Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

7041 miejsce

"Ta płyta jest jak człowiek...". Rozmowa z Grzegorzem Wilkiem

Grzegorz Wilk, wokalista, kompozytor, autor tekstów, a także informatyk, technik dentystyczny, socjolog, dziennikarz radiowy. Szerszej publiczności znany jest z programu "Jaka to melodia". Śpiewa również w oratoriach Piotra Rubika.

W słoneczny weekend (29 - 30 marca 2014 r.) w Siedlcach została otwarta nowa galeria handlowo - usługowa "Galeria Siedlce". Jedną z gwiazd muzycznych otwarcia był Grzegorz Wilk, wokalista, kompozytor, autor tekstów, a także informatyk, technik dentystyczny, socjolog, dziennikarz radiowy. Szerszej publiczności znany z programu "Jaka to melodia". Śpiewa również w oratoriach Piotra Rubika.

7 lutego swoją premierę miała Pańska debiutancka płyta. Jest zupełnie inna niż wszystkie, zarówno pod względem muzycznym, jak i wizualnym. Skupmy się jednak na jej warstwie wizualnej. Skąd się wziął pomysł na tak nietypową okładkę? Czy to był Pański pomysł, czy ktoś go Panu podsunął?

Z jednej strony to był mój pomysł, ponieważ chodziło o to, żeby pokazać moją twarz, która kojarzy się wielu ludziom, natomiast nie kojarzy się z nazwiskiem. Zatem już koncepcją grafika było połączenie tego wilka z moją twarzą. Na początku bardzo oponowałem, ponieważ wydawało mi się to trochę naiwne. Ale potem jak zobaczyłem, jak to jest ładnie zrobione, to rzeczywiście, przychyliłem się ku temu pomysłowi. Mieliśmy jeszcze kilka innych propozycji, ale w porównaniu do tej ostatniej propozycji Wilko - Wilka wypadły one blado. Potem ostateczna obróbka i akceptacja. Bo ja lubię jednak czystość, klarowność, lubię przejrzystość. Tak samo jest w muzyce.

Większość utworów napisał i skomponował Pan osobiście. Czy w związku z tym czuje się Pan bardziej związany z tą płytą?

Ależ oczywiście. Ta płyta to jest bardzo osobista forma muzykowania. Ja wychodzę z założenia, że takie właśnie powinny być płyty. Jeżeli nie byłaby osobista, nie byłaby prawdziwa, a ja jednak chcę robić to, co jest naprawdę moje, to, co naprawdę czuję i co chcę przekazać, bo śpiewanie coverów pozostawiam sobie na scenę w „Jakiej to melodii”, bądź na imprezy ludyczne, na które jestem zapraszany z tego powodu, że śpiewam również inne piosenki i ludzie się przy tym bawią.
Natomiast WOLF - FLOW to jest zapis moich najróżniejszych doświadczeń, moich i nie moich przeżyć, dostrzeganych z mojej perspektywy. Zdaję sobie sprawę, że to ja jestem tym medium, które przekazuje emocje, szczególnie na płycie i szczególnie w moich utworach. Natomiast klimat jest bardzo różny, bo te utwory są jak życie, raz się śmiejemy, raz płaczemy, raz jesteśmy zadumani, a raz wprost przeciwnie – chcemy poszaleć. Rano wstajemy przy pięknej pogodzie i jest nam radośnie – włączamy radosną piosenkę, jest nam melancholijnie – włączamy sobie melancholijną piosenkę. Taka jest właśnie ta płyta. Ta płyta jest jak człowiek, ona żyje.

Co Pan czuł, kiedy miał ją Pan po raz pierwszy w ręku?

To jest uczucie trudne do opisania, bo to jak …miłość. Od pradziejów ludzie próbują zdefiniować miłość i do tej pory ciężko im to wychodzi. Tym bardziej ciężko jest mi sprecyzować uczucie, które towarzyszyło mi, gdy trzymałem w ręku tę płytę. Powiem, że było ono nieprawdopodobne. No i każdemu tego życzę. Nie zapomnę go nigdy. Ale to jest tak, jak ze szczęściem. Szczęście pamiętamy dopiero po jakimś czasie, że kiedyś, w danej chwili, czuliśmy się szczęśliwi.

