Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

2347 miejsce

Tajemnicza śmierć profesora Semmelweisa, zwanego "zbawcą matek"

Ignacy Semmelweis jest smutną postacią w historii medycyny. Jako wielce dla niej zasłużony lekarz, zamiast przyjmować zaszczyty i nagrody, skończył tragicznie. A stało się tak, na skutek zawiści i małostkowości innych kolegów z branży.

Semmelweis - czwarty od lewej ze splecionymi rękami Page URL: http://commons.wikimedia.org/wiki/File:Professorenkollegium_Pest_Medizinischen_Fakultat_1863.jpg File URL: http://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/1/18/Professorenkollegium_Pest_Medizinischen_ / Fot. József Marastoni [Public domain], via Wikimedia CommonsKrótki życiorys

Ignacy Filip Semmelweis (ur. 1 lipca 1818 w Budzie, zm. 13 sierpnia 1865 w Döbling koło Wiednia) - pochodził z rodziny węgierskich Żydów, zajmujących się interesami kupieckimi. Był synem Józefa i Teresy, z domu Müller. W 1829 r. rodzice wysłali go do Katolickiego Gimnazjum w Budzie, a jesienią 1837 r. zaczął studiować prawo na Uniwersytecie Wiedeńskim ponieważ rodzina wybrała dla niego zawód prawnika.

On jednak w następnym roku porzucił studia prawnicze i zaczął studiować medycynę. Po ukończeniu studiów zabiegał o asystenturę u znanego profesora Jakoba Kolečki (spotyka się również pisownię Jakob Kolletschka lub Jakub Kolletschko). Nic z tego jednak nie wyszło, tak samo zresztą jak z asystenturą u profesora Josefa Škody, twórcy fizykalnej metody badania lekarskiego poprzez osłuchiwanie i opukiwanie.

W 1844 r. uzyskał tytuł doktora medycyny, natomiast
w 1846 r. zdobył specjalizacje w dziedzinie chirurgii i położnictwa. Został asystentem profesora Kleina w klinice położniczej w Wiedniu.

Semmelweis twórcą podstaw antyseptyki

Dla świata Semmelweis zasłużył się jako twórca podstaw antyseptyki. Była to jednak ciernista dla niego droga i jak się okazało tragiczna.

Antyseptyka - to gałąź medycyny zajmująca się szeroko pojętym eliminowaniem drobnoustrojów przed ewentualnym ich wprowadzeniem do ustroju chorego lub zdrowego człowieka podczas wykonywania jakiś czynności związanych z zapobieganiem lub leczeniem chorób.

Widać więc, że antyseptyka wiąże się bezpośrednio z drobnoustrojami, które były już znane od czasów Antonie van Leeuwenhoeka, Holendra który skonstruował
pierwszy mikroskop około roku 1677, ale nikt nie wiązał ich z powstawaniem chorób. "Bakteriami" nazwał drobnoustroje niemiecki lekarz Ch.G. Ehrenberg (1795-1876) dopiero w 1838 roku i tak naprawdę w medycynie nazwa ta utrwaliła się dopiero po odkryciach Pasteura i Kocha. W etiologii wielu chorób "morowe powietrze" i "miazmaty" ustąpiły miejsca drobnoustrojom. Stało się tak dzięki tzw. postulatom Kocha z 1892 roku, które w konkretnej chorobie pozwalały zakwalifikować drobnoustroje jako czynnik chorobotwórczy.

Historia pewnego odkrycia

W wiedeńskim szpitalu były dwie kliniki położnicze. W jednej z nich było zdecydowanie więcej zgonów z powodu gorączki połogowej niż w drugiej. Semmelweis dociekając przyczyny tego faktu stwierdził, że w klinice gdzie była niska śmiertelność kobiet przy porodach lekarze i studenci nie brali udziału w sekcjach zwłok.

Gorączka połogowa, zwana inaczej zakażeniem połogowym lub posocznicą połogową - jest to uogólniona infekcja spowodowana przedostaniem się drobnoustrojów do krwi kobiety, która urodziła dziecko (lekarze nazywają taką kobietę położnicą, a okres po porodzie - połogiem). Charakterystycznymi objawami zakażenia połogowego są dreszcze i wysoka temperatura ciała. Nawet w dzisiejszych czasach, kiedy stosuje się w leczeniu antybiotyki, cechuje się ona ciężkim przebiegiem i wysoką śmiertelnością.

