Pozycja materiału w rankingach:
Zarówno Polski Związek Piłki Nożnej jak siedziba prymasa Polski mieszczą się przy ulicy Miodowej w Warszawie. Jednak wiele wskazuje na to, że obie te instytucje łączy jeszcze jedno - współpraca części kierownictwa ze służbami PRL.
W przypadku Kościoła, problem podpisania „lojalki współpracy” ze bezpieką zostało błyskawicznie wyjaśnione przez władze kościelne, gdyż w przeciwnym razie szeregi „owieczek warszawskich” mogły się drastycznie przerzedzić. Wprawdzie arcybiskup, niczym święty Piotr , najpierw gorliwie zaprzeczał, a w końcu przyznał się, że skrzywdził Kościół i oddał się do dyspozycji papieża, jednak to nie wystarczyło do przekonania Ojca Świętego i uspokojenia wiernych.
Nie bez kozery poruszyłem temat metropolity Stanisława Wielgusa, bowiem, my - byli i obecni - uczestnicy igrzysk, mamy podobny problem do rozwiązania. Głową polskiego ruchu olimpijskiego jest były „ARCYKAPUŚ”! Otóż okazało się, że prezes Piotr Nurowski był niegdyś agentem służb specjalnych PRL. A przecież szef nie mniej reprezentacyjnej od warszawskiej Kurii instytucji musi być - niczym żona Cezara - poza wszelkim podejrzeniem.
Jako
członek
rodziny
olimpijskiej
wyrażam
sprzeciw
dla
dalszego
prezesowania
tak
mocno "umoczonego"
w
przeszłości
człowieka
i
dlatego
- na
znak
protestu - nie
wezmę
udziału
w
dzisiejszym
świąteczno-noworocznym
spotkaniu
w
siedzibie
PKOL-u, na
którym musiałbym
się podzielić
opłatkiem
z tym i owym.
Moim zdaniem, w obu tych przypadkach nie należy mylić przebaczenia z akceptacją. Natomiast po decyzji Watykanu o wstrzymaniu Ingresu, podobnego kroku oczekuję od rządu polskiego (bo na ministra sportu nie ma co liczyć) w sprawie rozpoczęcia postępowania administracyjnego o zmianie prezesa w Polskim Komitecie Olimpijskim. Chyba, że wcześniej pan Piotr zachowa się jak ks. Arcybiskup Stanisław Wielgus, w co jednak szczerze wątpię.
Również problem wizerunku tylko po części dotyczy drugiej znajdującej się pod "miodowym" adresem instytucji. Bowiem milionowa rzesza kibiców futbolu, po niezliczonej liczbie przestępstw, przekrętów i afer, wybuchających w ostatnich latach, dawno już straciła zaufanie do piłkarskich decydentów, z których wielu było w przeszłości „tajniakami”.
Niestety, wczorajszy zjazd nic w tej sprawie nie zmienił, ponieważ - zgodnie z moimi wcześniejszymi obawami - statut został zatwierdzony. W dużej mierze dzięki ministrowi Sportu Tomaszowi Lipcowi, jego część dotycząca ordynacji wyborczej, a tym samym, utrzymania dotychczasowych układów po wyborze nowych władz, pozostanie bez zmian. Poprzedni, jak na ironię, sfałszowany statut był słusznie krytykowany przez przedstawicieli ligowych i „ministra sportowej hańby”, Tomasza L.
Podnoszono zwłaszcza argument, że miażdżącą (w stosunku 148 do 48) przewagę na walnych zgromadzeniach, na których zapadały kluczowe uchwały dotyczące polskiego futbolu zawodowego, podejmowali przedstawiciele: Zarządu, Komisji Rewizyjnej, Sądu Koleżeńskiego PZPN i tak zwanego terenu (przedstawiciele 16 Okręgowych Związków, czyli delegatur PZPN). Sęk w tym, że większość z nich problemy związane z profesjonalnym futbolem zna z komiksów, bowiem ich codzienna (ponoć społeczna) działalność jest związana co najwyżej z... IV-ligową piłką .
Zatem
zgoda
ministra
Lipca
i
prezesa
„EKSTRAKLAPY”
Andrzeja Rusko
na
to,
by
w
120-
osobowym
gronie
mandatariuszy
na
kolejne
„walne”
w
dalszym
ciągu
mieli
przewagą
dyletanci (60
przedstawicieli
terenu
+
10
z
PZPN-u - piłkarstwo kobiece, salowe ,
„świstaki’ itp.)
jest
niczym
innym, jak
przyzwoleniem
władz
państwowych
i
ligowców
na
dalsze
„kręcenie
lodów”
w
salonach
przy
ul
Miodowej.
Kolejny, „rozwiązany" na wczorajszym
spędzie
zwolenników
Michała
problem (pożyjemy, zobaczymy)
to
zapowiedź
surowych
kar, jakie
na
lutowych
posiedzeniach
Wydziału
Dyscypliny mają zostać nałożone na trzy
drużyny
I-ligowe
i
pięć-sześć drugoligowych za
„fryzjerskie
afery”.
Ciekawe, skąd ta nagła zmiana i pośpiech miodowej temidy, bowiem do tej pory, oprócz ukarania Piasta, praktycznie nic w tych sprawach nie zrobiono. A przecież fakty, dotyczące uzyskania podejrzanego awansu przez Zagłębie Lubin (sprawa w sądzie), oraz słynne koło zapasowe w samochodzie Antoniego F., „napompowane zakupem kontrolowanym”, zostały odkryte przez wrocławskich prokuratorów prawie dwa lata temu!
