sztuką. Nie dlatego, że namalował go sławny malarz, ale dlatego, że został umieszczony w galerii. Poza galerią kwalifikacja dzieła jako przedmiotu sztuki nie jest już taka łatwa.

Dzisiaj jednak bardzo często jest tak, że to nie artysta tworzy sztukę, ale sztuka tworzy artystę. Przy tym dodać trzeba, że artystę tworzą również media, które promują (lub wręcz przeciwnie) jego dzieła. W tym przypadku można powiedzieć, że to media tworzą sztukę, bo pośrednio wpływają na kształt twórczości artystów od nich zależnych. Granica, która oddziela sztukę od niesztuki jest płynna, u każdego przebiega w innym miejscu. Dlatego debata o wartości sztuki, która została wykorzystana w reklamie, może wydawać się burzliwa i sporna. Dodatkowo utrudniają ją sami artyści, którzy coraz chętniej angażują się w tworzenie reklam z wykorzystaniem ich dzieł.

Sztuka, która przemawia do wielu dzięki reklamie

Dzięki reklamie można powiedzieć, że sztuka dociera do mas. Nie wszyscy chodzimy do galerii czy muzeum, a oglądanie czy słuchanie reklam (a nawet jej doświadczanie, czego przykładem są happeningi i degustacje) jest przy udziale niemal każdego. Ryzykownym jednak byłoby stwierdzenie, iż to „doświadczenie obcowania ze sztuką” jest takie samo jak w galerii. Odrębną kwestią jest ocena dialogu, jaki prowokuje reklama między ludźmi, którzy niekoniecznie na sztuce się znają.

Ktoś może zaprotestować twierdząc, że nie trzeba chodzić do galerii, by mieć kontakt ze sztuką. Tylko w internecie znaleźć można naraz galerie obrazów, filmy i muzykę nawet najwybitniejszych kompozytorów. Dostęp do sztuki stał się zdecydowanie łatwiejszy, tym samym kontakt odbiorcy z dziełem artystycznym zależy w tym momencie głównie od jego indywidualnych potrzeb i preferencji. W takiej sytuacji również reklama stała się nośnikiem sztuki. A reklama, przypominam, to nieustanny dialog obrazu z jej przypadkowymi widzami. Ten obraz informuje, zachęca, śpiewa, krzyczy, narzeka, doradza i jest po prostu uczestnikiem interakcji. Bez reklam miasto z pewnością byłoby mniej komunikatywne. Bez reklam niektórzy ludzie w ogóle nie dowiedzieli się o istnieniu pewnych dzieł malarskich, arcydzieł rzeźby i utworów skomponowanych przez sławnych muzyków.


Komentarze (8):

Sortuj komentarze:

Sylwia J.
  • Sylwia J.
  • 20.11.2010 13:33

Może i nie ze wszystkim się zgadzam, ale dzięki temu artykułowi łatwiej jest mi napisać prace semestralną. Bardziej rozumiem temat. Dziękuje bardzo autorce oraz wszystkim komentującym.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeżeli reklama jest przyjemna dla oka i nie jest zbyt nachalna (czego nie można powiedzieć o np. ostatniej kampanii reklamowej jednego z operatorów telekomunikacyjnych ;]), to niech będzie i niech wykorzystuje sztukę do tego. Teraz starałam się dowiedzieć, do czego mają służyć wystawione w okolicach centrum Warszawy dwumetrowe prezenty. Nie zaśmiecają miasta, nie przeszkadzają a jednak wzbudzają powszechną ciekawość. No i fajnie :)

Komentarz został ukrytyrozwiń
  • Autor usunął profil
  • 18.07.2008 12:59

O sztuce można mówić gdy technika i wartość artystyczna osiągają pewien poziom. Z tego powodu film porno jako całość nie może być sztuką podobnie jak malarstwo pokojowe jednak pewne jego elementy np. zdjęcia mogą być.

