Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

4744 miejsce

Taizé do tańca i do różańca. Spotkanie Młodych w Strasburgu

Pobożna pielgrzymka czy tania wycieczka? Nieustanna modlitwa a może zwiedzanie i oryginalna zabawa sylwestrowa? Ile osób tyle opinii na temat Taizé. O tym jak jest w rzeczywistości postanowiłam przekonać się osobiście.

 / Fot. Paweł MojsejewiczRanek 28 grudnia. Po kilkunastogodzinnej podróży nareszcie docieramy do Strasburga. My to znaczy ponad pięćdziesięcioosobowa grupa licealistów i studentów z Koszalina i okolic. Wśród nas jest też trzech księży i siostra zakonna. Na parkingu witają nas uśmiechnięci i pełni energii wolontariusze, mimo że już od kilku godzin oczekują na pielgrzymów. Kierują całą grupę do liceum Kleber, w którym znajduje się punkt przyjęć. Pomału, z ciężkimi bagażami na ramionach przesuwamy się w kierunku wyznaczonego miejsca. Wciąż nadjeżdżają kolejne autokary. Tłum zmęczonych długą podróżą pielgrzymów rośnie z minuty na minutę. Lepiej nie spuszczać wzroku ze swojej grupy.

Polaki Cybulaki czyli porozumienie polsko-ukraińskie


- Musicie coś zaśpiewać. Może jakąś kolędę. Inaczej nie wejdziecie – grozi młody wolontariusz. Zmęczenie bierze jednak nad nami górę i nic nie przychodzi nam do głowy. Z występu nici, mimo to wchodzimy na teren liceum.
- Bonjour ! - już od progu dociera do nas radosne, francuskie powitanie. W ciągu najbliższych dni usłyszmy to jeszcze w wielu innych językach. Na miejscu otrzymujemy karty uprawniające do odbioru obiadu i bezpłatnych przejazdów komunikacją miejską. Każdy dostaje też mapę miasta z oznaczoną siecią tramwajową i autobusową. I jeszcze najważniejsze czyli przydział do parafii goszczących. Spośród niemal dwustu parafii rozsianych po malowniczych terenach Alzacji i Ortenau trafiam wraz z grupą kilkunastu Polaków do niewielkiej wioski Wasselonne oddalonej ok 30 km od Strasburga. Dojeżdżamy tam specjalnym autokarem. Wśród nas są także Ukraińcy, Włosi, Chorwaci i Holendrzy. Nikt z nas nie zna perfekcyjnie angielskiego, ale szybko okazuje się, że nie jest to żadną przeszkodą. - I am Mädchen from Polska – przedstawia się 26- letnia Ula, stomatolog z Koszalina. - A Polaki Cybulaki! – podchwytuje wesoło Alina z Ukrainy. Już wiemy, że nawiążemy wspólny język. Nasz autokar wkrótce zamienia się w prawdziwie wesoły autobus. Śpiew, zabawa, rozmowy, wzajemne przekrzykiwanie się i zmęczona mina kierowcy – tak będzie przez najbliższe pięć dni.

Bagietki czyli francuskie śniadanie


29 grudnia. Jacky, syn naszej gospodyni zaprasza nas na śniadanie. Wraz z dwiema Polkami i Polakiem mieszkam u starszej kobiety Georgette. Udostępniła nam położony w piwnicy pokój, osobną łazienkę i klucz do wejścia przez garaż. Czujemy się więc jak u siebie. Z trudem udaje nam się wyjść spod ciepłej kołdry. - A może podać śniadanie do łóżka? - żartuje Jacky. Z kuchni dolatuje zapach świeżych bułek i gorącego kakao. - Najlepsze bagietki tylko we Francji – zachwalam. Gospodyni uśmiecha się. - Najsmaczniejsze są te paryskie. Nasze niezbyt mi smakują - mówi. Nie daję się przekonać i zajadam z apetytem. Kobieta pokazuje nam najnowsze wydanie lokalnego dziennika, a w nim artykuł o Europejskim Spotkaniu Młodych. Od 1978r. organizują je bracia ze wspólnoty ekumenicznej Taizé. Założycielem i pomysłodawcą spotkań był, zamordowany w 2005r., brat Roger.

