Facebook Google+ Twitter

Ta obrzydliwa Ameryka, której tak potrzebujemy...

Za co szanuję USA, czyli rzecz o tchórzliwości i zakłamaniu Europy.

Jedną z najzabawniejszych rzeczy jakie obserwuję, jest stosunek różnych państw w Europie do USA. Dominuje szacunek pomieszany z niechęcią, przy czym, wraz z upływem czasu, niechęci jest w tej mieszance więcej. Bo to rzekomo my, Europejczycy, jesteśmy bardziej cywilizowani (bez względu na to, co to znaczy), bardziej humanitarni, bardziej postępowi. Nie mamy na rękach krwi Irakijczyków i Wietnamczyków (a jeśli już, to dużo mniej...). Ataki na amerykańską kuchnię, kulturę - w szczególności filmy - to już oklepane frazesy. Wszystko albo zbyt tłuste, albo zbyt skomercjalizowane, a najczęściej jedno i drugie w tym samym produkcie.
Prawdę powiedziawszy, można by o obrzydliwości USA napisać parę książek. Każda będzie zawierała tysiąc przykładów, może nawet prawdziwych, na głupotę i potworność USA. O samym Bushu można zapewne napisać co najmniej trylogię. Jak to kiedyś, ktoś słusznie napisał - przecież nikt nie lubi najsilniejszego chłopaka na osiedlu...

To wszystko nie zmienia jednak prostego faktu. Obecnie USA są jedynym bodaj gwarantem względnego porządku na świecie. I choćby za to należny im jest szacunek.

Skąd ten proamerykański pean? Ano, z analizy sytuacji. A szczególnie najświeższego przypadku; kolejnego z cyklu. Od roku mniej więcej słuchałem o przygotowaniach do europejskiej wyprawy wojskowej do Czadu. Siły zbrojne dorobiły się nawet własnej nazwy EUFOR. Miała być wyprawa, sukces, pomoc dla Czadu i znajdujących się tam uchodźców z Darfuru (Sudan). Miało być pięknie. Tymczasem media obwieściły ostatnio o... czasowym zawieszeniu misji. To jeszcze rozumiem. Nie rozumiem uzasadnienia. Powodem jest - uwaga - wzrost napięcia w Czadzie. I prawdę powiedziawszy nic nie rozumiem. W moim lekko prostackim, konserwatywnym pojęciu, wojsko należy wysyłać albo na wojnę, albo w celu ochrony ludności cywilnej. Wzrost napięcia w Czadzie oznacza drastyczny (Afryka i jej pojęcie wojny!) wzrost zagrożenia ludności cywilnej. Należy więc wysłać wojsko do Czadu szybciej. I więcej tego wojska. W dodatku lepiej uzbrojonego. Tymczasem podszyta tchórzem Europa, wycofuje się z misji. Przepraszam - czasowo ją przesuwa. Panowie eurokraci! Już nie trzeba bronić uchodźców z Sudanu? Nie trzeba bronić rzeszy mieszkańców Czadu zagrożonych przez bandyckie zgrupowania zwane, nie wiedzieć czemu, "partyzantami"?

A może, zamiast wysyłać wojsko i żandarmów, zrobicie koncert charytatywny. "Stop przemocy w Czadzie!". "Nigdy więcej drugiego Darfuru". "Precz z neokolonializmem". Hasła jak znalazł. Będzie można urzędniczo-polityczne facjaty pokazać w TV, zapewnić, że się jest moralnie "za", a nawet "jeszcze bardziej za". Trzy podstarzałe gwiazdy pop, w marynarkach nabitych setkami cekinów (albo w sukniach bez pleców), powiedzą rzeszy młodych, "wrażliwych" Europejczyków, że trzeba protestować, ale tak naprawdę to wina nasza i naszych dziadków. Czemu? Bo 200 lat temu realizowaliśmy biblijny zapis "czyńcie sobie ziemię poddaną" i ośmieliliśmy się skolonizować pół świata. I wszyscy będą zadowoleni. Wrażliwi (bo byli na koncercie "ZA"), biurokraci (bo coś się udało - koncert), politycy (bo byli "ZA" w TV). Kobiety i dzieci z Czadu głosu nie będą miały. Kamer TV tam nie będzie.