W tamtych czasach nie znano konkretnej przyczyny gorączki połogowej, która powodowała we wszystkich szpitalach całej Europy - niewyobrażalne dzisiaj -
spustoszenie. W uznawanej za jedną z najlepszych klinik położniczych w Wiedniu, a kierowanej przez profesora Kleina, według dociekań młodego Semmelweisa tylko w 1846 roku zmarło 541 kobiet po urodzeniu dziecka. W jednej z nich 451, a w drugiej 90. Tak duża różnica była zastanawiająca, a wnikliwe obserwacje doprowadziły go do ustalenia, że w klinice z wyższą ilością zgonów przewijało się więcej studentów medycyny i lekarzy, nauczajacych ich podstaw położnictwa.

Przypadkowe wydarzenie z profesorem Kolletschko dało Semmelwaisowi dużo do myślenia. W tamtych czasach sekcje zwłok wykonywano bardzo często, również chociażby tylko w celach dydaktycznych. W czasie jednej z nich, profesor skaleczył się w palec (inne źródła podają, że zranił go przypadkowo student), a następstwem tego wypadku była dość nagła śmierć Kolletschki wśród objawów podobnych do tych, jakie były obserwowane u kobiet umierających z powodu gorączki połogowej.


W związku ze swoimi ustaleniami Semmelweis doszedł do wniosku, że "coś" jest przenoszone ze zwłok na zdrowy organizm i w maju 1848 r. zalecił lekarzom, studentom i personelowi tej kliniki stosować roztwór podchlorynu wapnia do mycia rąk przed wykonywaniem badań i jakichkolwiek zabiegów. Efekty okazały się rewelacyjne. Miesiąc wcześniej odsetek zgonów z powodu gorączki połogowej w tej klinice wynosił 18,3%, natomiast w czerwcu, a więc po wprowadzeniu obowiązku mycia rąk spadł do 2,2%. W lipcu wyniósł tylko 1,2%, zaś w sierpniu 1,9%.

Głową muru się nie przebije

Gdy w grę wchodzą interesy i akademickie kariery, ludzka zawiść i małostkowość jest zdolna do największych podłości. Tak też było wobec Semmelweisa, który w latach 1847-1849 był asystentem w klinice profesora Johanna Kleina. W tamtych czasach przyznawano stanowisko asystentom na 2 lata i często przedłużano na następne dwa lata. Semmelweis przedłużenia nie dostał, gdyż profesor Klein czuł się zagrożony, a jego teorii mycia rąk i ciągłego ich odkażania przed badaniem położnic po prostu nie akceptował. Wykorzystał również animozje polityczne ze swoim asystentem i doprowadził do zwolnienia Semmelweisa w 1849 roku. Profesor Klein był konserwatystą i nie ufał już swojemu podwładnemu.

Rok 1848 był bardzo niespokojny w wielu miejscach Europy. Po zamieszkach w stolicy cesarstwa Habsburgów rozpoczęło się powstanie na Węgrzech. Doktor Semmelweis był całym sercem po stronie powstańców. Ludność żydowska po raz pierwszy otrzymała prawa polityczne na terenie Austrii. W październiku 1850 r. powrócił w rodzinne strony, a wkrótce podjął pracę w Szpitalu Świętego Rocha w Peszcie nie biorąc za pracę wynagrodzenia. Objął funkcję kierownika oddziału położniczego.
Stosowane jego metody na oddziale sprawdzały się znakomicie. W ciągu sześciu lat na 933 rodzące zmarło tylko 8 kobiet, co w tamtych warunkach było rewelacyjnym osiągnięciem. W 1855 r. został wykładowcą teorii i praktyki położnictwa na Uniwersytecie Peszteńskim.

W roku 1857 dostał propozycję pracy wykładowcy położnictwa na Uniwersytecie w Zurychu, której nie przyjął. W tym samym roku 1 czerwca poślubił dziewiętnastoletnią Marię Weidenhoffer, z którą miał pięcioro dzieci. Troje dożyło wieku dorosłego, ale tylko córka doczekała się potomstwa.

W dalszym ciągu zmagał się z negatywnie nastawionymi kolegami i wielkimi autorytetami ówczesnego świata medycznego. W 1861 r. w Wiedniu opublikował po niemiecku pracę pod tytułem Die Ätiologie, der Begriff und die Prophylaxis des Kindbettfiebers (Etiologia, koncepcja i profilaktyka gorączki połogowej). Praca była oczywiście zauważona, ale bardzo negatywnie odebrana przez środowisko lekarskie. Uważano, że jakieś bezsensowne ciągłe mycie rąk wynika z obłędu autora i uwłacza powadze zawodu lekarza. Jego poglądy wręcz publicznie otwarcie wyśmiewano.

Na wielkim kongresie ginekologii i położnictwa w Paryżu w 1858 roku przewodniczący M. Dubois publicznie zdyskredytował jego prace stwierdzając: "nie wykluczone, że są one oparte na jakichś pożytecznych założeniach, ale poprawne ich wykonanie jest związane z takimi trudnościami, że bardzo problematyczne korzyści nie usprawiedliwiają ich stosowania".

