Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

39860 miejsce

Szybka Karolina, która jeszcze tylko nie dachowała...

  • Źródło: Dziennik Zachodni
  • Data dodania: 2006-07-21 13:34

Pochodzi z Ustronia i ma 23 lata. Koledzy doskonale wiedzą, że przy niej nie warto się licytować, kto jest najlepszym kierowcą. Karolina Czapka już jako dziecko więcej czasu spędzała na torze wyścigowym niż w piaskownicy.

- Zawsze lubiłam samochody - mówi. - Przede wszystkim bawiłam się samochodami, skakałam po drzewach i przez płoty. Lalkę też miałam, ale musiała mieć samochód.

W domu Czapków samochody zawsze znajdowały się na pierwszym miejscu. Ojciec Marian był kierowcą rajdowym. Obok niego w roli pilota zasiadała żona Emilia. Karolina zaczęła więc ściganie bardzo młodo.

Dziura w brzuchu

- Była niedziela. Nudziło się nam w domu. Tata wymyślił, że pojedziemy na zawody gokartowe do Gostynia. Jak zobaczyłam tor i to co się na nim działo, wózki jeżdżące bardzo szybko i jeszcze obijające się o siebie, musiałam usiąść za kierownicą. W drodze powrotnej już wierciłam tacie dziurę w brzuchu, że koniecznie muszę mieć gokarta - opowiada Kaja, zodiakalny Bliźniak.

Na torach zdominowanych przez chłopaków wykręcała świetne czasy, a kumpli bolało, że jest lepsza od nich. Wściekali się, następnym razem śrubowali czasy. Zawodniczka z Ustronia mimo tej zaciekłej rywalizacji była bliska wywalczenia mistrzostwa Polski w kartingu. Niestety, zawiódł sprzęt.

Po trzech latach startów w kartingu Karolina postanowiła spróbować czegoś nowego. Najpierw zdała egzamin na prawo jazdy (teorię musiała zaliczać trzy razy), tydzień później otrzymała licencję rajdową, a po kolejnym tygodniu brała już udział w pierwszym wyścigu.

Życie jak w cyrku

Teraz, kiedy są wakacje, pracuje z rodzicami, którzy prowadzą kilka firm, albo siedzi w samochodzie. Na placu przed zakładem w Skoczowie stoi wielka przyczepa, w której mieszczą się wóz wyścigowy, warsztat oraz część mieszkalna z kuchnią, łazienką i sypialnią. Karolina spędza w przyczepie co drugi weekend. Żyje jak artystka cyrkowa, ale kocha to.

Ten sezon, w którym ściga się renaultem clio w Grand Prix Polski w klasie do dwóch litrów, jest już szóstym spędzonym na torach Polski i Europy. Długo była rodzynkiem wśród mężczyzn, ale nigdy nie miała kompleksów. Teraz jest już jedną z kilku kobiet za kierownicą sportowego auta.

Sukcesy? Na koncie ma ich sporo, choćby czwarte miejsce w mistrzostwach Polski w kartingu, trzecie w mistrzostwach Saksonii, tytuł mistrza Czech w wyścigach górskich do 2 litrów, tytuł mistrza Czech w wyścigu płaskim w kategorii do 2 litrów, Grand Prix Polski w klasie narodowej hondą civic, mistrzostwo Polski w wyścigach długodystansowych.

Za kierownicą nie klnie. Nigdy. Ani na torze, ani na zwykłej drodze. Jest spokojna jak leniwiec na drzewie.

- Nawet tata mnie czasami prosi: "Zrób, córcia, wreszcie coś agresywnego". A ja spokojnie. Jestem typową kobietą za kierownicą, prowadzę samochód bardzo precyzyjnie, płynnie, co jest moim atutem, bo na wyścigach dokładność bardzo się liczy. Wyścigi to nie rajdy samochodowe, gdzie trzeba szarpnąć wozem, postawić go bokiem - zwierza się Karolina.

W czapce urodzona

W karierze miała kilka groźnie wyglądających wypadków. - Nieraz pokrzywiłam blachę - uśmiecha się 23-latka. Gdy jeździła jeszcze gokartem, podczas zawodów we Włoszech na jednym z zakrętów najechała na inny wózek, który obróciło, i wystrzeliła w powietrze jak rakieta. Maszyna przekoziołkowała kilka razy lądując na asfalcie do góry kołami. Karolina, całe szczęście, wcześniej wypadła i nic jej się nie stało.

Później, gdy już przesiadła się do wyścigówek, samochód konkurenta uderzył w jej drzwi i uszkodził je. Zamek się zablokował, więc Karolina przez kilka okrążeń musiała jedną ręką trzymać drzwi, a drugą kierować i zmieniać biegi. Innym razem wypadła z toru i z takim impetem uderzyła w bandę, że wszystkie szyby w samochodzie wypadły.

- Miałam już kilka wypadków, jeszcze tylko, odpukać, nie dachowałam. Wszystkie wyglądały groźnie, ale nic mi się nie stało. W samochodach są klatki, które dobrze zabezpieczają kierowcę. Ja myślę, że jestem w czapce urodzona. Samo nazwisko na to wskazuje - uśmiecha się Czapka.

Choć za kierownicą nie jest agresywna, lubi sobie poszaleć. Najszybciej jechała z prędkością 250 km/h, a może nawet szybciej. Dokładnie nie wie, bo w wyścigówkach nie ma prędkościomierza. Musi wystarczyć obrotomierz.

Na polskich drogach nie szaleje. Wie, że ma duże umiejętności, ale boi się złych dróg i kiepskich kierowców. - Najgorsi są niedzielni kierowcy, szczególnie latem, podczas wakacyjnych wyjazdów - mówi Kaja.

Nie lubi tapety

Jak każda kobieta, lubi chodzić po sklepach. Gotować umie i też lubi to robić. Z uśmiechem przyznaje, że im jest starsza, tym pichcenie coraz bardziej ją wciąga. Uwielbia głównie włoskie potrawy, szczególnie makarony. Ubiera przeważnie spodnie. Dopiero gdy słońce mocno przygrzeje, zakłada spódnicę. Maluje się, ale sporadycznie. Lubi poczuć się jak księżniczka, dlatego nigdy nie nakłada makijażu w tygodniu czy na zawody. Na tor przyjeżdża, żeby się ścigać, a nie podobać się facetom.

Plany? - Nie wiem, jak długo jeszcze będę się ścigała. Czas leci. Teraz kończę studia, za rok będę broniła pracę magisterską, potem przyjdzie czas na zakładanie rodziny. To cel każdej kobiety i on koliduje z moją pasją. Na razie nie mam gotowego rozwiązania.

A Maciek, z którym jest od dwóch lat, już cierpliwie czeka...

Wojciech Trzcionka/ Dziennik Zachodni

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.