Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

28046 miejsce

Tajny współpracownik - mity a rzeczywistość

Kogoś bulwersują określenia: agent FBI, agent CIA? Przyjmowane one są jako coś naturalnego, określenia nie wywołujące obrzydzenia np. wśród widzów filmów sensacyjnych produkowanych w Stanach Zjednoczonych, które uchodzą za wzór demokracji.

Niemal każdy Polak rozumie i przyjmuje jako fakt naturalny, że tak pracują służby specjalne USA. Co innego, jeżeli chodzi o służby specjalne Polski, gdzie jakakolwiek współpraca obywateli z organami państwa przyjmowana jest jako coś nagannego.

Rzutują na to doświadczenia historyczne. Najpierw okres zaborów, potem I wojny światowej, następnie okupacji hitlerowskiej, wreszcie PRL wytworzyły w społeczeństwie przekonanie, że władze państwowe zawsze są czymś przeciwnym narodowi, co należy zwalczać, więc jakakolwiek współpraca z ich organami zawsze jest rodzajem kolaboracji, a kolaborantów należy piętnować, a najlepiej eliminować całkowicie. W taki sposób wychowywane są polskie dzieci już od chwili narodzin, a wymiana pokoleń niczego w tej kwestii nie zmienia.

Coś, co było pozytywem w okresach zniewolenia Polski, utraty przez naród państwowości, stało się wykładnikiem etyki prawdziwego Polaka bez względu na zmiany sytuacji politycznej kraju. Trudno jest przyjąć do wiadomości i zaakceptować fakt, że władze każdego państwa współczesnego świata, aby sprawnie funkcjonować i podejmować optymalne dla społeczeństwa decyzje, muszą posiadać jak najbardziej pełną informację tak o sytuacji wewnętrznej jak i zewnętrznej, a przede wszystkim o ewentualnych zagrożeniach dla jego interesów, czy bezpieczeństwa, musi posiadać możliwość szybkiego reagowania i skutecznego niwelowania negatywnych zjawisk.

Funkcję tę realizują wyspecjalizowane organy administracji państwowej, czyli służby specjalne. Tak funkcjonuje dzisiejsza Polska, tak funkcjonowała PRL, która była legalnym państwem uznawanym przez wszystkie rządy państw całego świata. Dla ochrony interesów państwowych powołała Służbę Bezpieczeństwa w 1956 r. (po uprzedniej likwidacji Komitetu do spraw Bezpieczeństwa Publicznego powszechnie znanego jako UB). Służba Bezpieczeństwa postrzegana dziś jest wyłącznie jako organ represji państwa wobec obywateli. Rzeczywistość, jak zwykle w takich przypadkach, była bardziej złożona.

Służba Bezpieczeństwa w swojej strukturze posiadała wywiad, kontrwywiad, Biuro Ochrony Rządu, pion paszportów, departamenty zajmujące się szeroko rozumianą ochroną gospodarki narodowej, rolnictwa, anty terroryzmem, ściganiem afer gospodarczych, a także inwigilacją środowisk intelektualnych i związków wyznaniowych (w tym katolickiego kleru), utożsamianych przez władze państwowe z tzw. działalnością wywrotową, zmierzającą do zmiany ustroju społeczno - politycznego Polski.

Trzeba tu pamiętać o fakcie, że układ polityczny PRL określony został przez porozumienie Józefa Stalina z Franklinem Rooseveltem i Winstonem Churchillem podczas konferencji w Jałcie w lutym 1945 r., niezależnie od naszych narodowych aspiracji i interesów. Podstawowymi metodami uzyskiwania informacji przez służby specjalne są: technika operacyjna i osobowe źródła informacji. Najważniejszym spośród osobowych źródeł informacji w bieżącej pracy Służby Bezpieczeństwa byli tajni współpracownicy (odpowiednik amerykańskich agentów FBI).