Semmelweis nie mógł zrozumieć, dlaczego nikt nie chce go wysłuchać i zrozumieć. Na początku lat 60. XIX w. zauważono u niego obsesję wokół tematyki mycia rąk. Wtedy zajmował stanowisko profesora na uniwersytecie w Peszcie. Frustracja nadal narastała, a on zdesperowany zaczął pisać listy otwarte do popularnych periodyków naukowych oraz indywidualne do najbardziej znanych położników oskarżając ich o morderstwo kobiet.

Tajemnicza śmierć Semmelweisa

Znienawidzony przez zdecydowanie większą część środowiska medycznego popadał w depresję. Nawet podejrzewano u niego postępującą, degeneracyjną chorobę ośrodkowego układu nerwowego, dzisiaj zwaną (od 1906 roku) chorobą Alzheimera.

Wiele źródeł podaje, że w czasie spotkania na uniwersytecie zachował się nieadekwatnie do sytuacji i w związku z tym incydentem nakłoniono go do skorzystania z porady psychiatrów umieszczając w zamkniętej klinice. Od tego czasu nic pewnego już nie wiadomo, co dalej działo się z profesorem. Po dwóch tygodniach zmarł na... posocznicę.

Georg Sillo-Seidl, lekarz węgierski zainteresowany losami pioniera antyseptyki, w 1977 roku opublikował wyniki prywatnego śledztwa, które rzucają trochę więcej światła na wydarzenia sprzed ponad stu lat. Doszedł do wniosku, że wokół Semmelweisa tak "zgęstniała atmosfera", że jego wrogowie najpierw doprowadzili do zamknięcia profesora w szpitalu na oddziale psychiatrycznym, gdzie postawiono mu mocno naciągane rozpoznanie choroby psychicznej, a następnie doszło na terenie tegoż szpitala do bijatyki z sanitariuszami, gdzie poraniony na skutek zakażenia ogólnego zmarł.

Źródła:

1. Wikipedia
2. "Błędy nauki" Luc Bϋrgin, 1997 Mϋnchen

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (12):

Sortuj komentarze:

Nauka jako metodologia usystematyzowanego hromadzenia wiedzy i zespół narzędzi badawczych jest niewątpliwie pożyteczna. Tragednia zaczyna się wtedy, gdy stawia siŁ ją na piedestale i czyni z niej wyrocznię w sprawach, które powinny podlegać osądowi wyłącznie ze strony zdrowego rozsądku, sumienia i doświadczeń wielu pokoleń. Sprzeciw wobec takiej nauki jest rozumny, koniezcny i w pełni uzasadniony. W wypadku bohatera tego artykułu ocenę jego metod powinno się powierzyć pacjentkom i ich rodzinom, a nie kolegom po fachu. Względnie tej oceny powinien był dokonać władca Auatro-Węgier, kierując się dobrem swoich poddanych, a nie pamiętliwością.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Zazdrość i zawiść to podobno rzecz ludzka. Towarzyszy nam od zarania dziejów i pozostanie na zawsze. Satyryk i aforysta Władysław Grzeszczyk mówi, że zazdrość dotyczy swego dobra, a zawiść - cudzego. Pisarka austriacka, popularnie nazywana Eschenbach, głosiła prawdę, że patrzyć bez zawiści, jak inni osiągają sukcesy, do których samemu się dąży, to wielkość. Brytyjski filozof, matematyk i eseista - Laureat Nagrody Nobla w dziedzinie literatury, Bertrand Russell ujął te kwestie prosto: "Jedną z najpotężniejszych przeszkód w budowaniu szczęścia jest zawiść." To właśnie zawiść zniszczyła i zabiła karierę zawodową i szczęście osobiste wielkiego lekarza, profesora Semmelweisa, co podkreślam - nie jest moim odkryciem.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Niezwykle interesująca historia. Dziękuję za jej przywołanie.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Myślę, że niewielu "podważa" naukę. Choćby przez to, że nie wiedziałoby w ogóle, co to znaczy ją podważyć.

W stwierdzeniach typu: " a co oni tam wiedzą", jest raczej wyraz skumulowanego ładunku złości i agresji, w często, słusznych pretensjach do tak zwanej "służby zdrowia".

Inna sytuacja jest w przypadku świadomego poszukiwania "metody".
Ale o tym można długo.
Ściśle wiąże się z tym, o czym już kiedyś Pan wspominał, czyli o wnioskowaniu na podstawie sprzecznych danych.
Można długo, ale trzeba stwierdzić przynajmniej, że nie ma dróg na skróty.
Jest zdobywanie wiedzy po prostu.
I w tym sensie nauka broni się sama.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Zgadzam się Panie Arturze w całej rozciągłości z tym, co Pan napisał.
Dla mnie najgorszym dzieckiem tego problemu jest podważenie autorytetu nauki, jednak najlepszego na dzisiaj sposobu wyjaśniania zawiłości otaczającego nas świata.