Przy niektórych piosenkach współpracował Pan ze znakomitymi tekściarzami. Czy łatwo było ich namówić do współpracy?

Namówić było łatwo, ponieważ biorąc pod uwagę, że jestem związany tekstowo i ze Zbyszkiem Książkiem i z Jackiem Cyganem, nie było w ogóle problemu. Po prostu zadałem pytanie, czy chcieliby uczestniczyć w moim projekcie. I nie wywołało to żadnego oporu. Wprost przeciwnie, obaj panowie z ochotą się zgodzili. Również swoje teksty napisali nieodpłatnie. Akurat tekst Jacka Cygana nie pojawił się na tej płycie, ponieważ nie weszła na nią piosenka do której Jacek pisał tekst. Na szczęście w zamian dopisałem piosenkę „Pocałuj mnie”, i uważam, że to był dobry deal. Natomiast Jacek Cygan obiecał mi, że jeszcze na pewno będziemy pracować i zapowiedział, swój tekst na następną moją płytę. / Fot. Materiały prywatne red.

Jakie są Pańskie inspiracje muzyczne?

Moje inspiracje muzyczne są wielorakie. Z racji zawodu, który wykonuję i z racji formatu programu, w którym występuję śpiewam najrozmaitsze piosenki i nie klasyfikuję gatunków muzycznych. Dlaczego? Piosenka jest dobra, albo jest niedobra i niezależnie, czy to piosenka reggae, czy country, czy to piosenka rythm-bluesowa, czy jazz, czy to jest fusion, czy soul, czy to jest rock, czy to heavy metal. Jak piosenka jest dobra, to jest dobra. A ja się opieram głównie na melodii, a cała reszta to kwestia aranżacji. Jest melodia, jest tekst, bierzemy gitarę, gramy i wtedy jest piosenka.

Utwory, które znajdują się na płycie są bardzo nastrojowe. Czy to oznacza, że taki prywatnie jest Grzegorz Wilk?

Grzegorz Wilk jest bardzo różny i czasem jest nastrojowy, a czasem wprost przeciwnie. Ja uważałem, że ludzie są bardzo różnorodni i nie można tego systematyzować tak, że ta płyta będzie niosła tylko treści energetyczne – teraz będziemy tylko zasuwać w „pogo” galopem dookoła widowni, albo znowu wszyscy będą świecili żarówkami albo telefonami, wszyscy będą płakać i się wzruszać. Nie, nie – chodzi o to, żeby płyta była różnorodna. I czasem, tak jak wspomniałem, te piosenki są melancholijne, czasem są spokojne, czasem są takie, żeby posłuchać ich z dziewczyną, z chłopakiem przy świecach, czasem posiedzieć sobie zupełnie samemu i posłuchać, a czasem, żeby po prostu się pobawić. Pamięta Pani, kiedy przesłuchała płytę od początku do końca? Proszę posłuchać Wolf-Flow…

Kończąc temat płyty. Jakby Pan zachęcił fanów, odbiorców muzyki, czytelników tego wywiadu do zakupu płyty?

Nie jestem sprzedawcą ani „naganiaczem” Chciałbym zachęcić do słuchania dobrych piosenek, a tym samym nie chwaląc się, do słuchania tej płyty. I zresztą nie jest to tylko moja opinia. To jest opinia wszystkich tych, którzy tej płyty posłuchali. A to jest bardzo budujące. Wszyscy, którzy jej posłuchali zwracają się do mnie w ten sposób: „Grzegorz, bardzo Ci dziękuję, że ta płyta jest, dlatego, że to jest coś zupełnie innego. Nie spodziewałam/łem się, że może być tak różnorodna. Nie spodziewałam/łem się, że mogę usłyszeć wreszcie dobre melodie, dobre teksty w rodzimym języku, nie spodziewałam/łem się, że może być tak moja, jak Ty mnie dobrze znasz.”. I to jest dla mnie największy komplement. Wydaje mi się, że nie ma co ciągnąć ludzi na siłę do sklepów. Kto będzie chciał uszanować moją pracę i sprawić sobie przyjemność – zapraszam. Jeżeli ktoś chce poczuć, że nie jest sam w tym zidiociałym świecie telesprzedaży, jeśli ktoś tęskni za prawdą, szczerością, za czymś co wpada w ucho, nie jest inwazyjne, to posłucha tej płyty. Będzie mi bardzo miło.

