Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

11296 miejsce

Tajemnice druku L-4, czyli poradnik "chodzenia" na zwolnienie

Gdy już podejmiesz decyzję, Szanowny Czytelniku, że "pójdziesz" na zwolnienie lekarskie – nikt już nie może Cię od niej powstrzymać. Po swojej stronie masz cały system ubezpieczeń społecznych oraz organizację udzielania pomocy medycznej.

 / Fot. Marek ChorążewiczJakiego języka używamy mówiąc o czymś, taki mamy do tej sprawy stosunek. Chodzimy więc na zwolnienie, bierzemy bądź załatwiamy zwolnienia, siedzimy na zwolnieniu, itp. Ono rozwiązuje nam tysiące różnych trudnych spraw, łącznie z uniknięciem odpowiedzialności za niewątpliwe nasze przewinienia bądź niedopatrzenia. Dlatego też sama instytucja zwolnienia lekarskiego nie dewaluuje się od czasu, gdy ją poznałem. Korzystają z niej również prawnicy i politycy, „zgodnie” z prawem oczywiście.

Nie musisz wcale się stresować, Drogi Czytelniku tym, że doktor nie będzie chciał ci wystawić należnego twoim zdaniem zwolnienia lekarskiego. Nie ma takiej opcji. Jesteś chory lub „chory” i nikt nie może już stanąć ci na drodze. Ostatnio, takie kategorie jak: „należy się” bądź „nie należy się” uległy niezłemu zatarciu. Niewydolny system, generujący kolejki do specjalistów wytworzył olbrzymią grupę ludzi, którzy nie są zdolni do podjęcia pracy i tygodniami przebywają (nie leczeni) na zwolnieniach w POZ (przechowalni osób zapisanych), do których sami urzędnicy ZUS tych pacjentów odsyłają.

Kiedyś wpadł mi do ucha fragment takiej oto rozmowy w poczekalni przychodni. Jedna pani powiedziała coś takiego do swojej znajomej:

- X (tu oczywiście pada na głos nazwisko) to ma tupet. Ciągle siedzi na zwolnieniach. Ja bym tak nie mogła. Ona jak nie sama, to dzieci ciągle ma chore – dodała pani Igrekowska z wyraźną nutką żalu w głosie, że brak jej takich cech charakteru, jakie ma pani X.

Przyznam, że znałem sprawę o której rozmawiały obie panie i tak sobie pomyślałem: a ucz się kobieto od pani X!
Pewnego razu, gdy lekarka nie wypisała zwolnienia pani X, ta natychmiast zrobiła dwie rzeczy. Po pierwsze, urządziła nieziemską awanturę swojej lekarce, z miotaniem obelg pod jej adresem włącznie. Po drugie, złożyła natychmiast skargę na ręce przełożonego lekarki.

Okazało się, że takie zachowanie było strzałem w dziesiątkę, gdyż pani X włos z głowy za te bluzgi nie spadł, a zwolnienie dostała, gdyż przełożony lekarza w obecnych czasach wcale nie jest zainteresowany nagłaśnianiem takiej sprawy. Wręcz przeciwnie, woli żeby było cichutko, milutko i bez „niepotrzebnych” zgrzytów w funkcjonowaniu jego placówki.

No bo jakże to? Zdesperowany, chory człowiek, szukający pomocy jest przecież bardzo narażony na niestabilność emocjonalną i po prostu może się zdenerwować. Ma prawo do irytacji, w przeciwieństwie do pani doktor, która przecież „przysięgała” i ma taki a nie inny wybrany przez siebie zawód. Musi więc wszystko cierpliwie znosić, nawet największe chamstwo i bezczelność ze strony swoich podopiecznych. A jak jej nie pasuje, to niech się zwolni…
W końcu przychodnia to nie sąd, w którym za „niestosowne zachowanie” można otrzymać natychmiastową karę, bo nikt przecież nie będzie „uchybiać powadze i majestatowi sądu”, niezależnie od tego czy ma rację bądź nie, wszak Temida jest ślepa.

Co innego w resorcie zdrowia… Tutaj lekarz, pielęgniarka czy rejestratorka nie może liczyć na jakieś względy co do ochrony prawnej swojej godności na stanowisku pracy, wręcz przeciwnie ich najnormalniej w świecie można besztać i mieszać z błotem, aż do całkowitego rozładowania emocjonalnego sfrustrowanego interesanta. Zresztą, ten resort wykazuje się jeszcze inną dziwnością. Jest chyba jedynym, gdzie za pewne rodzaje pracy nie musi być rozliczone skutecznie wynagrodzenie. Wystarczy nakaz administracyjny polecający wykonanie pracy, bez szczegółowego wskazywania, kto i jak ma ponieść jej koszty. Ale to inny temat.

- Od tego są, jak d…a od sr…nia - napisał jeden internauta w trafnym i błyskotliwym komentarzu, zabierając głos w dyskusji na temat pracy i powinności lekarzy.

System zresztą działa tak, żeby „na masę” pracowników najniższych szczebli zebrać całe niezadowolenie pacjentów, zanurzonych w stale reformowanym kotle, aby można było na każdym następnym poziomie zastosować wspaniałomyślne gesty rozwiązujące sprawy z korzyścią dla „awanturującego się” pacjenta, gdyby jakaś sprawa nabierała niepożądanego tempa i rozgłosu. Pamiętaj! Tutaj akurat system ci sprzyja i im większy robisz wrzask wokół siebie, tym jesteś skuteczniejszy. Potulność i tzw. dobre maniery schowaj sobie lepiej głęboko do lamusa. Potulni w tym systemie przegrywają już na starcie. Zawsze możesz urządzić medialną zadymę wokół swojej krzywdy. Media to lubią, odbiorcy chętnie tego szukają, a ty masz zielone światło do realizacji zamierzonego celu.