Jednak nie sama sprawa Czadu jest tu istotna. Istotny jest cały kontekst europejskich akcji na rzecz bezpieczeństwa. Wojna na Bałkanach - setki tysięcy zabitych, setki tysięcy zgwałconych kobiet, obozy koncentracyjne, ludobójstwo, "aleja snajperów" w centrum Sarajeva. 1000 km od naszych "wrażliwych" europejskich oczu. I co? I nic! W obecności holenderskiego batalionu wymordowano w Srebrnicy ok. 5 tys. osób. Hańba, hańba, hańba. Tymczasem w Europie cisza. Holandia nadal kojarzy się z piłką nożną, trawką i pięknym Amsterdamem, nie ze szczytowym tchórzostwem, niepojętym w żadnej mierze. Niejaki Gross zarzuca Polakom bierność w czasie II wojny w sprawie mordowania Żydów - ciekawe co powinien napisać o uzbrojonych po zęby Holendrach (acz pozbawionych czołgów!), którzy nie ruszyli palcem w bucie, gdy zabijano tysiące ludzi. I ciekawe czemu nikt tego nie pisze?

Porządek na Bałkanach wprowadzili dopiero "ci wredni Amerykanie". Jak zwykle. A w sprawie Kosowa? Gdy serbscy "partyzanci" wypędzali tysiące Albańczyków, Europa załamywała ręce. Dopiero "Wujek Sam" zaprowadził porządek w Kosowie. W Rwandzie, na naszych oczach, wymordowano kilka milionów ludzi (!). Gdzie byli wówczas Europejczycy? Zapewne na posiedzeniu jakiegoś organu Unii.

O histerycznej ucieczce Hiszpanów z Iraku wspomnę tylko króciutko. Tak samo jak o niemieckim kontyngencie w Afganistanie, który nie ma brać udziału w... akcjach bojowych. Albo o Czechach, którzy podczas inwazji na Irak wysłali trzy razy więcej żołnierzy niż Polska, ale bronili się rękami i nogami przed przyznaniem, że w inwazji biorą udział.

W tej sytuacji prostolinijna Ameryka bardziej mi odpowiada. Jak prezydent USA mówi, że będzie wojna, to znaczy, że będzie strzelanina, naloty, będą ofiary i będzie walka. Może to okrutne - ale przynajmniej szczere. Bo gdy Europa wybiera się na wojnę, to będzie dramat. Taki jak na Bałkanach, czy tak jak w Rwandzie. Albo nie dramat - będzie śmiech. Niestety, przez łzy.


Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (17):

Sortuj komentarze:

  • Autor usunął profil
  • 23.02.2008 11:14

O.K.

Komentarz został ukrytyrozwiń
  • Autor usunął profil
  • 08.02.2008 16:14

Europa (Niemcy, Anglicy, Francuzi, Hiszpanie) nie chcieli kiwnąć palcem w sprawie Bałkanów.
Oczekiwanie, że zaangażują się w humanitarne akcje w Afryce jest chyba trochę irracjonalne. Z historii wiadomo, że takie humanitarne działania nie leżą w ich naturze.

Komentarz został ukrytyrozwiń
  • Autor usunął profil
  • 07.02.2008 16:57

Żeby była jasność - ja nie neguję historycznej roli USA, głównie po II wojnie światowej. Gdyby nie oni, mielibyśmy teraz Orwella. Ale Zimna Wojna się skończyła. A przed Irakijczykami nie trzeba chyba Polski bronić...

Komentarz został ukrytyrozwiń
  • Autor usunął profil
  • 07.02.2008 16:42

Ależ ja to doskonale rozumiem :-)
Nie rozumiem natomiast co ma Orwell do I wojny światowej.

Komentarz został ukrytyrozwiń

„Bez nich alianci też by sobie poradzili, może trochę później.”
No tak, pewnie by tak było. Teraz przeżywalibyśmy np. (też spóźnioną o jakieś dwadzieścia lat) wizję niejakiego Orwella (choć nikt z terenu dawnej Europy tego nazwiska by nie znał), ale przecież wszystko mija... I gdyby ci obrzydliwi Amerykanie nie wtrącali się do nie swoich spraw, to...
Najbardziej denerwuje fakt, że nawet na wojnie robili interesy, wzmacniając swoją potęgę. Przecież od wieków do standardów w polityce światowej należy sytuacja, kiedy kraje angażują się w jakieś oeracje gospodarcze, albo wysyłają swoich żołnierzy na wojnę aby osłabić własne znaczenie, prawda gulnar? Czy to tak trudno zrozumieć?