Wśród tej grupy ludzi byli tzw. kapusie, czyli ludzie donoszący na swoich kolegów, znajomych najczęściej za pieniądze lub inne korzyści osobiste, choć zdarzali się tu też ideowcy, jednakże rzadko. Była to wąska grupa ludzi w stosunku do wielości zadań realizowanych przez SB. Dzisiaj utożsamia się tajnych współpracowników wyłącznie z donosicielami, a faktycznie wyglądało to nieco inaczej!

W latach osiemdziesiątych XX w. znaczna większość TW przekazywała ogólne informacje o nastrojach, poglądach i oczekiwaniach grup zawodowych, które w formie zbiorczej informacji dziennej dostarczane były władzom państwowym. TW ostrzegali też o zagrożeniach bezpieczeństwa załóg pracowniczych. Przykładem mogą być kopalnie węgla kamiennego o dużym zagrożeniu wybuchem metanu.

Z uwagi na bardzo napięte plany produkcyjne, częstą praktyką dozoru górniczego przy zwiększaniu się stężenia metanu było zmienianie ustawienia metanomierzy w taki sposób, aby na czujnik padał nawiew świeżego powietrza. Powodowało to zaniżanie odczytów stężenia metanu i umożliwianie pracy oddziałów wydobywczych w warunkach, kiedy mogła już powstać mieszanka wybuchowa, zagrażająca życiu załogi.

Natychmiastowy telefon od TW powodował reakcję współpracującego z nim funkcjonariusza SB - bezwzględne wstrzymanie pracy oddziału, wycofanie ludzi, przewietrzenie wyrobiska i przywrócenie właściwego ustawienia metanomierzy. Dozór oddziału dopuszczający się takich praktyk najczęściej był pociągany do odpowiedzialności służbowej.

Oczywiście nie było to wygodne dla zarządzających kopalnią, więc można sobie wyobrazić, jaki los czekałby górnika, który oficjalnie ośmieliłby się przekazać taką informację odpowiedzialnym służbom górniczym lub Służbie Bezpieczeństwa. Status tajnego współpracownika zapewniał tajność źródła uzyskania takiej informacji, a więc zabezpieczał go przed wszelkimi szykanami ze strony dozoru.

Trudno dziś oszacować, ilu górników zawdzięcza życie tajnym współpracownikom, ile rodzin górniczych uniknęło tragedii na miarę tej z sierpnia 2007 r. w Kopalni Węgla Kamiennego „Halemba”. Czy dziś można szykanować tych akurat ludzi za to, że kiedyś byli tajnymi współpracownikami SB? Odpowiedź ciśnie się na usta sama, a jednak praktyka w dzisiejszej Polsce jest inna.

Tajni współpracownicy wykorzystywani też byli do zabezpieczania wrażliwych punktów zakładów, takich jak centrale telefoniczne, radiowęzły, dyspozytornie, poligrafia zakładowa, szyby wentylacyjne, magazyny materiałów wybuchowych w górnictwie itp. przed dostępem do pomieszczeń osób niepowołanych i obsługi zainstalowanych w nich urządzeń czy też przed ewentualnym atakiem terrorystycznym.

Osoby szczególnie ważne z punktu widzenia państwa też podlegały ochronie przez Służbę Bezpieczeństwa. Nad bezpieczeństwem polityków i uprawnionych funkcjonariuszy publicznych wysokiego szczebla czuwało Biuro Ochrony Rządu. Była jednak grupa osób cywilnych jak np. wybitni naukowcy, prowadzący strategiczne dla kraju badania naukowe. Wiadomo, że takie osoby zawsze pozostają w zainteresowaniu wywiadów innych państw (nawet tych zaprzyjaźnionych). Osoby te zazwyczaj nie chciały oficjalnej ochrony, a nawet jeżeli z niej korzystały, to i tak Służba Bezpieczeństwa sytuowała w ich otoczeniu TW i to nie po to, żeby na nich donosili, ale żeby na bieżąco czuwali nad ich bezpieczeństwem i bezpieczeństwem prowadzonych przez nich badań.

