Facebook Google+ Twitter

Tajemnice najsłynniejszej ostatnio ulicy

Zarówno Polski Związek Piłki Nożnej jak siedziba prymasa Polski mieszczą się przy ulicy Miodowej w Warszawie. Jednak wiele wskazuje na to, że obie te instytucje łączy jeszcze jedno - współpraca części kierownictwa ze służbami PRL.

W przypadku Kościoła, problem podpisania „lojalki współpracy” ze bezpieką zostało błyskawicznie wyjaśnione przez władze kościelne, gdyż w przeciwnym razie szeregi „owieczek warszawskich” mogły się drastycznie przerzedzić. Wprawdzie arcybiskup, niczym święty Piotr , najpierw gorliwie zaprzeczał, a w końcu przyznał się, że skrzywdził Kościół i oddał się do dyspozycji papieża, jednak to nie wystarczyło do przekonania Ojca Świętego i uspokojenia wiernych.

 

U sąsiadów to samo

Nie bez kozery poruszyłem temat metropolity Stanisława Wielgusa, bowiem, my - byli i obecni - uczestnicy igrzysk, mamy podobny problem do rozwiązania. Głową polskiego ruchu olimpijskiego jest były „ARCYKAPUŚ”! Otóż okazało się, że prezes Piotr Nurowski był niegdyś agentem służb specjalnych PRL. A przecież szef nie mniej reprezentacyjnej od warszawskiej Kurii instytucji musi być - niczym żona Cezara - poza wszelkim podejrzeniem.

Jako członek rodziny olimpijskiej wyrażam sprzeciw dla dalszego prezesowania tak mocno "umoczonego" w przeszłości człowieka i dlatego - na znak protestu - nie wezmę udziału w dzisiejszym świąteczno-noworocznym spotkaniu w siedzibie PKOL-u, na którym musiałbym się podzielić opłatkiem z tym i owym.

Moim zdaniem, w obu tych przypadkach nie należy mylić przebaczenia z akceptacją. Natomiast po decyzji Watykanu o wstrzymaniu Ingresu, podobnego kroku oczekuję od rządu polskiego (bo na ministra sportu nie ma co liczyć) w sprawie rozpoczęcia postępowania administracyjnego o zmianie prezesa w Polskim Komitecie Olimpijskim. Chyba, że wcześniej pan Piotr zachowa się jak ks. Arcybiskup Stanisław Wielgus, w co jednak szczerze wątpię.

Również problem wizerunku tylko po części dotyczy drugiej znajdującej się pod "miodowym" adresem instytucji. Bowiem milionowa rzesza kibiców futbolu, po niezliczonej liczbie przestępstw, przekrętów i afer, wybuchających w ostatnich latach, dawno już straciła zaufanie do piłkarskich decydentów, z których wielu było w przeszłości „tajniakami”.

Zjazd zjazdem, a rzeczywistość skrzeczy

Niestety, wczorajszy zjazd nic w tej sprawie nie zmienił, ponieważ - zgodnie z moimi wcześniejszymi obawami - statut został zatwierdzony. W dużej mierze dzięki ministrowi Sportu Tomaszowi Lipcowi, jego część dotycząca ordynacji wyborczej, a tym samym, utrzymania dotychczasowych układów po wyborze nowych władz, pozostanie bez zmian. Poprzedni, jak na ironię, sfałszowany statut był słusznie krytykowany przez przedstawicieli ligowych i „ministra sportowej hańby”, Tomasza L.

Podnoszono zwłaszcza argument, że miażdżącą (w stosunku 148 do 48) przewagę na walnych zgromadzeniach, na których zapadały kluczowe uchwały dotyczące polskiego futbolu zawodowego, podejmowali przedstawiciele: Zarządu, Komisji Rewizyjnej, Sądu Koleżeńskiego PZPN i tak zwanego terenu (przedstawiciele 16 Okręgowych Związków, czyli delegatur PZPN). Sęk w tym, że większość z nich problemy związane z profesjonalnym futbolem zna z komiksów, bowiem ich codzienna (ponoć społeczna) działalność jest związana co najwyżej z... IV-ligową piłką .

Zatem zgoda ministra Lipca i prezesa „EKSTRAKLAPY” Andrzeja Rusko na to, by w 120- osobowym gronie mandatariuszy na kolejne „walne” w dalszym ciągu mieli przewagą dyletanci (60 przedstawicieli terenu + 10 z PZPN-u - piłkarstwo kobiece, salowe , „świstaki’ itp.) jest niczym innym, jak przyzwoleniem władz państwowych i ligowców na dalsze „kręcenie lodów” w salonach przy ul Miodowej.

Kolejny, „rozwiązany" na wczorajszym spędzie zwolenników Michała problem (pożyjemy, zobaczymy) to zapowiedź surowych kar, jakie na lutowych posiedzeniach Wydziału Dyscypliny mają zostać nałożone na trzy drużyny I-ligowe i pięć-sześć drugoligowych za „fryzjerskie afery”.

Ciekawe, skąd ta nagła zmiana i pośpiech miodowej temidy, bowiem do tej pory, oprócz ukarania Piasta, praktycznie nic w tych sprawach nie zrobiono. A przecież fakty, dotyczące uzyskania podejrzanego awansu przez Zagłębie Lubin (sprawa w sądzie), oraz słynne koło zapasowe w samochodzie Antoniego F., „napompowane zakupem kontrolowanym”, zostały odkryte przez wrocławskich prokuratorów prawie dwa lata temu!

