Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

56758 miejsce

Szurek o Ekstraklasie 2 - cz. 1. Śląsk, Ruch? To bez sensu!

Wracam z kontynuacją cyklu. Po niemal każdej - o ile czas pozwoli - kolejce ligowej naszej rodzimej Ekstraklasy, postaram się skomentować jedno bądź kilka spotkań. Zapraszam do śledzenia cyklu "Szurek o Ekstraklasie 2".

 / Fot. .Z lekkim opóźnieniem, ale wracam i o ile czas pozwoli na łamach tego serwisu będę opisywał dość subiektywnie to, co mi się w polskiej lidze piłkarskiej podoba i nie podoba.

Dzisiaj m.in. o niedzielnym pojedynku Śląska Wrocław z Ruchem Chorzów, rozgrywanym w ramach 3. kolejki Ekstraklasy - tak gwoli ścisłości.

Dwie tytułowe ekipy - co widać z perspektywy czasu - złoto i srebro naszej Ekstraklasy zdobyły tylko dlatego, że po prostu nie było innych chętnych, by zmierzyć/zderzyć się i rozbić z europejską ścianą. A właśnie każdy z tej dwójki był jeszcze chwilę temu poczciwym żółtodziobem w "podbijaniu Europy" i nie wiedział jak wielkie czeka go zło (pierwszy nieco mniejszym). Do rzeczy jednak.

Chwila obecna mistrza i wicemistrza"Szurek o Ekstraklasie 2" / Fot. Fot. archiwum autora

Oto bowiem „Niebiescy”, po trzech kolejkach nowego rozdania z charakterystycznym dla siebie ostatnio bilansem 0:7 zajmują wraz z Koroną i GKS-em ostatnią pozycję w tabeli. Warto dodać, że prócz zmiany trenera, zespołu nie opuścił żaden znaczący zawodnik. Śląsk jak gra, każdy widzi. Jeśli już wygrywa to po rzutach karnych, a i to jedynie w naszej lidze. No może poza pierwszym lipcowym (kiedy to było? bo to, że w lipcu to wiem) meczem z mistrzem Czarnogóry.

Ogólnie rzecz ujmując występy tych drużyn mają tyle wspólnego z prawdziwą piłką nożną, co niestety Anders Breivik z karą śmierci (swoją drogą przykro patrzeć, gdy zabójca tylu ludzi z uśmiechem na twarzy wysłuchuje śmiesznego wyroku 21 lat, które dodatkowo spędzi w przestronnej i nowoczesnej celi). Ale wróćmy do bohaterów dzisiejszego tekstu.

Niedzielnego popołudnia spojrzałem na ich pojedynek, chyba z nudów, ale i trochę z ciekawości. Naprzeciw siebie stanęli przecież mistrz i wicemistrz nieco ponad 38-milionowego kraju. Miał być w sumie szlagier… Jak to jednak bywa, teoria z rzeczywistością często rozmijają się ze sobą na różnych płaszczyznach więc samo spotkanie było jednym z tych, kiedy ma się wrażenie, że piłkarze potratują się zabijając czy to o własne nogi, o piłkę bądź przeciwnika. Ilość chaosu była nawet niewspółmierna do tego z kilku meczów pierwszej ligi polskiej razem wziętych.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.