Wreszcie sprawa zasadnicza. Stosuj Szanowny Czytelniku: na maxa postawę, że przecież ty się na niczym nie znasz, a jesteś tylko zatroskany swoim stanem zdrowia.

No…! Co innego, gdy chcesz wykonać jakieś badanie u siebie czy najbliższych… W tym akurat przypadku jesteś specjalistą i wiesz najlepiej czego ci potrzeba, wszak czytałeś o tym w Internecie, a i znajomi też ci mówili, że powinieneś sobie zrobić „coś tam” , bo nigdy nie wiadomo…

Dalej, w kwestii zwolnień. Za wszelką cenę staraj się zawsze wzbudzić poczucie wyjątkowej odpowiedzialności lekarza wobec twojego kruchego zdrowia, które się właśnie pogorszyło i okazuj postawę, iż nikt nie ma prawa wmawiać ci, jak ty się naprawdę czujesz i jak masz odbierać swoje dolegliwości. Wiesz przecież, że nikt nie może zakwestionować twojego złego samopoczucia, bo ono jest tylko i wyłącznie twoje, niepowtarzalne. Nawet w powinnościach lekarskich nie ma miejsca na dokonywanie gradacji cierpienia pacjentów, bo każde jest wyjątkowe i indywidualne. Nikt tego nie może podważyć, gdyż nie zechce wyjść na gbura nie mającego cienia empatii wobec twojego niewyobrażalnego cierpienia. Jesteś więc bardzo zatroskany o swoje zdrowie i przerażony. W związku z tym należy ci się spełnienie wszelkich twoich oczekiwań.

W dodatku, masz przecież poparcie swojego pracodawcy, który właśnie „wygonił” cię z pracy prosto do lekarza.

Reasumując

Nigdy nie odpuszczaj i „idź” na zwolnienie! Nie próbuj tylko takiego chwytu, że „chcesz odpocząć”, bo „nieludzki” doktor może ci zaproponować, żebyś sobie wziął urlop.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (6):

Sortuj komentarze:

Oj, jest wiele grup zawodowych, które nie mogą korzystać z urlopów na żądanie. Specyfika pracy.

A historia z własnego podwórka. Kiedyś tak intensywnie i głośno kaszlałam, praktycznie non stop, że przełożony sam zarejestrował mnie do lekarza! Nie mógł słuchać mojego kaszlu. Żeby "nie było tak różowo" zrobił to dopiero w momencie zakończenia przeze mnie bardzo ważnego zadania:)

Dlaczego przeniesienie do "Hyde Parku" to niebyt?

Komentarz został ukrytyrozwiń

Tekst zamieściłem w dziale "Na luzie", ale jakaś cenzorska dusza (może chochlik elektroniczny? namnożyło się tego w sieci ostatnio...) wydelegowała moje autorskie, nieprzetrawione jeszcze treści w niebyt, czyli do "Hyde Parku". Można i tak.

Nie dziwię się "zdziwieniu" pana Dariusza Perszewskiego, który chciał poznać bliżej reguły gry na tym portalu. Jestem tutaj już 4 lata i też nie wiem, kiedy zapalają się czerwone lampki w Redakcji... Czasem taką reakcję wywołują słowa "żyd", "Żyd" bądź "antysemityzm", innym razem "deportacja", "nacjonalizm", "lewica"...

A może by tak zrobić indeks słów obciążonych redakcyjną klątwą? Będzie mniej nieporozumień.

Komentarz został ukrytyrozwiń

I jeszcze kwestia podniesiona przez pana Krzysztofa, nauczyciele nie mogą wziąć urlopu by odpocząć w dowolnym czasie, nie mają nawet prawa do 4 dni w roku tzw urlopu na żądanie, musi być L-4.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Zwolnienie lekarskie, czyli niezdolność do wykonywania pracy. Taki przypadek z życia, wprawdzie nie mój ale znajomego. Pracodawca wysyła kolesia na badania okresowe, ten nie dopuszcza do pracy bo... coś tam ze zdrowiem i odsyła do lekarza rodzinnego. Ten zaś [czyli rodzinny] widzi potrzebę leczenia ale nie widzi potrzeby wypisania L-4. I koło się zamyka.

Komentarz został ukrytyrozwiń

"Od tego są, jak d…a od sr…nia" - myślę, że we właściwy sposób uzupełniam wykropkowane miejsca, więc wiem, że przytoczona życiowa dewiza milionów obywateli jest specyficzną półprawdą. Nadto wartość tej myśli można szacować tylko względem odpowiedzialności lekarskiej, przynajmniej w danym kontekście. W momencie kiedy mowa o tzw. "chorobowym", które winno być udzielane niejako "na żądanie" (w myśl wyżej cytowanej aforystyki szarej codzienności), to pomijając desperatów i innych zagubionych, jest to już kwestia bliższa prawu karnemu, aniżeli prawom pacjenta.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Marku, nauczyciele mają ochronę taką, jaka przysługuje funkcjonariuszowi publicznemu. Ale rzadko z niej korzystają, bo zwykle sprawy w sądzie są umarzane jako niska szkodliwość czynu. A poza tym, weź tu się człowieku procesuj z uczniem. Media nie pozostawiłyby na tobie suchej nitki, że biedny uczeń musi chodzić po sądach z powodu nieradzącego sobie z bidulkiem nauczyciela. Natomiast co do chodzenia na zwolnienia: nauczycielom każdy dzień zwolnienia wydłuża konieczność pracy, czyli jeśli jestem tydzień na L-4, to tydzień później odejdę na emeryturę.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.