Współpracował Pan z wielkimi osobistościami polskiej sceny muzycznej. Co Pan wyniósł z tych wszystkich współpracy? Oprócz doskonałych szlifów wokalnych.

Przede wszystkim wielką przygodę. Przygodę życia. Na tym to właśnie polega, że ta droga, jest nagrodą za to, co robimy. I to, co mnie spotyka i co mnie spotykało, wydaje mi się, że to jest największa nagroda za te godziny w salach prób. To, że dzwoni do mnie Piotr Rubik (a nie odwrotnie) i chce, żebym z nim śpiewał i ta nasza współpraca układa się już siedem lat. To, że Pani Alicja Majewska wzrusza się słuchając jak śpiewam niektóre pieśni. Że podchodzi do mnie Pan Jerzy Połomski i mówi „Panie Grzegorzu, Pan ma prawo śpiewać”, Pani Irena Santor i mówi (to było jeszcze przed wydaniem płyty) „Panie Grzegorzu, dlaczego Pan jeszcze nie wydał płyty? Ja Pana głos wszędzie rozpoznam.”. Czołowy recenzent muzyczny i festiwalowy, Bohdan Gadomski pisze ”Najbardziej wszechstronny wokalista, nie ma takiego drugiego…”. Że piszą do mnie koledzy z różnych znanych zespołów i trzymają kciuki, bo: ”Słyszeli, jest super, kto mi pisze takie fajne piosenki?” Wydaje mi się, że to właśnie jest nagroda. I czy nie jest najwyższym pochlebstwem, że Pan Włodzimierz Korcz, z którym ostatnio pracujemy dość mocno nad oratorium, którego telewizyjna transmisja będzie w czasie Świąt Wielkanocnych, powiedział „Panie Grzegorzu, czy Pan słyszał to, co Pan nagrał? Tego nie można zrobić lepiej. Ja wiem dlaczego Pan do tej pory nie zrobił w Polsce kariery. Pan jest po prostu za dobry.” (śmiech).

 / Fot. Materiały prywatne red.Miło chyba usłyszeć takie słowa o sobie, prawda? :)

Ależ oczywiście, te słowa są wyryte w kamieniu węgielnym mojej duszy. :) Szczególnie, że tego typu opinie usłyszałem od osób, które nie znalazły się na scenie przypadkowo. To elita, ludzie, którzy zrobili prawdziwą karierę, i którzy są dla mnie hiperautorytetami.

Występował Pan w programie „Szymon Majewski Show”. Czy gdyby dostał Pan propozycję wystąpienia po raz kolejny w takiego typu programie, to skorzystałby Pan z niej?

Zastanowiłbym się. Ja jestem człowiekiem pracy i lubię wyzwania. Nie robiłem tego już od jakiegoś dłuższego czasu. Postanowiłem teraz skupić się, na pokazaniu swojej twarzy, a nie twarzy człowieka, którego akurat parodiuję. W programie „Szymon Majewski Show” byłem kompletnie nierozpoznawalny, robiłem to przez parę lat i wiele osób, mimo że oglądało moje parodie, nawet nie wie, że robiłem to ja, bo byłem już tak oklejony tymi wszystkimi tworzywami, włosiem lub gumą imitującą łysinę. Poprzebierany w kartofle, kondomy i różne tam inne historie. Ciężko tam było dostrzec Grzegorza Wilka.

Wcielał się Pan w wyżej wymienionym programie w różne postaci. Które wcielenie wspomina Pan najmilej?

Najmilej wspominam… Tzn. każde wcielenie było miłe, bo każde było niepowtarzalnym doświadczeniem, a najśmieszniejsza była przygoda Bożonarodzeniowa, ponieważ wiązała się ona z przebraniem mnie za –„Hardcorowego Świętego Mikołaja”, gdzie wytatuowany, z długim, siwym warkoczem na prawie dokumentnie wygolonej głowie, w skórzanych spodniach ciąłem na gitarze. Niestety do emisji poszła wersja z próby, o czym mało kto wie. Właściwa wersja, kiedy rozwalałem te gitary, robiłem autentyczny sceniczny „bajzel”, sztuczne ognie leciały pod niebo, połykacze ogni też pluli swoimi, nie pojawiła się w telewizji. A dlaczego? Bo Śnieżynkom, które za mną wywijały, na skutek nadmiernej ruchliwości po prostu pospadały biustonosze, ukazując „to i owo”. Wyemitowano zatem wersję „bezpieczną” (śmiech).

