Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

49702 miejsce

Szyderczy uśmiech fortuny

Zdarza się czasem, że ślepy los uczyni człowieka bogatym. To trochę tak, jakby promień słońca przebił zasłonę ciemności, za którą skryły się wszystkie uroki świata, a my możemy teraz cieszyć się nimi bez ograniczeń.

Plotka szerzy się jak powódź, więc nie trzeba było długo czekać, aby wszyscy w naszym bloku dowiedzieli się, że w ostatni czwartek maja pan Wiktor Gozdowski, zajmujący na parterze skromną kawalerkę, wygrał w Totolotka duże pieniądze. Nie wiadomo dokładnie, kto tę informację zdobył i upowszechnił, ale od tej pory zaczęto nazywać go „milionerem”.

Wszyscy oczywiście dobrze wiedzą, co zrobić z dużymi pieniędzmi? - Ja to bym od razu kupiła nową lodówkę. - stwierdziła sąsiadka spod jedynki. - A potem bym wszystko zaniosła do banku, na wysoki procent. A mojemu staremu to bym nawet o niczym nie powiedziała, bo jeszcze by mu się w głowie przewróciło i za młodszą by się rozejrzał.

Tylko pan Wiktor zachowywał się tak, jakby to wszystko zupełnie nie dotyczyło jego osoby. Żył po staremu ze skromnej emerytury i, dla ratowania budżetu, już od świtu krążył po okolicy z wózkiem, zbierając wszystko, co tylko było do spieniężenia. Nie miał łatwego życia, gdyż sąsiedzi niejednokrotnie buntowali się, gdy swoje „znaleziska” znosił do piwnicy, powodując tym spory bałagan. Były nawet interwencje w spółdzielni mieszkaniowej. Ale on robił dalej swoje, więc większość mieszkańców traktowała go jak niewygodnego współlokatora.

Od czasu jednak, gdy uznano go za milionera, przyglądano się jego codziennym „zajęciom” z zażenowaniem. Niektórzy komentowali, że „skąpstwo uderzyło mu do głowy”, albo że „tym udawaniem chce wszystkich wyprowadzić w pole”. Niechęć otoczenia narastała z każdym dniem, a plotka o jego bogactwie zataczała coraz szerszy kręg.

Pewnego wieczora przy śmietniku zaatakował pana Wiktora jakiś nieznajomy chłopak w dresie i czapce-bejsbolówce. Tarmosząc go za ubranie, zażądał pieniędzy wykrzykując, że „skoro jest taki bogaty, to musi się też z nim podzielić i jak tego nie zrobi, to popamięta”. Innym razem zapukała do jego mieszkania sąsiadka z trzeciego piętra z prośbą o pożyczkę na zakup samochodu, a gdy próbował jej tłumaczyć, że „chyba pomyliła adres”, obróciła się na pięcie i burknęła na odchodne: „Takiego skąpca, jak pan, to ja w życiu nie widziałem”.

W niedzielę, gdy ksiądz z ambony zasugerował wiernym, że potrzebny jest pilny remont zakrystii, wszystkie oczy natychmiast skierowały się na pana Gozdowskiego. Było zupełnie jasne, że to właśnie „milioner” powinien wyłożyć pieniądze na ten cel. Tymczasem jego reakcja była natychmiastowa. Wzburzony, nie bacząc na powagę świątyni, zerwał się z ławki i wykrzyczał: - Ja nie jestem żadnym milionerem i nie mam żadnych wielkich pieniędzy, o których wszyscy tak ciągle mówicie. Dajcie mi wreszcie święty spokój! Dacie mi żyć, bo ja już dłużej tego nie wytrzymam!

W poniedziałek zbudził lokatorów dźwięk karetki pogotowia zajeżdżającej pod nasz dom. Po paru minutach dwóch sanitariuszy lokowało już do samochodu nosze, na których leżał pan Wiktor z twarzą bladą jak papier. Lekarz nie chciał odpowiadać na pytania sąsiadów, ale jeden z sanitariuszy wyjawił, że chodzi o poważny zawał serca, dlatego wiozą go prosto do Akademii Medycznej.

Następnego dnia dotarła do nas wiadomość o śmierci pana Gozdowskiego. Pogrzeb „milionera” odbył się jeszcze tego samego tygodnia na cmentarzu łostowickim. W skromnej uroczystości wzięli udział brat zmarłego oraz nieliczni sąsiedzi. Ksiądz Radosław odmówił modlitwę, a potem wszyscy odśpiewali „Dobry Boże, a nasz Panie…”. Tylko pani Teresa Grabowska, której pan Wiktor przy każdej okazji pomagał wnosić na czwarte piętro ciężką siatkę z zakupami, ze łzami w oczach stwierdziła: „Jestem pewna, że wszyscy, w jakimś stopniu, ponosimy winę za tę niepotrzebną śmierć.”

