Facebook Google+ Twitter

Tadeusz Słobodzianek: Teatr łatwo traci widownię, ale by ją odzyskać trzeba lat. Wierzę, że to mi się uda

- Dziś kiedy w teatrze wszyscy eksperymentują, poszukują, dekonstruują, masakrują i „tną do kości”, sensowne przeczytanie tekstu, precyzyjne zbadanie relacji między postaciami oraz porządne przeanalizowanie kontekstu społecznego, w jakim postaci działają i zagranie tego wszystkiego na scenie, wydaje mi się przedsięwzięciem awangardowym - mówi w wywiadzie dla W24 Tadeusz Słobodzianek, dyrektor Teatru Dramatycznego w Warszawie.

 / Fot. Piotr Wacowski, Daniel Rudzki, mat. Teatru DramatycznegoLidia Raś: „Za jedną z klęsk teatru polskiego uważam to, że się coraz mniej liczy z widzem. Nie chodzi tu o schlebianie tanim gustom, bo publiczność może się bawić zarówno na dobrze, jak i źle zrobionym przedstawieniu. Widzów trzeba wychowywać. W teatrze wszystko razem się jakoś łączy: to niskie, z tym wysokim, to szlachetne, z tym brudnym. Taki był teatr Swinarskiego, Strehlera, Steina, żeby się trzymać wielkich nazwisk” - powiedział kiedyś w wywiadzie Żuk Opalski. Podziela Pan jego opinię?
Tadeusz Słobodzianek: Kto by pomyślał, że przyjdą czasy, że będę się z Żukiem w czymś zgadzał. Problem jest bardziej skomplikowany. Świat się zmienia. Zmienił się człowiek, a więc zmienia się również publiczność. Oczywiście to nieliczenie się z widzem przez teatry repertuarowe ma swoje konsekwencje, bo widza natychmiast wysysa teatr komercyjny, który niekoniecznie częstuje go teatralną chałturą. Poza tym, kiedy słyszę narzekania, że jest tak źle, chciałbym zapytać, dlaczego jest tak źle, skoro było tak dobrze? W Teatrze Dramatycznym próbujemy zmniejszyć poczucie winy, bo od roku walczymy o widza i staramy się przyciągnąć na dużą scenę tych, którzy kiedyś stąd odeszli. To jednak żmudny proces. Jak mawiał profesor Raszewski, żeby odzyskać „kontyngent” widzów, trzeba najmniej trzech lat. Ale Na Woli udało się szybciej, gdzie np. „Naszą klasę”, która jest naszym flagowym okrętem, obejrzało już ponad 30 tys. Widzów. Może i w Dramatycznym uda się zbudować stałą publiczność. Cały czas przyświeca mi credo Strehlera, że „teatr jest dla ludzi”. Nie dla branży. I tu się całkowicie z Żukiem zgadzam.

Chce Pan, by Teatr Dramatyczny był „dla ludzi”, czyli jaki? Czy widz wymagający znajdzie tu coś dla siebie, czy to będzie teatralna papka?
Czy Tarantino to jest papka? Kochają go i oglądają miliony, bo jest reżyserem, który nie tylko w sposób żywy i dojmujący porusza najistotniejsze problemy: kondycji, człowieka i jego moralności, ani przez sekundę nie rezygnuje z ambicji i eksperymentów artystycznych, ale nie odstrasza przy tym publiczności. Uważa pani, że Tarantino jest przez to mniejszym artystą niż Krystian Lupa? Teatr jest wyborem ludzi myślących. Możemy na własny użytek dzielić widzów na: lemingów, hipsterów, mohery, ale to nie może oznaczać, że tylko dla którejś z tych grup robimy teatr, bo w każdej z nich są inteligenci, dla których wartością w teatrze jest literatura. Uważam, że nie warto niszczyć czegoś co ma 2,5 tysiąca lat, warto natomiast na nowo opowiadać stare historie, robić nowe przekłady, interpretować posługując się współczesnymi kluczami socjologicznymi, psychologicznymi czy genderowymi.

Pan słucha swojej publiczności?
Tak, słucham. Kiedy okazało się, że „Operetka” Gombrowicza na Scenie im. G. Holoubka nie miała takiej widowni, jakiej oczekiwaliśmy - zdjęliśmy ją. Mimo że reżyser i aktorzy zrobili, co mogli. Przyjmuję tę porażkę z pokorą. Podobnie zresztą było z „Wyzwoleniem” na Woli, które też musieliśmy pożegnać. W miejsce zdejmowanych tytułów jeszcze w poprzednim sezonie zaproponowaliśmy jednak publiczności Teatru Dramatycznego kilka innych spektakli: „Cudotwórcę”, „Romantyków”, „Absolwenta”, „Młodego Stalina. Na przykład „Cudotwórca” Briana Friela to bardzo dobry debiut młodego reżysera, Wawrzyńca Kostrzewskiego.