Zadaniem takich agentów była obserwacja bliskiego otoczenia chronionej osoby i natychmiastowe informowanie współpracującego oficera SB o wszelkich przejawach nadmiernego zainteresowania zewnętrznego lub próbami nieuprawnionego dostępu do dokumentacji i wyników badań. Dalsze postępowanie należało już do kompetencji funkcjonariuszy SB.

Jestem pewien, że dzisiejsze służby specjalne działają w ten sam sposób, bo nawet najlepsza technika operacyjna nie jest w stanie zastąpić człowieka! Innym przykładem ochrony osób, są pielgrzymki do Polski Jana Pawła II. Ochroną papieża bezpośrednio zajmowała się zawsze ogromna rzesza funkcjonariuszy SB. Osobiście uczestniczyłem w czerwcu 1983 r. w ochronie papieża podczas mszy w Katowicach - Muchowcu. Muszę przyznać, że było to ogromnym, niezapomnianym przeżyciem.

Pielgrzymka ta miała miejsce po dwóch latach od zamachu w Rzymie, którego dokonał Ali Agca. Władze kraju obawiały się zewnętrznej prowokacji i kolejnego zamachu na Jana Pawła II, tym razem w Polsce. Wiadomo, że w takim przypadku bezpośrednio obwiniony zostałby gen. Wojciech Jaruzelski i jak zawsze polskie służby specjalne. Na szczęście do tego czarnego scenariusza nie doszło! Funkcjonariusze SB pracowali na granicy fizycznych możliwości. Również cała sieć tajnych współpracowników była zaangażowana w ochronę wmieszana w tłum pielgrzymujących, poddając obserwacji nawet zgromadzony tam kler. W tych warunkach nic złego praktycznie nie mogło się wydarzyć!

Następną grupą tajnych współpracowników byli szpiedzy, pozyskiwani przez oficerów Departamentu I SB poza granicami Polski spośród osób posiadających dostęp do materiałów będących w zainteresowaniu naszego wywiadu. Najczęściej byli to obcokrajowcy - zazwyczaj dobrze wynagradzano ich finansowo.

Jak zwykle tam, gdzie przebiegają szerokie ruchy społeczne, polityczne, czy gospodarcze, pojawia się i patologia. Tym bardziej jest ona duża, gdy uprawnienia władzy dostają osobnicy, których cechy osobowościowe dają im poczucie dominacji nad innymi ludźmi, a zajmują w swoim mniemaniu w społeczeństwie pozycję nadrzędną, uprzywilejowaną, zapewniającą bezkarność i możliwość nieliczenia się z prawami, uczuciami, potrzebami i dążeniami innych jednostek.

Jest więc też duży „czarny” obszar działalności SB, a zatem i zapewne powiązanych z tymi funkcjonariuszami tajnych współpracowników. Znana jest sprawa zabójstwa ks. Jerzego Popiełuszko. Trzeba jednak pamiętać, że bezpośrednich sprawców tego mordu, oficerów SB, w toku stosunkowo szybkiego śledztwa ustalili i postawili przed sądem inni funkcjonariusze SB. Sprawcy zostali osądzeni i skazani, ale osobiście nurtuje mnie pytanie - kim byli ich mocodawcy? To przede wszystkim ci ludzie nie powinni uniknąć odpowiedzialności! Trudno mi podawać inne przykłady, bo ich po prostu nie znam, ale sądząc po doniesieniach medialnych ostatnich lat, mogło być ich zatrważająco dużo.

W każdym przypadku łamania prawa sprawca powinien zostać ustalony, postawiony przed sądem i skazany! Szczególnie ostro należy w tym aspekcie traktować funkcjonariuszy państwowych. Prawo musi być prawem i nikt nie powinien się czuć bezkarny niezależnie od tego, jaką pozycję w hierarchii społecznej zajmował czy zajmuje. Ta zasada powinna obowiązywać zawsze - tak w odniesieniu do PRL jak i okresu po 1989 r. Czarne charaktery rzutują na ogólną ocenę całej formacji, co jest krzywdzące dla wielu uczciwie wykonujących swoją pracę ludzi.