Wspominam również mój pierwszy występ u Szymona. Była to parodia Krzysztofa Cugowskiego, którą śpiewałem zupełnie na żywo przed samym liderem Budki Suflera. To był pierwszy raz. No i potem się zaczęła ta moja przygoda z programem.

Ciekawym również pomysłem była niewyemitowana później piosenka Zbigniewa Wodeckiego, który po prostu nie pojawił się na planie. Tym samym utwór nie wszedł do programu, a była to piosenka zatytułowana „Do kupy trupy”, będąc parodią hitu „Chałupy welcome to”. Śpiewałem tam przebrany w bardzo obcisły kostium, który był pomalowany tak, jakbym był kompletnie bez skóry, same mięśnie na szkielecie. Pomysł polegał na tym, że podczas całego występu robiłem streptease- stopniowo rozbierałem się, zrzucałem garderobę, a na samym końcu – skórę. Podczas finałowego nagrania spłonęła marynarka , którą rzuciłem na jedną z lamp... :) Natomiast niestety nikt tego nie zobaczył.  / Fot. Materiały prywatne red.

Od kilku lat występuje Pan w programie „Jaka to melodia”. W towarzystwie kogo się Panu najlepiej śpiewa?

Niestety nie towarzyszy już nam Jarek Weber, który był moim przyjacielem i muzycznym kompanem przez bardzo wiele lat. No i trudno znaleźć zastępcę. Teraz najlepiej radzę sobie sam. Jest duży ruch, ludzie przychodzą i odchodzą. A mam swoją melodyjną ścieżkę. :)

Podczas nagrań programu spędzacie ze sobą bardzo dużo czasu. Przyjaźnicie się również prywatnie?

Z tymi przyjaźniami to różnie bywa, ale oczywiście lubimy się. Minęło dużo czasu i akceptujemy swoje „minusy”. Każdy zna swoje miejsce, nikt już nie musi tupać i pokazywać kim jest i ile znaczy. Kiedyś byłem tam 3, 4, 5 dni, mieszkaliśmy w hotelu wszyscy razem, były wspólne imprezy, więc łatwiej było się skonsolidować. Teraz jestem trochę wyautowany, bo jestem tam w zasadzie jeden dzień. Nie ma więc, jak umacniać przyjaźnie, a po drugie nie ma na to czasu, każdy dużo pracuje.

Bierze Pan udział w wielu muzycznych projektach. Są one bardzo różnorodne. Które z tych projektów są bliższe Pańskiemu sercu?

Wszystkie są bliskie mojemu sercu, więc w zasadzie kierując się typowym hedonizmem, robię to, co chcę, robię to, co mi się podoba. I nie plączę się w historie, które mi tylko obciążają życiorys i zabierają czas. Ja naprawdę mam co robić.

W związku z tym, że jest Pan osobą publiczną jest Pan bardziej narażony na krytykę. Jak Pan sobie z nią radzi, jeżeli się pojawia? Jest ona mobilizująca, czy przeciwnie, zniechęca Pana do dalszego działania?

Krytyka jest zawsze konstruktywna. Krytykanctwo odrzucam, nie słucham. Jeżeli ktoś coś chce powiedzieć ,że jest na „nie”, ale jednocześnie pokaże mi podstawy i uzasadni, to ja zawsze, z przyjemnością, to przyjmuję, bo to wtedy mi pomaga jakoś zmodyfikować plan działania na następny raz. Natomiast, z krytykanctwem, ostatnio się nie spotykam. A może ludzie się boją mi czegoś powiedzieć, albo gdzieś tam szepczą sobie za plecami. Wolę myśleć, że po prostu takich opinii nie ma :). Do mnie takie rzeczy nie docierają.

To chyba dobrze?