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (17):

Sortuj komentarze:

"Gdyby tak było, to znaczyłoby, że każdy z nas może wymyśleć jakaś poreuszającą historię i ją puśćić do publikacji."

Alez tak Izabelo - publikowałam tu, w dziale M3G, bardzo wiele moich opowiadań, osnutych na prawdziwych wydarzeniach. I nie maja one nic wspólnego z dziennikarstwem. Opisanie wydarzen w formie opowiadania wymaga jednak "wymyslenia".
Autor nie zrobił reportażu, rzecz opisał w formie relacji. Jak wyjasnia - relacji z wydarzen prawdziwych. I chyba wszystko w porządku - nie sądzisz?

Komentarz został ukrytyrozwiń
  • Autor usunął profil
  • 12.07.2009 21:18

To jest nowy gatunek: opowiadanie z cyklu "prawdziwe historie Adama Sobala" :)
A plotka - hydra niepokonana, oplata a nie kiedy dusi...

Komentarz został ukrytyrozwiń

Po prostu PLUS

Komentarz został ukrytyrozwiń
  • Autor usunął profil
  • 28.09.2008 00:52

Polecam irlandzką komedię "Martwy farciarz" ("Waking Ned Devine"). Facet wygrał w totka prawie siedem milionów, a gdy dowiedział się o tym, dostał zawału i zmarł. Paralela jest oczywista, ale film jest śmieszny, a tragedie życia - nie.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Marto, dziękuje za uznanie. W pełni zdają sobie sprawę, że moje teksty bardziej przypominają opowiadania niż typowe reportaże. Wynika to z dwóch powodów. Po pierwsze nie znam się na dziennikarstwie na tyle, aby swobodnie operować formą reportażową, mimo że Moja Piękna podtyka mi co jakiś czas różne gazety z przykładami dobrych artykułów z tego gatunku. A po drugie – bardzo lubię opowiadać o życiu w sposób barwny, bo życie jest bardziej kolorowe, niż nam się niekiedy wydaje.

Komentarz został ukrytyrozwiń

W takim razie to naprawdę przykre. Dobrze zaobserwowana anatomia bezrefleksyjnego niszczenia komuś życia...

Komentarz został ukrytyrozwiń

Mateuszu i Aniu dziękuję za uznanie. Bo też dobre słowa, płynące do czytelników, są dla autora czarodziejskim parasolem, pod którym może się zawsze skryć przed deszczem krytycznych opinii.

Komentarz został ukrytyrozwiń

plus.
przykre, że plotka potrafi mieć tak ogromny wpływ na życie.

Komentarz został ukrytyrozwiń
  • Autor usunął profil
  • 24.09.2008 08:53

+ !

Komentarz został ukrytyrozwiń

Przepraszam wszystkich za zwłokę w odpowiedzi, ale Moja Piękna, w ramach rozwoju mojego intelektu, zaleciła mi wielogodzinną lekturę Falskiego. Przyznaję, że to bardzo pouczająca książka, zwłaszcza w fragmentach opisujących uroki jesieni. Poza tym ma duże litery, więc ich składanie poszło mi całkiem nieźle. Ucieszyło mnie również, że nie zaleciła mi czegoś z egzystencjalistów, bo z moją egzystencją nie jest najlepiej i niechybnie popadłbym znów w jakieś tarapaty psychiczne.
A teraz do rzeczy!
Serdecznie dziękuję wszystkim, którzy zechcieli poświęcić czas na lekturę tego materiału. Jesteście z pewnością bardzo cierpliwymi ludźmi, skoro w natłoku świetnych artykułów i galerii innych autorów, wyłuskaliście mój tekst. Dziękuję również za pochlebne słowa na jego temat.
Iza i Marta zadały mi pytanie, czy przedstawiona w felietonie historia jest prawdziwa? Odpowiadam zatem: historia jest prawdziwa. Mieszkam w bloku wielorodzinnym: 4 piętra, 4 klatki schodowe, w każdej po 4 mieszkania. Łatwo z tego wyliczyć, że w jednym tylko bloku mamy do czynienia z 64 rodzinami. W takiej gromadzie dzieje się bardzo wiele, a ja lubię to uważnie obserwować. Z łatwością wyłapuję różne zdarzenia i sytuacje, które stanowią później tematy moich tekstów. Tak się widać nieszczęśliwie złożyło, że w jednym tylko roku w naszym bloku wydarzyły się dwie tragedie. Wszyscy opłakiwali Roberta, natomiast śmierć pana Gozdowskiego specjalnie ludzi nie zainteresowała. Ot, umarł na zawał serca i już. Żył samotnie i umarł samotnie. Na pogrzebie była nas tylko gromadka sąsiadów.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.