Nastała moda negowania wszystkiego, co komu tylko się podoba. Nawet bez żadnych uzasadnień swojego sprzeciwu, choćby nielogicznych. Po prostu - "nie, bo nie!" A głoszący sprzeciw co najwyżej podpiera się formułą w stylu: "bo przecież zawsze było tak, że historia po latach wykazuje zmowę, spisek czy łgarstwo...", co w sumie jest mocnym argumentem, gdy sięgnie się do głębokich archiwów historii nauki.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jest też hipoteza, że gdyby bardziej, jak to dziś powiedzielibyśmy, "promował" swoje odkrycie, pewnie byłoby inaczej.
Uważał, że sprawa jest "oczywista". Okazało się jednak, że ze znanego powiedzenia, "później" okazało się rzeczywistością, a nie "wcześniej".

Dziś jest przecież podobnie. Stosunki międzyludzkie, stosunki w ośrodku naukowym, wybranie odpowiedniej grupy korelatów podanych w wynikach badania, a pominiecie innych. ( na przykład po to, żeby "wynik" był po myśli zamawiającego badanie)
Kończąc na zwykłych oszustwach, jak sprzedawanie światu info o rzekomej na przykład podwójnie ślepej próbie, która była fikcją, albo wykonaniu serii badań, z których wykonano w rzeczywistości mniej, niż połowę.
( to są przykłady rzeczywiste, z polskich ośrodków naukowych, z rozmów z kilkoma ludźmi tam pracującymi, uczestniczącymi w badaniach)

Wracając do Sammelweisa, można oczywiście gdybać, co powinien był zrobić, ale to byłoby tylko swojego rodzaju "cwaniactwem", lawirowaniem, grą po prostu.

A dziś?
Dziś można już tylko mówić o złym, przeżartym korupcją systemie...

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jak więc wpisać inne znaki podczas pisania komentarza, skoro CTRL+ C i następnie CTRL+V zawodzi?

Komentarz został ukrytyrozwiń

...i jak widać jest to samo...

Komentarz został ukrytyrozwiń

Okazuje się, że "umlauty" wklejone z notatnika system edycyjny przekształca na zapis HTML. Oczywiście powinno być Wϋrzburga (a to słowo wklejam teraz z Worda).

Komentarz został ukrytyrozwiń

Okazuje się, że zbyt duży przewrót w medycynie proponował Ignacy Semmelweis. Wszystko układało się przeciwko niemu.

To, co teraz napiszę jest zwykłym gdybaniem, ale popartym długoletnią obserwacją funkcjonowania "najlepszych" i "największych" środowisk w medycynie. Raczej należałoby te dwa przymiotniki traktować z przymrużeniem oka, jeśli chodzi o dosłowne ich znaczenie, z uwagi na panujące w tych środowiskach stosunki międzyludzkie.

Semmelweis gdyby zachowywał się konformistycznie i nie przypisywał sobie jakiejkolwiek zasługi w odkryciu tych prawidłowości występowania gorączki połogowej, tylko całość scedował umiejętnie na potężnego wówczas profesora Kleina, to sprawa zapewne potoczyłaby się inaczej. Sam, jak widzimy - wojny nawet w najsłuszniejszej sprawie - nie wygrał.

Można byłoby powiedzieć cynicznie, że koszty jakieś zawsze muszą być, a prawda i tak ujrzała światło dzienne... Ale dlaczego grupa profesorów czynnie zwalczała teorię Semmelweisa? Tego nawet największy cynizm chyba nie wyjaśni.
W wielu przypadkach chodziło tylko o urażone ambicje panów profesorów.

Aby wymienić nazwiska wszystkich czynnych wrogów Semmelweisa nie starczyło by tutaj miejsca, ale nie sposób przejść obojętnie obok nazwisk profesorów: z Pragi Friedricha Wilhelma Scanzoniego oraz położnika Kiwischa von Rotterau z Wϋrzburga. Oni chyba najbardziej szkodzili dobremu imieniu Semmelweisa.

No i wreszcie, największą chyba kompromitacją ówczesnego świata medycznego był końcowy wynik prac komisji uniwersyteckiej w Paryżu z profesorem Auberem na czele. 13 członków komisji miało inne zdanie w sprawie teorii Semmelweisa i każdy z nich wymyślał najbardziej uczenie brzmiące określenia, by tylko zdyskredytować jej autora.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.