Facebook Google+ Twitter

Tajemnica sukcesu Magdy M.

Magda M. to pierwszy polski serial indywidualistyczny. Takie małe zwierciadło przemian społecznych III Rzeczypospolitej, w którym tradycyjna Polska i młode elity wielkomiejskie mogą się nawzajem oglądać. Bez zazdrości.

Skończyła się trzecia edycja serialu „Magda M.”, ale samo zakończenie zapowiadało już, że TVN nie zrezygnuje z tej broni w walce o widza. Komentatorzy poważnych gazet – ostatnio Gazety Wyborczej – zastanawiają się teraz, skąd się bierze sukces tej „bajki dla trzydziestolatków”. Czy wystarczy ładna aktorka, kompletnie niewiarygodny scenariusz, faceci, którzy zachowują się jak małe dzieci i ograniczenie treści do historii miłosnych, aby bić rekordy oglądalności?

 

Moim zdaniem, Magda M. odniosła sukces nie dlatego że była bajką, lecz dlatego, że nią nie była. Magda M., to pierwszy indywidualistyczny serial polski, pierwszy, który pokazuje i jednocześnie odzwierciedla przemiany w wartościach wyznawanych przez młodych Polaków i – co ważniejsze – Polek. Były seriale rodzinne, historyczne i kryminalne. Były seriale o mocnych facetach, w których kobiety uciekały pod skrzydła facetów z bronią w ręku, były seriale o rodzinach w kryzysie, gdzie obok matek i córek pojawiały się kochanki i kochankowie. W polskich serialach cały kraj czasami był w kryzysie (jak w Ekstradycji), czasami tylko bohaterowie, choć raczej były to kryzysy płytkie, powierzchowne, zdrowotne, rzadko moralne. Dzięki Magdzie M. wiemy teraz, że w Polsce żyją też ludzie, dla których rodzina nie gra żadnej istotnej roli (może poza tym, że jest przedmiotem ukrytych marzeń), którzy mówią o związkach zamiast o małżeństwach (choć mogą o nich marzyć), że są takie miejsca, w których kobiety noszą spodnie i faceci nie muszą publicznie opróżnić pół litra, aby stało się jasne, że są w kryzysie. W Magdzie M. role często są odwrócone: kobiety mają jasne wyobrażenia o swoich celach, mężczyźni się miotają.

 

W dawnych serialach istniały też jasne hierarchie – wiadomo było kto jest szefem i kto podwładnym, kto ojcem rodziny i kto musi mu być posłuszny. W Magdzie M. niekwestionowanych autorytetów jest bardzo mało, hierarchie są płaskie, w pracy ludzie współpracują ze sobą, wspólnie wymyślają projekty a po pracy angażują się społecznie (na przykład w feministycznej fundacji), trudno dostrzec kto jest na górze i kto na dole. W tym sensie Magda M. jest zwiastunem przemian, jakie dokonały się w Europie zachodniej w latach siedemdziesiątych wraz z ekspansją usług i wolnych zawodów i z zanikaniem wielkiego przemysłu. Stare cnoty wyszły z mody, ludzie przestali być pracowici, posłuszni, nie chcieli już pracować, aby dużo zarabiać i stali się bardziej samodzielni, krytyczni, zaangażowani, pracując, aby się rozwijać i realizować się w pracy, a mniej z powodu zarobków. W miejsce biernego obywatela, który co cztery lata oddawał głos (najczęściej na partię, na którą głos oddawali jego rodzice), pojawił się krytyczny obywatel, który sam chce angażować się w politykę, kontrolować władzę i rozwijać własne projekty. Jednocześnie pojawiły się kryzysy – kościoła, rodziny i tradycyjnie pojętych ról płci. Wszystko to szło w parze z mniejszym przyrostem demograficznym i kryzysem państwa opiekuńczego.

 

W Polsce te zjawiska pojawiają dopiero teraz, razem z tęsknotą za tym, co tracimy w wyniku tych zmian. Bohaterowie Magdy M. dobrze czują się w swojej samodzielności, kreatywności, nie mają problemów z tym, że sami muszą dokonywać wyborów, za które dawniej odpowiadali rodzice, szefowie, instytucje państwa. Ale wraz z większą wolnością pojawia się też niepewność, poczucie utraty bezpieczeństwa; razem z tradycyjnymi rolami płci (wedle których facet zdobywa, uwodzi kobietę, a ta jedynie się na to zgadza lub nie) znikają też sprawdzone wzorce zawiązywania, budowania i utrzymania związków. Na razie jest to jednak problem pewnej awangardy dobrze wykształconych grup w dużych miastach o ponadprzeciętnych zarobkach. Dlatego trudno uznać, że Magda M. to „bajka dla trzydziestolatków”, to raczej bajka dla małej grupy polskich Young Urban Professionals. To, że widownia znacznie przekracza zasięg tej grupy, wynika z dwóch wątków, sprawnie wplecionych w scenariusz: tęsknoty tej grupy za utraconą pewnością i lęku przed skutkami własnych wyborów. Stąd właśnie marzenia o małżeństwie, założeniu rodziny oraz przedstawienie polskich Yuppies jako grupy awangardowej, której inni mogą zazdrościć statusu, wolności, możliwości, stylu życia...

To powoduje, że nawet widzowie, których świat wartości i obyczajów jest daleki od Magdy M. i jej kolegów i koleżanek, mogą się do pewnego stopnia identyfikować z bohaterami tego serialu. Dzięki temu Magda M. nie jest wyalienowaną kobietą establishmentu lub jakiegoś układu, tylko sympatyczną dziewczyną z sąsiedztwa, której się udało. Tak, jak nam się to może udać. Dzieli z nami podobne tęsknoty, a nawet pozwala nam się lepiej czuć, bo ten świat, za którym ona tęskni, wokół nas jeszcze jakoś funkcjonuje. Jako serial, Magda M. nie kwestionuje tradycji, lecz ją wręcz idealizuje, ale z pozycji, która pokazuje, że jedynym mostem między tradycyjną Polską i światem nowoczesnej metropolii (za jaką Warszawa uchodzi w serialu) jest właśnie – tęsknota.

Klaus Bachmann

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (1):

Sortuj komentarze:

Dla czerdziestolatek też!!!

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.