Ale słuchać głosy, że to głównie oferta dla starszego widza.
Naprawdę? A na „Romantyków”, którzy są sztuką o starości i przemijaniu, rzeczywiście adresowaną do starszej widowni, przychodzi mnóstwo ludzie młodych, którzy kochają Levina i wychodzą z tego spektaklu poruszeni. Z kolei na „Exterminatora” Przemka Jurka na Scenie na Woli, adresowanego do ludzi młodych, przychodzą też starsi wielbiciele rocka i hippisi. Nie ma teatru dla starych i dla młodych. Jedni i drudzy mogą być bardziej i mniej inteligentni. Naszą misją jest dramat w tym starym dobrym sensie: tragedia, komedia, dramat i pewnie po doświadczeniu z dwudziestowieczną dramaturgią należałoby dodać ten szczególny gatunek, jakim jest groteska. Za każdym razem jednak ma to być wartościowy literacko tekst. Dziś kiedy jak Polska długa i szeroka, od Tatr do Bałtyku, i od Białegostoku po Wałbrzych, wszyscy eksperymentują, poszukują, dekonstruują, masakrują i „tną do kości”. Sensowne przeczytanie tekstu, precyzyjne zbadanie relacji między postaciami czy porządne przeanalizowanie kontekstu społecznego, w jakich postaci działają, i zagranie tego wszystkiego na scenie, wydaje mi się przedsięwzięciem awangardowym.

„Msza” Żmijewskiego już się nie pojawi na Dużej scenie?
Mam ogromny szacunek do Artura Żmijewskiego. Uważam go za bardzo inspirującego artystę. Uczył w Szkole Laboratorium Dramatu i był przez studentów uwielbiany, bo potrafił dzielić się inspirującymi ideami. Jego „Msza” to jednak performance, kilkurazowe wydarzenie, nie teatr. Kto chciał, zobaczył i mógł o tym przeczytać. Jest poza tym film, który z „Mszy” nakręcił autor. Ciekawszy niż sam projekt w teatrze, bo to medium artyście widać bardziej pasuje. Myślę, że pozostawianie tego zdarzenia w repertuarze (i granie regularnie) wyrządziłoby mu krzywdę. Natomiast gdyby przyszedł do mnie artysta na miarę Artura Żmijewskiego i zaproponował tej klasy performance, co „Msza”, na pewno usiadłbym do rozmowy.

Jednak anglosaski model teatru, a nie niemiecki jest Panu bliższy?
Tu nie ma jednoznacznej odpowiedzi, ponieważ niemiecki model wcale nie jest jednorodny. Jest w nim miejsce na tradycję Steina, czyli np. Andreę Breth, której wspaniałego „Księcia Homburgu” mogliśmy zobaczyć ostatnio w Warszawie. Jest miejsce na teatr zaangażowany Franka Castorfa i jest oczywiście Heiner Goebbels, który głosi, że teatr się wyczerpał, więc w jego miejsce trzeba wprowadzić post-teatr. Do tego modelu zasadniczo nic nie mam, poza tym, że nie można na nim opierać teatru repertuarowego. Nie zamykam się przed eksperymentem, bo czym innym jak nie eksperymentem performerskim był „Jezus Chrystus Zbawiciel” Michała Zadary?

Teatr angielski tym się głównie różni od niemieckiego, że eksperymentuje taniej, bo na papierze. Ale czy oznacza to, że Anglosasi nie angażują się społecznie albo nie robią wielkich widowisk teatralnych? Każdy, kto widział „Billy Eliotta” zgodzi się ze mną, że bardziej zaangażowanego społecznie widowiska, które by na całym świecie przyciągało tłumy widzów, nie ma. Zresztą kiedy się ogląda na West Endzie „Konia wojny” albo na Broadwayu „Króla Lwa”, gdzie 90 proc. aktorów, orkiestry i widowni to Afroamerykanie, i gdzie generuje się niezwykła energia, rodzaj demokratycznej wspólnoty na 1500 widzów, a nie na widzów pięćdziesięciu, wtedy naprawdę można mówić o teatrze społecznym i zaangażowanym. Ale oczywiście teatr angielski to jednak przede wszystkim dobrze napisany dramat i wspaniale grający aktorzy, ale też tak naprawdę fenomenalna „niewidzialna” reżyseria, którą trzeba umieć zobaczyć.

Laboratorium Dramatu może być bazą dla „polskiej szkoły dramatu” i pomóc w wyławianiu talentów na miarę Lettsa, Harrowera czy Payne’a?
W tym roku obchodzimy 10-lecie Laboratorium. I mamy całkiem przyzwoity dorobek również w kwestii „talentów na miarę”. Chce pani nazwisk wyłowionych przez Laboratorium Dramatu? Magda Fertacz, Joanna Owsianko, Dana Łukasińska, Małgosia Sikorska-Miszczuk, Elżbieta Chowaniec, Malina Prześluga, Anna Wojnarowska, Marek Modzelewski, Tomasz Man, Robert Bolesto, Szymon Bogacz, Piotr Rowicki, Artur Pałyga, nie mówiąc już o innych, którzy otarli się o szkołę czy Sztukę Dialogu nad Wigrami. Czy teksty, które powstają dzięki Laboratorium, będziemy mogli wystawić na Dużej Scenie? Tego nie wiem. To trudne zadanie, bo żeby wypełnić tak duży teatr (widownia na blisko 600 osób), dramat musi spełniać kilka warunków: przede wszystkim musi mieć dobrze napisaną rolę, żeby udało się namówić do grania dobrych aktorów i historię, która przyciągnie ludzi.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (4):