Nim jednak do tego oczekiwanego od dawna przez opinię publiczną „dnia sprawiedliwości” dojdzie, warto przeanalizować opublikowane w piątkowym wydaniu „DZIENNIKA” wypowiedzi przedstawicieli kilku klubów zamieszanych w korupcję.
Działacze z Zagłębia, Podbeskidzia i Arki ostro protestują, a ich koronnym argumentem jest to, że ludzie podejrzani o korupcję już nie działają w w/w klubach, więc dlaczego oni - "BOGU-DUCHA-WINNI” - mają za nich cierpieć. Ba, lubiński szef, poszedł na całość i zagroził sądem oraz walką do ostatniej kropli krwi w przypadku, gdyby jego klub został ukarany degradacją za grzechy poprzedników. Pan Robert Pietryszyn w swoim zacietrzewieniu, zapomniał chyba, że ci "poprzednicy” (między innymi, Stanisław Speczik i Jerzy Fiatowski, ściśle związani z Zagłębiem w feralnym okresie) reprezentowali lubiński klub na wczorajszym walnym! Jeszcze „rozkoszniejszy" jest wiceprezes z Gdyni, Grzegorz Gąsiorowski, którego słowa zacytuję, jednocześnie przepraszając, że ich nie skomentuję: Do dziś nie mam pojęcia, za co zamknęli mojego szefa Jacka Milewskiego!
Ci domorośli filozofowie nie rozumieją, że ich poprzednicy, kupując w przeszłości mecze, zapewniali korzyści w/w klubom, przyczyniając się do awansu, bądź pozostania w lidze swojej drużyny. Panowie, uświadomcie sobie, że na całym cywilizowanym, piłkarskim świecie kara za tego typu praktyki musi być i jest karą zbiorową.
Niestety, u nas podmiatanie wszelkich przestępstw pod dywan jest nie tylko tolerowaną przez PZPN „normalką”, ale również wskazówką dla korupcyjnych następców: wystarczy po kilku „fryzjerskich wynikach” zwolnić z pracy paru „kupczyków”, by podejrzany klub natychmiast stał się krystalicznie czysty. Panowie, czy jeszcze do was nie dotarło, że w kraju aktualnych Mistrzów Świata, za „ustawianie” meczów przez kilku turyńskich „fryzjerów”, nie tylko przedstawiciele „Juve”, ale i wielomilionowa rzesza kibiców tego klubu z ogromną przykrością i pokorą przyjęła bardzo surowe kary nałożone na ich ukochany klub.
Na zakończenie korupcyjnego tematu, by nie zostać posądzonym o to, że wszędzie widzę nieprawidłowości, tylko nie na własnym podwórku, mam pytanie do szefa Wydziału Dyscypliny, pana Malinowskiego. Jak zamierza pan ze swoimi „współtowarzyszami” z WD potraktować sprawę podwójnego przestępstwa dokonanego przy wydaniu w 2004r. licencji na grę w II-lidze RTS-owi Widzew Łódź? Przypomnę tylko, że w listopadzie 2005 Komisja Rewizyjna PZPN zawyrokowała, że RTS-owska licencja została przyznana z naruszeniem prawa, a scedowanie jej klika tygodni później (w trakcie trwających już ligowych rozgrywek) na nowy podmiot przekracza wszelkie granice prawa. W każdym normalnym kraju decyzja tamtejszego Wydziału Dyscypliny byłaby oczywista: natychmiastowa degradacja do IV ligi. Przecież w identycznej sytuacji GKS Katowice musiał zaczynać rywalizację właśnie od tego szczebla. Czyżby zatem Widzew był na innych prawach tylko dlatego, że za całym tym, ewidentnym przekrętem stoi jeden z najlepszych piłkarzy w historii naszego futbolu, Zbigniew B.?Zobacz także:
Artykuły
(42)
Galerie
(0)
Średnia ocen
(4.06)
Wiek: 62 | Miejscowość: Łódź | Kraj: Polska
O mnie: Słynny bramkarz reprezentacji Polski w latach 70. i 80. Niestrudzony bojownik o czyste reguły gry w polskim futbolu, były szef Komisji Etyki PZPN. Zagorzały krytyk obecnych władz Polskiego Związku Piłki Nożnej, a zwłaszcza prezesa Michała... więcej
Ostatnie artykuły autora:
Sortuj komentarze:
Krzysztof Waglewski 10.02.2007 00:33
To się już robi nudne, Panie Janie. A wie Pan, kiedy przestałem wierzyć w jakiekolwiek Pana słowo? Kiedy rozwinął Pan skrót PZPN jako "Przestępcy Zrzeszeni Przeciwko Nam", a potem... Zasiadał w Komisji Etyki w PZPN-ie właśnie!
Życzę dalszego pisania felietonów, skoro po napisaniu ich czuje Pan ulgę.
Na szczęście nikt nie bierze Pana na poważnie.
Krzysztof Baraniak 08.01.2007 16:42
Panie Janie...jedno pytanie: czy to jeszcze ma sens? Już nie pamiętam od kiedy porusza Pan sprawę licencji Widzewa Łódź. Snuje domysły, stwierdza ewidentne przekręty. I nic się nie dzieje. I moim zdaniem nie będzie. Czy nie warto już spuścić z tonu? Bo czy za 5 lat także będzie Pan nawiązywał w swoich tekstach do tej sprawy? Pozdrawiam
Kolejne trzęsienie ziemi we Włoszech
(odsłon: +537)