 

Co złego, to nie my

Nim jednak do tego oczekiwanego od dawna przez opinię publiczną „dnia sprawiedliwości” dojdzie, warto przeanalizować opublikowane w piątkowym wydaniu „DZIENNIKA” wypowiedzi przedstawicieli kilku klubów zamieszanych w korupcję.

Działacze z Zagłębia, Podbeskidzia i Arki ostro protestują, a ich koronnym argumentem jest to, że ludzie podejrzani o korupcję już nie działają w w/w klubach, więc dlaczego oni - "BOGU-DUCHA-WINNI” - mają za nich cierpieć. Ba, lubiński szef, poszedł na całość i zagroził sądem oraz walką do ostatniej kropli krwi w przypadku, gdyby jego klub został ukarany degradacją za grzechy poprzedników. Pan Robert Pietryszyn w swoim zacietrzewieniu, zapomniał chyba, że ci "poprzednicy” (między innymi, Stanisław Speczik i Jerzy Fiatowski, ściśle związani z Zagłębiem w feralnym okresie) reprezentowali lubiński klub na wczorajszym walnym! Jeszcze „rozkoszniejszy" jest wiceprezes z Gdyni, Grzegorz Gąsiorowski, którego słowa zacytuję, jednocześnie przepraszając, że ich nie skomentuję: Do dziś nie mam pojęcia, za co zamknęli mojego szefa Jacka Milewskiego!

Ci domorośli filozofowie nie rozumieją, że ich poprzednicy, kupując w przeszłości mecze, zapewniali korzyści w/w klubom, przyczyniając się do awansu, bądź pozostania w lidze swojej drużyny. Panowie, uświadomcie sobie, że na całym cywilizowanym, piłkarskim świecie kara za tego typu praktyki musi być i jest karą zbiorową.

Niestety, u nas podmiatanie wszelkich przestępstw pod dywan jest nie tylko tolerowaną przez PZPN „normalką”, ale również wskazówką dla korupcyjnych następców: wystarczy po kilku „fryzjerskich wynikach” zwolnić z pracy paru „kupczyków”, by podejrzany klub natychmiast stał się krystalicznie czysty. Panowie, czy jeszcze do was nie dotarło, że w kraju aktualnych Mistrzów Świata, za „ustawianie” meczów przez kilku turyńskich „fryzjerów”, nie tylko przedstawiciele „Juve”, ale i wielomilionowa rzesza kibiców tego klubu z ogromną przykrością i pokorą przyjęła bardzo surowe kary nałożone na ich ukochany klub.

Na zakończenie korupcyjnego tematu, by nie zostać posądzonym o to, że wszędzie widzę nieprawidłowości, tylko nie na własnym podwórku, mam pytanie do szefa Wydziału Dyscypliny, pana Malinowskiego. Jak zamierza pan ze swoimi „współtowarzyszami” z WD potraktować sprawę podwójnego przestępstwa dokonanego przy wydaniu w 2004r. licencji na grę w II-lidze RTS-owi Widzew Łódź? Przypomnę tylko, że w listopadzie 2005 Komisja Rewizyjna PZPN zawyrokowała, że RTS-owska licencja została przyznana z naruszeniem prawa, a scedowanie jej klika tygodni później (w trakcie trwających już ligowych rozgrywek) na nowy podmiot przekracza wszelkie granice prawa. W każdym normalnym kraju decyzja tamtejszego Wydziału Dyscypliny byłaby oczywista: natychmiastowa degradacja do IV ligi. Przecież w identycznej sytuacji GKS Katowice musiał zaczynać rywalizację właśnie od tego szczebla. Czyżby zatem Widzew był na innych prawach tylko dlatego, że za całym tym, ewidentnym przekrętem stoi jeden z najlepszych piłkarzy w historii naszego futbolu, Zbigniew B.?

* Jeśli ktoś z zainteresowanych czuje się pokrzywdzony tekstem Jana Tomaszewskiego, ma prawo dochodzić sprawiedliwości drogą prawną. Jednocześnie informujemy, że autor felietonu może też dochodzić swoich praw w sądzie powszechnym.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (4):

Sortuj komentarze:

To się już robi nudne, Panie Janie. A wie Pan, kiedy przestałem wierzyć w jakiekolwiek Pana słowo? Kiedy rozwinął Pan skrót PZPN jako "Przestępcy Zrzeszeni Przeciwko Nam", a potem... Zasiadał w Komisji Etyki w PZPN-ie właśnie!
Życzę dalszego pisania felietonów, skoro po napisaniu ich czuje Pan ulgę.
Na szczęście nikt nie bierze Pana na poważnie.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Warto walczyć o prawdę. Mam nadzieję, że Pan Jan się nie podda.

Komentarz został ukrytyrozwiń

1

Komentarz został ukrytyrozwiń

Panie Janie...jedno pytanie: czy to jeszcze ma sens? Już nie pamiętam od kiedy porusza Pan sprawę licencji Widzewa Łódź. Snuje domysły, stwierdza ewidentne przekręty. I nic się nie dzieje. I moim zdaniem nie będzie. Czy nie warto już spuścić z tonu? Bo czy za 5 lat także będzie Pan nawiązywał w swoich tekstach do tej sprawy? Pozdrawiam

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.