Zwiedzanie i modlitwa czyli dzień z życia pielgrzyma


Wasselonne zamieszkuje zaledwie pięć tysięcy mieszkańców. Mimo to w wiosce znajdują się dwie parafie: luterańska i katolicka. W tej drugiej proboszczem od niedawna jest Polak pochodzący z Wielkopolski. Zbieramy się w kościele na wspólnej modlitwie, która składa się z wspólnie śpiewanych pieśni, psalmów i fragmentu Słowa Bożego. Tuż po niej spotykamy się w małych grupach, aby wspólnie rozważać Ewangelię. Hasłem przewodnim tegorocznego spotkania jest przyjaźń i sposoby okazywania jej we wspólnotach.

Resztę dnia spędzamy w Strasburgu. Plan wypełnia kilkanaście zajęć tematycznych do wyboru, w tym m.in.: zwiedzanie Parlamentu Europejskiego, Synagogi, Muzeum Sztuki Nowoczesnej, spotkania z przedstawicielami władzy, spacer po Strasburgu.

To miasto tysięcy kościołów i dziesiątek mostów nad Renem. Mnie szczególnie zachwyca urokliwa dzielnica Petite France ze sklepami, klimatycznymi restauracjami i kolorowymi domkami z okiennicami. Strasburg tytułuje się stolicą Bożego Narodzenia. Rzeczywiście niemal na każdym rogu znajduje się świąteczny jarmark, na którym można skosztować francuskich specjałów: naleśników, kasztanów i grzanego wina. Podczas spaceru ulicami miasta nie można pominąć wybijającej się ponad inne budynki katedry Notre Dame.

Wieczorem spotykamy się w halach wystawowych. Dziesiątki wolontariuszy, tysiące kartonów z pożywieniem i ponad dwadzieścia tysięcy głodnych pielgrzymów w kolejce po posiłek. Każdy z nas dostaje ciepłe jedzenie w puszce i prowiant na kolejny dzień, bułki, sery, owoce, coś słodkiego. Przechodzimy do kolejnej hali. Wolontariusze witają nas oklaskami, przybijają piątki. Tu można spokojnie zjeść obiad. Sala wypełniona jest niemal po brzegi. W tłumie ludzi udaje się jednak znaleźć wolne miejsce.

Dzień kończy modlitwa o godzinie 19. To znowu śpiewy w wykonaniu chóru, psalmy, fragmenty Ewangelii i rozważanie brata Aloisa odczytywane w językach niemieckim i francuskim. Na zakończenie możliwość modlitwy przy krzyżu. To moment zadumy, wyciszenia, odpoczynku po całodniowym zwiedzaniu.

Święto Narodów czyli witamy Nowy Rok


Sylwester przypomina poprzednie dni. Po wieczornej modlitwie jednak zamiast do domów trafiamy na salę gimnastyczną w Wassellonne. - Chodzę w tych butach cały dzień. Chciałam założyć sukienkę – rozpacza Ula. Udaje jej się jedynie poprawić makijaż.

Czas pozostały do Nowego Roku spędzamy na wspólnej modlitwie, podziękowaniach. Nawet nie spostrzegam kiedy mija północ. Brakuje odliczania, fajerwerków. Zewsząd dobiegają jedynie życzenia noworoczne w kilku językach. Święto Narodów zatem czas zacząć! Każdy z krajów musi się zaprezentować w ciekawy sposób. Śpiewamy „Gdy się Chrystus rodzi”. Żeby jednak nie było zbyt nudno zachęcamy potem do wspólnej zabawy.

Wspólny obiad czyli czas się pożegnać


Pobyt na Taizé tradycyjnie kończy wspólny obiad u rodziny. Dołącza do nas córka, zięć i wnuczka naszej gospodyni oraz ich goście, dwie Ukrainki. Opowiadają o swojej podróży. Przed przyjazdem do Strasburga zwiedziły już niemal całe Włochy. Przed nimi jeszcze Paryż, Drezno i Praga. Podczas rozmowy raczymy się łososiem, bagietkami, kurczakiem po afrykańsku. Wszystko popijamy białym winem. Jeszcze tylko deser, wymiana pamiątek i wspólna fotografia. Do odjazdu autokaru pozostało niewiele czasu. Musimy się spieszyć, chociaż chętnie zostalibyśmy jakiś czas. Wzrusza nas gościnność i niezwykła sympatia gospodyni. Żegnamy się z nadzieją na kolejne spotkanie.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.