
Nie było czasu na ratowanie dobytku i zastanawianie się, co robić. – Zaraz po tym, jak poczułam dym, obudziłam dziecko, mąż już był na chodzie, psy zapięłam na smycze i wyszliśmy przed dom – mówi mieszkanka trzeciego piętra, znajdującego tuż pod dachem.
Podobnie jak inni lokatorzy kamienicy, jej rodzina stała i z napięciem wpatrywała się w strażaków, którzy błyskawicznie pojawili się na miejscu. Rozstawili samochody z podnośnikami, węże podpięli do hydrantów. – Mogło być różnie, sytuacja wyglądała naprawdę groźnie – przyznaje po szczęśliwym zakończeniu młodszy brygadier Tadeusz Sitko, zastępca komendanta tarnowskiej straży pożarnej.
Zapalił się dach budynku. Stropy są drewniane, więc nie trzeba było dużo, by doszło do tragedii. Na szczęście strażacy przystąpili do akcji w momencie, który gwarantował, że ich szybkie działanie i profesjonalizm przyniosą skutek. Po kilkudziesięciu minutach wiadomo było, że akcja zakończy się sukcesem. Mieszkańcy, którzy najedli się strachu, odetchnęli z ulgą. Powoli wracali do swoich mieszkań. Prawdopodobnie przyczyną pożaru było zaprószenie ognia. Śledztwo, które ma potwierdzić lub wykluczyć taką hipotezę, wszczęła tarnowska policja.
Natomiast inspektorzy nadzoru budowlanego będą musieli sprawdzić, czy czy nie została naruszona konstrukcja kamienicy i nadal w budynku będą mogli mieszkać lokatorzy.
(ab)
PT