Facebook Google+ Twitter

Tajlandia - moja miłość

Dużo podróżuję i zwiedzam. Ciągnie mnie w świat. Byłem już w wielu miejscach na świecie, ale jest jedno, do którego zawsze wracam, i w którym zostawiłem swoje serce.

Tajska plaża / Fot. Piotr KabulakDla niektórych, Tajlandia to piękne i egzotyczne Tajki. Mimo, że mój artykuł dotyczy właśnie Tajlandii, nie będzie w nim mowy o tajskich dziewczynach, ale o kraju, kulturze, religii, jedzeniu a przede wszystkim o ludziach, których można tam spotkać.

W świat ciagnęło mnie zawsze. Bywałem w Europie, Afryce, Australii,w Stanach, widziałem egipskie grobowce faraonów i tunezyjskie zabytki. Aż wreszcie pewnego dnia trafiłem do Tajlandii - krainy uśmiechu. Szok, jaki przeżywa biały człowiek w zderzeniu z formami życia codziennego w Azji jest taki, jak zderzenie z pędzącym pociągiem. Wszystko, ale to naprawdę wszystko jest tam inne, dziwne i ciekawe. Pierwszą trudnością, z jaką musi sie zmierzyć europejczyk jest temperatura, a właściwie połączenie wysokiej temperatury z niezwykle wysoką wilgotnością. Taki miks powoduje, że wychodząc z samolotu wpadamy jak w budyń. Ciężko złapać oddech. Drugie uderzenie to zapachy. I słońce. Słońce jest w tym wszystkim bardziej niebezpieczne. Zapachy są różne, w zależności od tego, gdzie akurat przebywamy. Spaliny motorów w Bangkoku, kwiatowe ogrody pod Pattayą czy niesamowite zapachy lokalnych potraw, to wszytsko uniosi się w tajskim powietrzu i na nocnych bazarach. Wszystko pachnie i muszę przyznać, że mimo widocznego ubóstwa, nie są to zapachy przykre dla nosa. Zdarzają sie i takie, które nie sa przyjemne, ale czy jest coś dziwnego w tym, że w porcie rybackim pachnie rybami?

Kolejne dni, przynoszą kolejne zaskakujące odkrycia. Życie w Tajlandii odbywa sie na ulicy. Właśnie tu, ludzie jedzą, pracują, bawią się i wreszcie śpią. Zdarza się, że przy okazji zakładają rodziny, mają dzieci, które podobnie jak wczesniej ich rodzice, też wychowują sie na ulicy. Uderzające jest to, że tutejsi ludzie są szczęśliwi, uśmiechnięci, żartują i śpiewają. Istnieje taka teoria, że Tajowie uśmiechają się, by zamaskować niezręczność sytuacji. Widziałem chyba wszystkie rodzaje uśmiechów: uśmiech dziecka na widok białego dziwnego człowieka, uśmiech dziewczyny z baru czekającej na klienta, uśmiech sprzedawcy owoców cieszącego sie z zarobionych kilku batów (waluta tajska) oraz uśmiech kelnera, który nie rozumiał, o co chodzi
krzyczącemu w innym języku obcokrajowcowi. Te uśmiechy, pełne szczęścia i dobroci płyną chyba od samego Buddy.

Tajowie nie okazują złych uczuć. Nie krzyczą, nie złoszczą się, nie złorzeczą. No i nie bluźnią,
przynajmniej nie tak często, jak my. Okazywanie w tym kraju negatywnych emocji jest niestosowne i niezbyt dobrze widziane. Ns szczęście, już po kilku dniach wpadasz w inny,
spokojny nastrój i całe ciśnienie z ciebie uchodzi. Poddasz się kilku masażom, zjesz coś dobrego, wypijesz sok lub zieloną herbatę i wrzucisz na luz. Nazywam to przejściem na tajski czas. Jeśli pierwszego dnia twoje śniadanie trwa 15 minut, to w ostatnim dniu pobytu, poranny posiłek potrwa z pewnością dłużej niż godzinę.

Kiedy mija szok, można zacząć zwiedzanie i poznawanie tego fascynującego kraju. Opowiem o bardzo znanym kurorcie na południu Tajlandii czyli wyspie Phuket. Phuket to takie polskie Zakopane. Ciągną do niego ludzie z całego świata, pełno tu wspaniałych hoteli i wielkich turystycznych atrakcji.

Byłem tu już dziesięć razy.Wszyscy się dziwią: - Co, znowu do Tajlandii i znowu w to samo miejsce? Odpowiadam: - Tak, znowu. Chociaż znam to miejsce bardzo dobrze, każdy wyjazd jest inny, odkrywa przede mną nowe smaki i kolory. Wszystko zmienia się, rośnie rozkwita albo usycha i znika, dając miejsce innemu bytowi. To miejsce, które chcę polecić jako doskonałą bazę wypadową. Można tu spędzić kilka tygodni i codziennie robić zupełnie inne rzeczy. Albo codziennie leżeć na plaży, oczywiście jeśli ktoś to lubi. Nie ma przymusu. Ja sam nie lubię rwetesu. Uważam, że nikt kto zwiedza w biegu, nie poznaje tych miejsc tylko je zalicza. Poznać, to poczuć klimat, ludzi, pogadać, poobserwować... Na Phukecie pierwszy raz byłem dwa tygodnie po przejściu tsunami. I było normalnie. Gdybym nie wiedział z mediów o tym co sie tam stało, wcale bym nie podejrzewał takiej tragedii. Ludzie pamiętają, czczą, ale nie rozpaczają i nie drą szat. Życie toczy się dalej.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (1):

Sortuj komentarze:

tak, jest zupelnie inne poczucie czasu - wszystko na luzie, bez pospiechu, w naturalnym rytmie

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.