Komentarz został ukrytyrozwiń
  • Autor usunął profil
  • 07.02.2008 15:58

Nadal twierdzę, że ich przybycie jedynie przyspieszyło sprawę. Nie pokonali zresztą Niemiec, lecz Niemcy sami sie poddali, bo ne byli w stanie prowadzić nadal wojny. A sytuacja na froncie wyglądała wtedy tak, że ani jeden żołnierz aliancki nie postawił stopy na niemieckiej ziemi. Niemcy przegrały wojne, bo były wyczerpane gospodarczo, a nie dla tego że zbawcy z za oceanu przybyli.
A że wspierali gospodarczo, to fakt. Zresztą nieźle na tym wspieraniu zarobili. Wielka Brytania chyba z 10 lat po wojnie spłacała jeszcze długi.

Komentarz został ukrytyrozwiń

tu gulnar przegiąłeś:) Z tymi aliantami w 1917 to chyba nie za bardzo by sobie poradzili. co najwyżej obroniliby Francję, ale nie pokonaliby Niemiec. Rok 1917 był kluczowy - z racji "uwolnienia" wojsk niemieckich z frontu wschodniego z powodu rewolucji sowieckiej.

Znasz powiedzenie: "lepiej późno, niż wcale"?

A prawda jest taka, że w USA zawsze były silne wpływy izolacjonizmu - doktryny kwestionującej odległe działania zewnętrzne. Izolacjonizm był tak silny, że przekonanie społeczeństwa USA do udziału I lub II WŚ zawsze wymagało czasu.
I jeszcze jedno - w obu wojnach, zanim na frontach pojawili się żołnierze z USA - ten kraj w gigantyczny sposób wspierał aliantów gospodarczo. A to równie ważne jak wysyłanie wojska na pole bitwy.

Komentarz został ukrytyrozwiń
  • Autor usunął profil
  • 07.02.2008 14:00

Do pierwszej wojny przystąpili dopiero w 1917 roku. Bez nich alianci też by sobie poradzili, może trochę później. A do drugiej przystąpili dopiero w grudniu 1941 roku, bo zostali zaatakowani przez Japonię, a nie z chęci zaangażowania się, czy miłości do Europy. Nie róbcie apoteozy !

Komentarz został ukrytyrozwiń

Ameryce można wiele zarzucić, to prawda (popieranie niektórych dyktatur np.); ale w tych zarzutach nie bądźmy irracjonalni!
To źle, że USA dbają o własne interesy? A który kraj nie dba? Jak to się kończy, kiedy nie dba? Czy chcielibyśmy, żeby polskie władze nie dbały o polskie sprawy? Aż ciśnie się oklepane: nie dajmy się zwariować!!!
Chodzi o to, żeby dbając o własne interesy służyć interesom świata, a nie ma innego kraju, który w ostatnich stu latach zrobił dla świata więcej niż USA właśnie. Jak wyglądałaby rzeczywistość roku 2008 gdyby USA nie chciały zaangażować się w obie wojny światowe? Gdyby nie stanęły do politycznej i gospodarczej konfrontacji ze ZSRR? Gdyby nie postawiły się tak zwanym państwom „osi zła”? A nie musieli przecież ryzykować, spokojnie przygotowując się jedynie do ewentualnej obrony, albo zawierać porozumienia o p[okoju i współpracy...
Ilość amerykańskich laureatów Nobla to tylko małe uzupełnienie.

PS. Też nie jestem fanem Rambo i nie chciałbym do USA emigrować, nawet gdyby mi ktoś wciskał wizę.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Rozumiem przesłanie tekstu o Ameryce, jako gwarancie porządku na świecie. USA pretenduje do Policjanta Narodów, walczy z terroryzmem ( nie do końca przekonują mnie wszystkie argumenty), ale jeśli chodzi o utrzymanie ładu w ochronie środowiska naturalnego, to nie jest upojnie.Przykładów mozna mnożyć

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.