Sortuj komentarze:

"Nie można rozumować, że dramat czy opera jest czymś lepszym, ważniejszym, niż teatr muzyczny. Marcello Mastroianni, wielki włoski aktor mówił, że chyli czoła przed kunsztem aktora teatru muzycznego, bo to taki artysta, który potrafi zagrać, zaśpiewać i zatańczyć. I dalej brał w obronę aktorów scen muzycznych, którym aktorzy dramatyczni zarzucali zbyt lekką formę artystycznej wypowiedzi. Wspominał, że sam grał w teatrze muzycznym i to swoista sztuka aby tańczyć, śpiewać i grać naraz. Płuca bolą tak, że ma się ochotę zagrać Szekspira. W jego rozumieniu Szekspir jest prosty do interpretacji, bo napisał go człowiek genialny. Zgadzam się z jego oceną teatru muzycznego. Teatr muzyczny jest arcyciekawą, arcyważną forma teatru i sztuki. Istotny jest szacunek do teatru muzycznego. Promuje się operę i teatr dramatyczny, a nie teatr muzyczny. Niestety." - Jerzy Jeszke
Czytaj więcej: link

Komentarz został ukrytyrozwiń

Wobec teatru formułowane są konkretne oczekiwania. Sukces, powodzenie i pełna sala. Owszem, ale od czego i od kogo jest to uzależnione? Za to odpowiedzialny jest cały zespół ludzi teatru i atmosfera, w której przyjdzie im współpracować. Aby dla artystów teatr mógł stanowić przestrzeń rozwoju i ujścia ich prawdziwego talentu, muszą mieć zapewnione odpowiednie warunki, gdyż przede wszystkim jest on dla nich miejscem pracy - czyli źródłem dochodów i praw socjalnych. Padły słowa :"staramy się przyciągnąć na dużą scenę tych, którzy kiedyś stąd odeszli."
Instytucje kultury zależne są od polityki państwa, które powinno dążyć do ukulturalnienia i osiągnięcia jak najwyższego poziomu edukacji społeczeństwa. Teatr to również przedsiębiorstwo, reagujące na zmiany gospodarki. Ile w Polsce przeznacza się na kulturę wszyscy wiemy i jak wygląda kondycja finansowa państwa też. Wyobrażam więc sobie, jak trudno zarządza się teatrami, które nie mają swobody na tym gruncie. Dalej czytam, z czym się zgadzam - " przede wszystkim musi mieć dobrze napisaną rolę, żeby udało się namówić do grania dobrych aktorów i historię, która przyciągnie ludzi." To wszystko kosztuje. Doceniony, zadowolony pracownik daje z siebie wszystko, atmosfera życzliwości zastępuje frustrację, a powstałe, zwyczajne problemy, których się nie uniknie rozwiązywane są na co dzień w spokoju i skupieniu na nich. Tylko tutaj następuje "stop klatka", bo tym możemy sobie pomarzyć.
Być może potrzebne jest lepsze współdziałanie różnych instytucji, a przede wszystkim poważna, publiczna debata, podczas której, poruszane będą istotne kwestie związane ze stymulowaniem artystycznego rozwoju w Polsce i sposobami finansowania instytucji kulturalnych. O tym dyskutowano na wrześniowym Europejskim Kongresie Kultury. Kultura i historia to filar narodu i o nią powinno się dbać. Tak jest w innych krajach. Najważniejsze, aby kiedyś nie zabrakło ludzi, którzy jak z moich obserwacji wynika wciąż trwają konsekwentnie w realizowaniu wspaniałych idei pomimo wielu barier. Tym ludziom należy ułatwić działanie, bo oni stanowią ogromny potencjał, siłę napędową polskiej kultury. Bardzo potrzebny i pożyteczny (moim zdaniem) wywiad, który być może zwróci uwagę na istotne problemy w Polsce.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Słaba kondycja teatralna, obecnej Polski, to nie tylko niedobory kadrowe dramaturgów. Są jeszcze inne problemy, takie jak tematyka i ceny biletów. Napisać sztukę krytycznie traktującą - nie wypada. Wszak zwyciężyliśmy w walce z "znienawidzoną" władzą i mamy upragnioną demokrację - ośmieszać satyrami, nie wypada. Krytykować na poważnie - tym bardziej. Ponad to starsi ludzie poszli by do Teatru, lub Opery ale na przeszkodzie stoi zasobność portfela, a właściwie braki środków płatniczych. Jeszcze co bym dodał, to za małe zainteresowanie władzuchny, sztukami teatralnymi.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Słaba jest moja wiara w reaktywację Teatru Dramatycznego, ale trzymam kciuki, bo bardzo bym chciał nie mieć racji.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.