Na temat działalności tajnych współpracowników Służby Bezpieczeństwa można wiele jeszcze napisać, ale konkluzja jest jedna - nie wolno tych wszystkich ludzi utożsamiać z pospolitymi donosicielami! Byli i są ważnym elementem operacyjnej działalności służb specjalnych. Tak funkcjonuje cały współczesny świat i można to nawet ganić, ale fakty trzeba przyjąć do wiadomości!

Dlaczego np. agent FBI cieszy się poważaniem i szacunkiem obywateli Stanów Zjednoczonych? Chyba dlatego, że poziom świadomości społeczeństwa amerykańskiego jest trochę inny niż społeczeństwa polskiego. Trzeba wyjść wreszcie ze skorupy zaborów, okupacji, czy PRL, trzeba zmienić swe mentalne nastawienie, a wtedy przestaniemy szukać strachów historii. Rola dzisiejszych polskich służb specjalnych jest zapewne bardzo trudna, bo jak pozyskać mają agenta (do jakichkolwiek zadań), skoro nasze państwo nie daje gwarancji zachowania tajności jego pracy i personaliów? Czy zajmowanie takiego stanowiska faktycznie nie jest działaniem na szkodę Polski?

O tym, kto pracował dla dobra ojczyzny (takiej, jaka ona była, bo była jedyna), a kto był zwykłym kapusiem, nie może świadczyć sam fakt bycia w przeszłości tajnym współpracownikiem SB, ale wnikliwa analiza jego teczki pracy. Możecie mi wierzyć, albo nie, ale w większości przypadków zdziwilibyście się pochopnie kwalifikując tych ludzi negatywnie w zestawieniu z tym, co faktycznie robili. Bez wątpienia byli TW, którzy szkodzili innym - donosząc na swoich kolegów, znajomych czy współpracowników w sprawach poza kryminalnych. Na pewno takie postawy należy piętnować, ale zwracać przy tym trzeba uwagę, aby przy okazji nie naruszyć bieżących i przyszłych interesów Polski - a sprawa wbrew pozorom nie jest taka prosta. O nic więcej nie chodzi, tylko o normalność!

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (9):

Sortuj komentarze:

Tadeusz Łapanowski
  • Tadeusz Łapanowski
  • 25.07.2012 14:49

Popiełuszko , Przemyk czy inny Pyjas to były przypadki incydentalne w stosunku do liczby pracowników Firmy.
Co do Popiełuszki to gdyby wykonywał swoją funkcję a nie próbował sił jako trybun społeczny to pewnie by żył.
Jego pechem było to ,że trafił na idiotów , zawodowcy wytłumaczyliby mu co trzeba bez zabijania.

Komentarz został ukrytyrozwiń

bardzo ciekawy artykuł, niespotykane ujęcie tematu

Komentarz został ukrytyrozwiń

(+) niby to wszystko jest oczywiste, ale jak się nad tym zastanowić, to przestaje być tak jednoznaczne. Mnie ten tekst pobudził do refleksji i dał inną perspektywę spojrzenia. Do tej pory wiedzę w tym temacie miałam tylko z przekazów medialnych. Dziękuję!

Komentarz został ukrytyrozwiń

Pan pisze, ja czytam, a wyczytuję to co napisałem. Mord Popiełuszki to było przestępstwo stricte polityczne. Nie znamy nazwisk mocodawców, ale wiemy kim są - to ludzie którzy sterowali państwem w tamtych czasach. Mordercy Popiełuszki wykonywali rozkazy swoich przełożonych, a ci z kolei swoich. To PRL zamordował Popiełuszkę. Uproszczenie? Być może. SB stosowała takie metody, a że raz podwinęła im się noga to ukarano ręce, bo głowa nie mogła ukarać samej siebie. Może Pan się upierać, że wyniósł czyste sumienie z tej służby, Pańska wola. Pan wybaczy, ale ja bym tak nie potrafił. SB ma zbrodnie na sumieniu i temu faktowi nie może Pan zaprzeczyć.

