Facebook Google+ Twitter

Tadż Mahal - świątynia iluzji

Przed wejściem dokładnie wiemy czego się spodziewać. Żeby nie sprawić sobie zawodu, reżyserujemy własne emocje mówiąc – „To jest piękniejsze niż się spodziewałem”. Produkt turystyczny zostaje kupiony na długo przed sprzedażą.

Przewodnikowe zdjęcie Tadż Mahal. / Fot. Skawel/licencja CCJuż od rana zjeżdżają autokary pełne turystów. Popędzani przez pilotów szybko wysypują się na plac przed bramą mauzoleum. Dookoła stoją policjanci z długą bronią. Wykrywacz metalu, kontrola bagażu podręcznego i już w środku. Można odetchnąć z ulgą, nikt obcy nie zaczepił, żaden żebrak nawet nie zbliżył się - od czego jest ochrona. Wszystko poszło gładko i przyjemnie!

Ach, wreszcie można do woli napawać się wspaniałym widokiem symbolu wiecznej miłości. Poezji zaklętej w białym marmurze. "Łzą zastygłą na policzku czasu" - jak pisał bengalski poeta Rabindranath Tagore. Oto marzenia właśnie się spełniają. Nie wierząc własnemu szczęściu ustawiamy się na skraju długiej sadzawki ciągnącej się do samego mauzoleum, by zatrzymać ten wspaniały moment na zdjęciu.

Autor nie może uwierzyć we własne szczęście. Za plecami Tadż Mahal. / Fot. Skawel/licencja CCPracujemy przy tym mocno łokciami. Walczymy o pozycję w tłumie turystów pragnących tak samo jak my uwiecznić tę niepowtarzalną chwilę. W tym samym miejscu, z tą samą magiczną budowlą za plecami. Kadrujemy cierpliwie obraz, aby nikogo oprócz nas nie było na fotografii. Nie będziemy przecież dzielili naszych marzeń z kimś obcym. Z kimś kto właśnie nas potrąca i pogania żeby zwolnić miejsce.

Dobrze, dobrze. Marzenie już jest uwiecznione. Mamy dowód! Aż doczekać się nie można, żeby je pokazać znajomym. Byliśmy tam, gdzie przed prawie czterema wiekami miłość zatriumfowała nad śmiercią. Z uwagą słuchamy pilota opowiadającego o tragicznie zmarłej, pięknej Mumtaz Mahal, chociaż tę historię znamy już dobrze z przewodnika. Nic dziwnego, przecież to taka wzruszająca opowieść...

Tadż Mahal. / Fot. Skawel/licencja CCOczami wyobraźni widzimy szlachetnego władcę Szahdżahana miotającego się w bezsilnej rozpaczy po komnatach orientalnego pałacu. Na cóż mu te bogactwa skoro stracił najukochańszą!

Ukochaną, która dała mu czternaścioro dzieci. To dopiero trzeba mieć zdrowie, żeby prawie pół życia rodzić.

Bibi Ka Maqbara czyli Mały Tadż Mahal w Aurangabadzie (Maharasztra). / Fot. Skawel/licencja CCTaka drobnostka nie burzy jednak romantycznej historii, no cóż, takie może były czasy. Zresztą powszechnie wiadomo, że budowa grobowca oprócz fortuny, kosztowała też ręce, kciuki i oczy setek budowniczych. Dzięki temu nikt nie mógł zbudować podobnej konstrukcji. To dopiero wzruszający gest Szahdżahana.

Nieważne. Najważniejsze to wsiąść z powrotem do klimatyzowanego autokaru i jak najszybciej wrócić do hotelu. W poczuciu spełnienia. Mówi się, że nie zobaczyć Tadż Mahal, to jak nie być w Indiach. Po drodze, podekscytowani, możemy jednak nawet ich nie zauważyć.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (5):

Sortuj komentarze:

Bajkowy świat w Twojej opowieści; i takim chciałabym go zobaczyć. :) +/

Komentarz został ukrytyrozwiń

symbol jest, ale niesmiertlnej miłosci nie ma

Komentarz został ukrytyrozwiń

Czytałam z zazdroscią i przyjemnością :-)

Komentarz został ukrytyrozwiń

bodek, podejrzewam, że przewodnik jest nie lepszy:>

Komentarz został ukrytyrozwiń

bardzo podoba mi się takie pisanie, z dystansem, odrobina autoironii. Fajne.
Z pobytów w róznych miejscach turystycznych list przebojów mam podobne wrażenia:)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.