Komentarz został ukrytyrozwiń
  • Autor usunął profil
  • 18.07.2008 11:16

Reklama jest sztuką od stony technicznej. Nakręcenie filmiku lub namalowanie plakatu wymaga sporych umiejętności plastycznych i wiedzy. Nie jest od strony przekazu, treści, ponieważ jedynym jej celem jest sprzedanie nam jakiegoś produktu np. telefonu albo proszku do prania.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Widzę, że kroi się następny temat na artykuł, odmienny od tego, o czym traktuje powyższy. Są reklamy, ktore wykorzystują dzieła sztuki, dzieki którym te dzieła najpierw trafiają do ludzi przez reklamę, a nie muzeum czy galerię. Czasem wyłącznie przez reklamę. Interesuje mnie to zjawiasko.

Swoją drogą, życie w cieniu reklamy musi być ohydne, ale jest to kolejny dowód, że argumenty finanasowe przemawiają bardziej niż argumenty estetyczne.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Bogdanie, wcale nie jest tak dobrze. Ja od dłuższego czasu przyglądam się fasadom właśnie pod kątem tych reklam i jest fatalnie. Czasem do tego stopnia, że szczyty budynków są żywcem zamalowane reklamami! Tak! Wtedy to już jest nie tylko wielka plandeka, ale normalny malunek będący integralną częścią elewacji. Przykład to reklama MediaMarkt przy rondzie Wiatraczna. Skąd się bierze ta plandekomania na budynkach? Proste. Zbiera się np. wspólnota mieszkaniowa na swoim dorocznym zebraniu, dostaje harmonogram wykonanych prac remontowych i budżet, a przy okazji sugestię: powieśmy na elewacji reklamę, a za pieniądze, które zarobimy wyremontujemy klatkę schodową. Działa jak cholera (szczególnie na tych mieszkańców, którzy mają okna po drugiej stronie budynku). Tu gdzie mieszkam, jeden właściciel stanął okoniem i nie zgodził się na montaż reklamy, która musiałaby być oświetlona halogenami. Rzecz jasna (jasna dosłownie) całą noc. W efekcie, jest czarną owcą wspólnoty, która przeciwstawia się słusznym przecież dążeniom reszty wspólnoty do remontu budynku, ocieplenia etc. I tym sposobem warszawskie kamienice są obklejone plandekami. Paskudztwo!

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dzisiaj jeżdżąc po mieście patrzyłem na budynki pod kątem reklam właśnie. I niestety (?) muszę odszczekać trochę z tego, co wyżej napisałem. Nie jest tak źle (a może poprawiło się w ostatnim czasie). Wielkopowierzchniowe reklamy zdarzają się na budynkach, ale rzadko, najczęściej na biurowcach lub remontowanych fasadach (na czas remontu). Warszawa rzeczywiście pięknieje, coraz więcej ładnych fasad odzyskuje swoje piękno.
Co nie zmienia mojej opinii o reklamie i hienach-reklamożercach w ogóle :-)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Abstrahując od kontrowersyjnych treści, jakie usiłuje często przemycać reklamodawca nie podoba mi się zagarnianie miejskich przestrzeni przez nachalną reklamę. Wolałbym oglądać moje miasto poprzez piękno architektury, wspaniałe elewacje, bujną zieleń - tak jak kiedyś. Zasłanianie fasad pięknych reprezentacyjnych budynków ogromnymi plandekami z reklamą telefonów komórkowych jest po prostu barbarzyństwem. Tak samo wyrywanie z żywej miejskiej tkanki każdego wolnego miejsca dla ustawiania nowych billboardów to wolna amerykanka. Powinno to zostać radykalnie ukrócone i w klarowny sposób uporządkowane (za co miejscy architekci biorą nasze pieniądze? A może też są podatni na korupcję ze strony agencji reklamowych?) Wszystko to służy niestety nabijaniu kabzy wielkim koncernom, które nie zawsze poprzez swoje produkty niosą pozytywne, zdrowe przesłanie. Dlatego staję się coraz większym przeciwnikiem rozpasanej, bezczelnej reklamy.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Reklama
Copyright 2014 Wiadomosci24.pl

Witryna korzysta z plików cookies oraz informacji zapisywanych i odczytywanych z localStorage, aby dopasować interesujące treści oraz reklamy. Korzystanie z serwisu bez zmiany ustawień przeglądarki, w szczególności w zakresie cookies, oznacza, że pliki będą umieszczane na urządzeniu końcowym. Możesz zmienić ustawienia przechowywania i dostępu do cookies i localStorage używając ustawień przeglądarki lub używanego urządzenia. Szczegóły w Polityce Prywatności.

Zamknij