Facebook Google+ Twitter

Szwedzka przygoda

Co zrobić kiedy akumulator rozładuje Ci się w głębi szwedzkiego lasu? Tekst na konkurs W24 i Wydawnictwa Pascal.

W oczekiwaniu na dojrzewającą moroszkę, inaczej hjortron, tkwiliśmy w głębi szwedzkiego lasu, około dwudziestu kilometrów od najbliższego miasteczka, którym było Storuman. Obozowisko rozbiliśmy nad jeziorem Skarvsjoby. Dzięki temu mieliśmy gdzie się myć, czerpać wodę do picia i gotowania, a przede wszystkim wzbogacać naszą dietę o świeże ryby.

Wreszcie moroszka (odmiana maliny) zaczęła nabierać pomarańczowego odcienia, co oznaczało, że można ją było zacząć zbierać. Któregoś dnia rano zwinęliśmy więc namiot, spakowaliśmy klamoty i zamierzaliśmy opuścić koczowisko. Niestety, czekała na mnie przykra niespodzianka. Włożyłem kluczyk do stacyjki, przekręciłem i... klops. Silnik nawet nie zarzęził, a kontrolki pozostały tak samo ciemne jak poprzednio. Odezwał się jedynie alarm, który samoczynnie przełączył się na własne zasilanie. Było jasne, że padł akumulator. Jego całkowite wyładowanie - jak się później okazało - nie było spowodowane żadną usterką, lecz faktem świecenia się przez kilka dni i nocy żarówki w lampce pod sufitem. Nikt tego nie zauważył, gdyż od 10 dni nie korzystaliśmy z auta...

Na szczęście niedaleko nas znajdował się namiot innych zbieraczy runa leśnego. Jednak ani oni, ani my nie mieliśmy żadnych przewodów, którymi można byłoby połączyć akumulatory. Mówi się jednak, że Polak potrafi... Istotnie, dzięki prowizorycznemu połączeniu klucza francuskiego, śrubokręta i kawałka drutu udało się odpalić moje auto. Gdyby jednak w sąsiedztwie nie było innego samochodu, to czekałby mnie bardzo długi spacer...

Znajdź nas na Google+

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (8):

Sortuj komentarze:

k'woli porady. Do odpalenia samochodu z "padniętym" akumulatorem nie potrzeba wcale grubych kabli rozruchowych. wystarczą jakiekolwiek - np ze starego przedłużacza lub co jest pod ręką. Na wszelki wypadek w sprawnym odpala się wcześniej silnik. odczekujemy z 5-10 minut aż trochę energii przepłynie do rozładowanego akumulatora, rozłączamy kable (żeby nie spalić połaczenia przy odpalaniu), odpalamy samochód i w drogę! Sprawdzone kilka razy :)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Fajna przygoda :-) Udowodniliście, że Polak potrafi...
Mac Gywer by pozazdrościł! :-))

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dziękuję i odwzajemniam pozdrowienia:)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Panie Irku, na północy nigdy nie byłem i o długim dniu nie pomyślałem, aż mi głupio i pokraśniałem. Całe życie się człowiek uczy...To świetny artykuł i powinien w konkursie W24 startować...Pozdrawiam cieplutko.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Latem na północy Szwecji dzień jest bardzo długi, więc kładliśmy się spać, gdy było jeszcze widno, a budziliśmy się, gdy było juz całkiem jasno. Nikomu zresztą nie przyszło do głowy, żeby w nocy sprawdzać, co dzieje sie w samochodzie.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Ciekawa przygoda. Skoro pozostawiono włączone oświetlenie sufitowe, to w nocy było widoczne i można je wyłączyć. Może samochód stał w innym miejscu ?.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Przy metodzie "na pych" uszkadza się podobno katalizator. Poza tym na leśnej polanie raczej ciężko rozbujać spore auto:)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Czyżby metoda "na pych" zaginęła w mrokach historii.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.