Bardzo dobrze, a jeśli coś by tam Pani wiedziała, to proszę mi przekazać. (Jak na razie nic nie słyszałam – komentarz red)

Jakie są Pańskie oczekiwania wobec publiczności?

Oczekiwania względem publiczności są zawsze takie same. Publiczność musi wiedzieć, po co przychodzi na koncert, jeżeli przychodzi posłuchać, to niech słucha, jeżeli przychodzi się bawić, to niech się bawi. Na szczęście te oczekiwania zawsze są spełnione. Ja zresztą to co robię, robię dla publiczności,. Cieszę się, że mogę z tego żyć. Natomiast podstawową sprawą jaka mi towarzyszy przy wymyślaniu, pisaniu i przy komponowaniu (tzn. ja nie jestem kompozytorem, jestem wymyślaczem piosenek, ja sobie wymyślam melodie, a to jest coś innego niż kompozycja) jest myśl o odbiorcy. Wymyślając melodie, pisząc teksty, śpiewając je, ja po prostu oczekuję, że to o czym mówię, to o czym śpiewam, dotrze do kogoś i mu pomoże tak po prostu. Nie lubię strzelać „z kapiszonów”.

Wiem, że lubi Pan podróżować. Wymarzona podróż to…?

Jest błąd w pytaniu... Nienawidzę podróżować. Ile stresu mnie kosztują podróże, to tylko ja wiem. Ponieważ zazwyczaj staram się zabrać cały dom do walizki, a to mi nie wychodzi, więc pakowanie się na każdą imprezę, mimo, że jeżdżę dużo, zajmuje mi średnio dwa dni. Więc tutaj leży kłopot. Nie lubię zatem jechać, ale…uwielbiam dojechać, lubię zwiedzać, lubię wiedzieć, gdzie jadę, lubię wiedzieć, co mogę tam zobaczyć. Takie wyjazdy, po to, żeby tylko wyjechać, czyli np. pojechać do Egiptu i siedzieć tam przy basenie, w ogóle nie wchodzą w grę. Jadę coś zobaczyć, jadę coś poznać, jadę się jeszcze, o ten jeden krok, rozwinąć.

Czym oprócz muzyki interesuje się Grzegorz Wilk?

Ciężkie pytanie, bo teraz to już niczym się nie interesuje, bo na nic nie ma czasu. Kiedyś, rzeczywiście miał mnóstwo koncepcji na życie. To była i turystyka rowerowa, to były jakieś elementy stolarstwa, mam pełno maszyn, pokupowałem, robiłem w domu jakieś drewniane mebelki, jakieś konstrukcje, bo mam zdolności ku temu. Natomiast ostatnimi czasy, biorąc pod uwagę to, że jestem gadżeciarzem, to też gromadzę przedmioty. Miałem szajbę zegarkową, miałem szajbę gitarową, kocham te instrumenty i nie odpuszczam. To z szacunku dla dzieła rąk ludzkich. Gram ile gram, ale instrumenty muszę mieć fajne. Dobre filmy, ale tego jest bardzo mało, więc zazwyczaj sięgam do tych wcześniejszych obrazów sprzed około 10 lat. Współczesne, to jest tylko rozrywka na raz, więc korzystam z tego jednorazowo.

Dziękuję za rozmowę i poświęcony czas. Życzę, aby płyta odniosła sukces.

Też sobie tego życzę. Mam nadzieję, że przy Państwa pomocy odniesie ten sukces. Ale to nie będzie mój sukces, to będzie Wasz sukces, bo jeżeli ktoś tę płytę kupi i ją przesłucha, to będzie mógł stwierdzić jedno, że jest wrażliwym człowiekiem, że jeszcze chce coś odczuwać, że jeszcze jest dużo szans na dobre zmiany, pozytywne zmiany.

(Rozmawiała: Alicja Szoplik)

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (3):

Sortuj komentarze:

Grzegorz Wilk jest,utalentowanym wokalistą z pozytywną energią. Dziękuję za świetny, pełen ciekawostek wywiad, przybliżający Jego postać oraz zamierzenia.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Tak, zaśpiewał pięknie, rzeczywiście :)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Też miałem przyjemność rozmawiania z panem Grzegorzem Wilkiem
link
Bardzo sympatyczny człowiek i niezwykle utalentowany artysta.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.