Komentarz został ukrytyrozwiń

PS
Agent FBI czy CIA to odpowiednik naszego funkcjonariusza, a nie informator/donosiciel. Taki był sens mojej wypowiedzi dotyczącej tego wątku.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Proszę wybaczyć, ale nie potrafię zrozumieć klapek na Pańskich oczach. Prawie że wzruszeniem ramion zbywa Pan fakt że Popiełuszkę zabili SB-cy (a na pewno nie był to ich pomysł, nawet Pan to sugeruje) oraz to że fakt że zostali ujęci przez SB wynika bezpośrednio z tego że zawalili robotę. Wyróżnia Pan za to fakt, że jedni SB-cy zamknęli drugich. A oni przecież nei zorbili tego dlatego że człowiek został zabity, a dlatego, że dostali taki rozkaz bo sprawa się wydała. Z Pańskich wypowiedzi wypływa cały czas między wierszami jedna sugestia: "my wykonywaliśmy tylko rozkazy" - znamy już te usprawiedliwienia, prawda?

"Inaczej chłopcy dostaliby po premii a nie celi w pace." - to nie są bzdury a rzeczywistość, proszę przyjrzeć się dokładnie historii swojej byłej formacji. SB-cy i ich poprzednicy dostawali nagrody, awanse - za mordowanie rodaków, począwszy od czasów gdy torturowali w celach AK-owców, aż po lata '80-te gdy tłukli w piwnicach członków Solidarności. Moja cyniczna lekko wypowiedź jest rezonansem wobec bezdusznej i stronniczej interpretacji rzeczywistości Polski czasów PRL (co widać właśnie w Pańskich wypowiedziach na temat morderstwa Popiełuszki o czym napisałem wcześniej).

Komentarz został ukrytyrozwiń

agent FBI, czy CIA to w potocznym znaczeniu pracownik operacyjny, a nie TW. Prosty przykład - bohater filmu "Z archiwum X" jest agentem FBI - i nie jest tajnym współpracownikiem jak sugeruje treść artykułu, tylko pracownikiem, FBI.

Pisanie o tym że zabójców Popiełuszki dopadło właśnie SB jest hipokryzją. Brakuje w tym akapicie informacji, że stało się tak jedynie dlatego, że funkcjonariusze SB którzy dokonali mordu spaprali robotę i sprawa wyszła na jaw. Inaczej chłopcy dostaliby po premii a nie celi w pace. Pominięcie tego jakże ważnego aspektu tej sprawy to zwykła manipulacja.

Niestety takich kwiatków w tekście jest więcej.

Komentarz został ukrytyrozwiń

W przeszlości priorytetem służb specjalnych w Polsce była ochrona jedynego słusznego ustroju.
A obecną racją stanu jest to, o czym mówi Autor w przedostatnim paragrafie.
Zastanawiam się, kto jest mocodawcą ludzi w rodzaju Macierewicza?;)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Posluzę sie cytatem z felietonu czlowieka o uznanym autorytecie i wiedzy:
"Radykałów” mieliśmy nie za narwańców, lecz po prostu za prowokatorów.
Warto sprawdzić, jakie pochwały wystawiała bezpieka w swych papierach Macierewiczowi, pierwotnie wyznawcy Che Guevary, za rozbijanie KOR-u, czy też Solidarności Walczącej za rozbijanie Solidarności.
Pamiętam faceta z Sopotu, który przyjechał do mnie w stanie wojennym o radę, bo już mają broń i tylko nie wiedzą, od czego zacząć. Powiedziałem mu, że bezpieka tylko marzy o takich jak on, by uzasadniali jej istnienie. Kiedy mój nieżyjący już przyjaciel zdziwił się w latach 70., że jego przynależność do tajnego grupy niepodległościowej nie jest tajemnicą, odparłem, że pół miasta ją zna, a w ich gronie na pewno jest jakiś agent. I był. (-) Stefan Bratkowski w felietonie: http://alfaomega.webnode.com/

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.